"Klątwa opali"
Tamora Pierce jest znaną i lubianą pisarką, ale pomimo tego,
że o jej książkach słyszałam wiele razy, to „Klątwa opali” była pierwszą
przeczytaną przeze mnie. Byłam pewna, że przypadnie mi do gustu, niestety znowu
się pomyliłam. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, dlaczego czytelnicy tak się
zachwycają powieściami Pierce. Możliwe, że inne są lepsze, a ja po prostu
miałam pecha. Co mi się nie podobało? Wiele rzeczy i pewnie o wszystkich nawet
nie wspomnę.
Nie będę ukrywać – „Klątwa
opali” nie podobała mi się ani trochę. Z trudem przeczytałam ją do końca,
ponieważ zwyczajnie mnie nudziła, a także denerwowała. Miałam dosyć już po
kilku pierwszych stronach. Przeczytajcie jak zaczyna się pamiętnik głównej
bohaterki: „Moje brzoskwinki są jak trzeba. Z pewnością byłyby większe, gdybym
przytyła parę kilo, ale ponieważ nie mam ukochanego i na razie wcale mi na tym
nie zależy, takie brzoskwinki są w sam raz” – str. 25. Widać, że autorka nie
miała o czym pisać, a poza tym „brzoskwinki”? Uważam, że świadczy to o braku szacunku dla kobiet. Denerwujące
są również wszelkie nazwy. Psy? Uliczka Psich Sików? Szambo? To trochę niesmaczne...
Właściwie oprócz głównej intrygi cała reszta nie została dopracowana i nie wciąga czytelnika. Ciężko powiedzieć,
co właściwie w tej książce się działo. Ciekawy i zabawny jest może Drapek – kot
Bekki. Książka mówi o pokonywaniu nieśmiałości, o tym, że każdemu
trzeba dać szansę itp. Mnie to nie przekonało, ale może z Wami będzie inaczej?
Jeśli macie dużo cierpliwości, wytrwałości i nie denerwujecie się tak od razu,
to przeczytajcie i oceńcie sami.
Jeszcze nie czytałam tej książki, ale być może kiedyś przeczytam.
OdpowiedzUsuńTymczasem zapraszam na:
http://our-kingdom-of-books.blogspot.com/
Ostudziłaś mój zapał do tej książki... Nie wiem, czy się za nią zabiorę.
OdpowiedzUsuńA wydawała się ta książka taka interesująca... Tak czy siak ją przeczytam, ale zniknęło uczucie: "muszę przeczytać" :]
OdpowiedzUsuń