czwartek, 28 marca 2013

"Piękne Istoty"



   Na początku chciałam przypomnieć o wiosennej sprzedaży: http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/p/aaaa.html

   Czy macie czasami dość swojej miejscowości? Wydaje się ona taka spokojna, nudna, nic ciekawego się nie dzieje, rutyna. Takie zdanie ma o Gatlin Ethan Wate, bohater powieści „Piękne Istoty” autorstwa Kamii Garcii i Margaret Stohl. Dopiero po długim czasie przekonuje się, jak bardzo się mylił. Od miesięcy śni mu się dziewczyna, której nigdy nie spotkał. Pewnego dnia widzi ją na szkolnym korytarzu i nie może przestać o niej myśleć. Niewiadomo skąd przybywa, ale jest inna niż pozostałe dziewczyny. To siostrzenica tajemniczego Macona Ravenwooda, na dodatek skrywa klątwę ciążącą na jej rodzinie. Jeden sekret niesie ze sobą kolejne zagadki, a małe miasteczko już nigdy nie będzie takie jak kiedyś.
   1,5 roku temu miałam okazję przeczytać drugą część „Kronik Obdarzonych” pt.: „Istoty Ciemności”, ale nie znając poprzedniej, czytało się ją bardzo trudno. Jakiś czas temu poszłam do kina na ekranizację „Pięknych Istot”, a teraz nareszcie mogłam je przeczytać. To paranormal romance, ale nie taki jak reszta. Różni się przede wszystkim tym, iż ma bogatą, niebanalną fabułę, różnorodne postacie i niepowtarzalny, magiczny klimat. Naprawdę ciekawa powieść, której nie chce się odkładać na półkę. Potrafi zainteresować czytelnika, oczarować go. Gdyby wszystkie paranormal takie były, uwielbiałabym je. „Dajcie to fanom Zmierzchu” – głosi napis na okładce. Przecież „Piękne Istoty” są nieskończenie więcej razy lepsze, to zupełnie inna liga! Właśnie one zasługują na miano światowego bestsellera.
   Książka wyjątkowa, ma w sobie „to coś”. Akcja w ogóle się nie dłuży, wszystkie tajemnice zostają odkrywane powoli, przez cały czas, a nie tylko na końcu. Przerażające bagna, stare cmentarzyska, budzący grozę dwór Ravenwoodów potęgują mroczny, gotycki nastrój. Opisy są bardzo ciekawe, styl autorek idealny jak na powieść dla młodzieży. Nie potrafię znaleźć jakichś wyraźnych minusów, znaczących wad. Nie mogę też powiedzieć, że czegoś mi w niej brakowało, gdyż uważam, że w tej powieści wszystko jest wyważone, brak przesady w jakąkolwiek stronę. Zaletą i nowością jest również to, iż narratorem jest chłopak, Ethan. Podobało mi się nawiązanie do wojny secesyjnej i wizje z przeszłości, która ma ogromny wpływ na teraźniejszość. Książka wiele na tym zyskała, powstała jakaś niepewność, kolejna mroczna zagadka.
