"Krzyżowcy. Droga do Jerozolimy"
Na początku chciałabym przypomnieć Wam o konkursie na moim blogu: http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/2013/08/konkurs-wygraj-corki-amia-zasady-joanny.html
Gdy zobaczyłam w
bibliotece powieść „Krzyżowcy. Droga do Jerozolimy” Jana Guillou, wiedziałam,
że muszę ją przeczytać. Interesuje mnie średniowiecze, Skandynawia. Poza tym
moja mama oglądała niedawno ekranizację tej książki („Templariusze: Miłość i
krew”) i podobała jej się. Po lekturze mam nieco mieszane odczucia, ale o tym
za chwilę...
Kilkuletni Arn
Magnusson wychodzi cało z poważnego wypadku. Wdzięczni Bogu rodzice
postanawiają wysłać syna do klasztoru. Chłopak spędza tam dwanaście lat. Od
brata Guilberta, byłego templariusza uczy się walki i zasad rządzących światem.
Z czasem przeor klasztoru chce, aby
chłopak poznał świat, zanim zdecyduje się na śluby zakonne. Od tej chwili
zaczynają się prawdziwe problemy…
Gdy czytałam tę
książkę, najbardziej było mi żal Sigrid, matki Arna, mądrej kobiety, która
właściwie nie zaznała szczęścia. Oczywiście pozostali bohaterowie również są
ciekawi, więc pod tym względem autorowi nie można nic zarzucić. Niestety,
momentami akcja była zbyt monotonna, opisy za długie, przez co nie mogę
powiedzieć, że powieść mnie wciągnęła. Możliwe, że nie każdemu to przeszkadza,
ja akurat nie jestem zwolenniczką obszernych opisów, jeśli nie są one
potrzebne. W całej książce brakowało mi czegoś, co spowodowałoby, że stałaby
się jedną z moich ulubionych.
Skupmy się teraz na
wątku głównym, dotyczącym Arna. Książka uświadamia nam, że osoby, które
spotykamy w swym życiu, mają ogromny wpływ na nasze losy. Śledzimy dzieciństwo
bohatera, później okres dojrzewania, aż wreszcie początek dorosłego życia. Mamy
okazję obserwować, jak kształtuje się jego charakter, jakie rozterki przeżywa.
Niestety, fakt iż przebywa w klasztorze, nie zawsze korzystnie na niego wpływa.
Nie rozumiejąc przełożonych, często postrzega świat w błędny sposób. Później
zaczyna uczyć się życia „na wolności”…
Fani romantycznych
wątków nie będą rozczarowani, aczkolwiek mnie od denerwował. Wszyscy żałują
Arna, a to przecież z jego winy stało się to, co się stało! Sam zesłał na
siebie nieszczęście, a że miał pecha, bo pewna osoba okazała się intrygantką,
to już inna sprawa. Arn popełnił w swoim życiu błędy, a za to się płaci…
Pomimo tego, iż książka
„Krzyżowcy. Droga do Jerozolimy” nie zachwyciła mnie szczególnie, uważam, że
warto ją przeczytać, o ile ktoś interesuje się średniowieczem, rycerstwem. Nie
wiem, czy przeczytam kolejne części, ponieważ wiem, jak cała historia się
zakończy. Może kiedyś?
Książka wydaje się ciekawa. Gdy tylko uda mi się ją zdobyc, napewno przeczytam. Pozdrawiam marry93.
OdpowiedzUsuńTo zupełnie nie moje klimaty, zważywszy na to, że książka jest przeciętna raczej ją sobie odpuszczę:)
OdpowiedzUsuńByć może ją kiedyś przeczytam, bo lubię takie klimaty, ale na razie muszę przeczytać wszystko to, co mam w domu + lektury szkolne. :)
OdpowiedzUsuńEkranizacje widziałam już kilka razy i bardzo mi się podobała, więc jak będę miała okazje to sięgnę po książkę.
OdpowiedzUsuńMoja tematyka, jak znajdę ją w bibliotece, to z chęcią przeczytam. :)
OdpowiedzUsuń