   Bardzo współczuję Lenie, dziewczyna ma naprawdę ciężkie życie. Przeprowadzki, nieakceptacja ze strony rówieśników, kpiny. Nastolatka nie jest w stanie w pełni kontrolować swoich mocy, szczególnie w chwilach złości, żalu, rozpaczy. Obawia się, że jej życiem rządzi przeznaczenie, a ona nie ma w tej kwestii żadnych wpływów. Wie, że nigdy nie będzie mogła być tak do końca szczęśliwa. Postać Macona niezmiernie intryguje – samotnik, odizolowany od świata, z pozoru obce mu uczucia. A może po prostu był zmuszony zrezygnować z nich? Warto także zwrócić uwagę na Ridley, straszną manipulantkę i okrutną Istotę Ciemności. Jednak nie można o niej powiedzieć tylko, że jest zła. To o wiele bardziej skomplikowana historia. Czytelnicy poznają też Linka, wzór dobrego przyjaciela, troskliwą, przesądną ale niepozbawioną tajemnic Ammę oraz przewrażliwioną, zbyt ostrożną i surową panią Lincoln. Na nudę narzekać nie można.
   Książka mówi o tym, że każdy wybór ma swoje konsekwencje, plusy i minusy. Porusza także wiele problemów, takich jak odrzucenie, samotność. Bohaterowie nie potrafią poradzić sobie sami z niektórymi problemami. Lena wychowuje się bez rodziców: ojciec nie żyje, a matka jej nie kocha i potrzebuje tylko do odwiecznej walki. Ethanowi zmarła ukochana mama, zaś tata od tego czasu zamknął się w pokoju twierdząc, że pisze. Ma on bardzo poważne kłopoty z psychiką. Czytelnicy dowiedzą się, że ukrywanie pewnych tajemnic, aby kogoś chronić, może okazać się bardzo złym pomysłem, fatalnym w skutkach. Uświadamia nam także, jak ważna jest w naszym życiu obecność drugiej osoby, przyjaźń, miłość. Bez wsparcia jesteśmy słabi, nie widzimy sensu życia.
   „Piękne Istoty” polecam każdemu, nawet tym, którzy nie lubią książek tego typu. Ekranizacja również mi się podobała, aczkolwiek różni się od pierwowzoru. Wiele scen nie zostało w niej zawartych, reżyser dużo pozmieniał, ale nie mogę powiedzieć, żeby efekt był zły. Tymczasem zabieram się za czytanie drugiej części, a trzecią może wkrótce kupię lub poszukam w bibliotekach.

wtorek, 26 marca 2013

Marzenia, które się spełniają - "Nevermore"

   Czy zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby spełniały się wszystkie sny, marzenia, a każda myśl okazywała rzeczywistością? „Uważaj, czego pragniesz… Możesz to otrzymać.” – to zdanie z akcji promującej serię „Nevermore” autorstwa Kelly Creagh. Dotychczas w Polsce ukazały się dwie części: „Nevermore: Kruk”, „Nevermore: Cienie”. Tak, kolejne paranormal romance, pytanie, czy inne od pozostałych?
Nevermore: Kruk - Kelly Creagh   Isobel to śliczna cheerleaderka o blond włosach. Ma przystojnego chłopaka, szaloną przyjaciółkę, jest popularna w szkole. Pewnego dnia, nauczyciel wyznacza ją i ponurego, tajemniczego gota Varena, do przygotowania projektu o wybranym pisarzu lub poecie. Varen jest zafascynowany twórczością Edgara Allana Poego. To zainteresowanie, a także dziennik chłopaka i tajemnice, które skrywają jego sny, mogą okazać się wielkim niebezpieczeństwem.
   Muszę przyznać, że w mojej opinii to romans paranormalny, jak każdy inny (oczywiście są wyjątki, niektóre mi się podobały). Zwolennicy tego gatunku możliwe, iż będą zachwyceni „Nevermore”. Niestety, jest to bardzo schematyczna powieść, przynajmniej na początku. Piękna, lubiana cheerleaderka, jej równie piękny i lubiany, choć nieco zarozumiały chłopak oraz mroczny got skrywając jakąś tajemnicę, a na koniec szkolny projekt. Nic nowego. Wiem, że wiele książek, które lubię, jest opartych na pewnych schematach, ale widocznie w tym przypadku jest to zbyt rażące. Denerwują mnie te cheerleaderki, które dla szpanu chodzą ze szkolnymi ciachami, a później pojawia się nielubiany odludek, ubierający się na czarno i taka diametralna zmiana! Pewnie przesadzam. Moja przyjaciółka jest oczarowana tą serią, tyle że ona nie miała styczności aż z tyloma książkami o podobnej tematyce. Dobrze, że główny bohater nie jest wampirem, ani wilkołakiem. Tego byłoby już za wiele.
   Autorka posługuje się ciekawym, płynnym stylem. Książkę czytało się bardzo szybko, nie zawiera ona zbędnych opisów. Sam Varen jest interesującą postacią, ciężko pojąć, co się dzieje w jego głowie. Później pojawiają się kolejni bohaterowie, ci z literatury i ze snów. Nie wiadomo do końca, czego chcą, po co przybywają. Varen staje się więźniem własnych marzeń i wyobraźni. Powieść nawiązuje także do Edgara Allana Poego, nie tylko twórczości, ale ciekawostek biograficznych. Dzięki niezliczonym tajemnicom i mrocznym postaciom, klimat „Nevermore” zasługuje na uznanie. Coś w sobie ma, nie da się temu zaprzeczyć. Jednak czegoś tej serii brakuje, nie utkwiła mi jakoś szczególnie w pamięci, nie zamierzam do niej wracać.
   Powieść mówi nam o tym, jak to pozory lubią mylić. Varen wydaje się oschły, zgryźliwy, niesympatyczny, tymczasem jest bardzo wrażliwym chłopakiem, który boryka się z różnymi problemami, np. brakiem matki. Uświadamia nam też, że prawdziwi przyjaciele to wcale nie ci popularni, cieszący się powszechnym uznaniem, ale może właśnie osoby odrzucone, samotne. Czasami warto zastanowić się, dlaczego ktoś jest taki, zanim pochopnie ocenimy. Niektórzy zamykają się w sobie albo chcą okazać światu swój bunt, ponieważ nie radzą sobie z tym, co ich spotyka. Warto poznać takie osoby i pomimo początkowej niechęci zaprzyjaźnić się z nimi.
   Drugą część czytałam po długim czasie i podobała mi się bardziej niż pierwsza. Nie wiem, czy to ja się zmieniłam, czy ta książka. Ten tom opowiada przede wszystkim o wielkiej tęsknocie. Isobel za wszelką cenę próbuje rozwiązać wszystkie zagadki, aby pomóc Varenowi. Czekają ją bardzo trudne chwile, na dodatek nie może szukać wsparcia u rodziców, ponieważ nikt nie uwierzyłby w takie paranormalne przygody. Dowiaduje się także, że od miłości do nienawiści jest tylko krok, choć czasem działa to także na odwrót. Powieść pokazuje, jak przykre jest to, gdy osoba, którą kochamy, która kochała nas, nagle staje się naszym wrogiem.
   Jeśli nie jesteście szczególnymi wielbicielami paranormal romance i przeczytaliście już wiele takich książek, a macie na półce inne, weźcie do ręki te inne. Jeśli jednak uwielbiacie takie historie, myślę, że „Nevermore” Was oczaruje.

sobota, 23 marca 2013

"Pod kopułą"



   Dzisiaj przekonałam się, że człowiek, który napisał coś rewelacyjnego („Ręka mistrza”), może również napisać coś bardzo słabego. Mowa tu o Stephenie Kingu i jego powieści pt.: „Pod kopułą”. Zdecydowanie spodziewałam się książki ciekawszej, a przede wszystkim lepiej napisanej. To świetny przykład, jak można zmarnować genialny pomysł.
   Pogodny, jesienny dzień. Miasteczko Chester’s Mill zostaje otoczone niewidzialnym polem siłowym, zwanym potocznie kopułą. Zaczynają się katastrofy, wypadki, śmierć, a ludzi ogarnia strach. Tymczasem w mieście przebywa weteran wojny w Iraku, razem z wojskiem próbuje opanować sytuację. Przeszkadza mu polityk Duży Jim Rennie oraz jego syn, którzy chcę realizować własne cele. Ukrywają także wiele tajemnic. Kto wygra tę walkę dobra ze złem? Czy mieszkańcy poznają przyczynę powstania kopuły i zdołają się uratować?
Pod kopułą - Stephen King   Temat i pomysł interesujący, chociaż ostatnio dosyć popularny w literaturze. Pomimo tego, „Pod kopułą” mogło być prawdziwym hitem, według mnie nie jest. Powieść ma ponad 900 stron, ale niewiele w niej się dzieje. Spodziewałam się wielu emocji, nieoczekiwanych zwrotów akcji, walki z niewidzialnym niebezpieczeństwem. Ta ostatnia niby była, próbowano wywołać eksplozję, pożar itp., to jednak za mało. Coś co zostało zawarte na tylu stronach, zmieściłoby się na 200. Cały czas miałam nadzieję, że akcja się rozwinie, nic takiego nie nastąpiło, może ostatnie 100 stron można uznać za udane, to wszystko. Czytałam już trzy książki Kinga i stwierdzam, że taki jest jego styl. Wszystko dzieje się bardzo powoli, cały czas jest jakiś niedosyt. Do „Ręki mistrza” pasowało to idealnie, powstał niepowtarzalny nastrój. Jednak w tym wypadku się to nie sprawdziło i obawiam się, że nie tylko w tym. Możliwe, że niektórym się to spodoba, ja lubię jak akcja jest dynamiczna, gdy wciąż coś się dzieje. Czytelnik nie może się przecież nudzić!
   Czytając powieść Kinga obserwujemy życie społeczności uwięzionej w mieście. Śledzimy ich losy, narastającą frustrację, przerażenie, gniew. Okazuje się, że nawet w obliczu takiego zagrożenia, w tak trudnych chwilach, walczą ze sobą, zabijają się, ranią. Nie chcą działać wspólnie, a przecież przyniosłoby to najlepsze efekty. Czułam się trochę tak, jak gdybym obserwowała ludzi przez okno i widziała codzienność. Na dłuższą metę nudną. „Pod kopułą” przypomina mi trochę „Dżumę” Camusa, gdzie ludność Oranu była odizolowana, zamknięta w mieście. Towarzyszyły im podobne uczucia, sytuacje. W „Pod kopułą” bohaterowie także próbowali wytłumaczyć sens tego, co się dzieje. Myśleli nawet, że nadchodzi koniec świata. Znalazłam także podobieństwo do „Gone: Zniknęli” Granta, ale w tym przypadku akurat autor wykorzystał świetny pomysł i szczerze polecam całą serię.
   Myślę, że mimo wszystko autor chciał nam coś przekazać. Książka mówi o tym, że czasami to my sami stwarzamy zagrożenie, zsyłamy na siebie taki los. Udowadnia, że jeśli nie zjednoczymy sił w obliczu niebezpieczeństwa, wywołamy jeszcze więcej problemów i katastrof. Okazuje się także, że pomimo trudnych chwil, człowiek jest nadal taki sam: ma uczucia, marzenia, określone cele. Wszyscy do czegoś dążymy. Powieść idealnie obrazuje to, iż każdy reaguje zupełnie inaczej na daną sytuację. Zresztą w „Pod kopułą” znajdziecie naprawdę wielu bohaterów, zupełnie różnych od siebie.
   Czy warto przeczytać tę książkę? Tylko wtedy, jeśli ktoś jest bardzo cierpliwy i interesuje go obraz społeczeństwa wystawionego na próbę. To powieść także psychologiczna, aby się komuś spodobała, musi być to osoba interesująca się tym. Uważam jednak, że można było połączyć psychologię z ciekawą fabułą. Kingowi się to nie udało.

sobota, 16 marca 2013

"Pościg"



Pościg - John Flanagan  Kiedy zobaczyłam w księgarni trzecią, ostatnią już część „Drużyny” Johna Flanagana pt.: „Pościg”, bez wahania kupiłam ją. Wprost nie mogłam się doczekać, aż znowu znajdę się w Skandii i razem z bohaterami będę żeglować po Morzu Białych Sztormów.
  Czaple podążają za okrutnym Zavaciem. Muszą odzyskać skradziony Andomal, dopiero wtedy będą mogli godnie powrócić do ojczyzny. Na swojej drodze spotykają jednak wiele przeciwności, niebezpieczeństw oraz ludzi, którzy za wszelką cenę próbują im przeszkodzić.  Zavac, sprytny i przebiegły pirat nie zamierza poddać się bez walki.
  Malownicze krajobrazy opisane w bardzo ciekawy sposób, znowu zachwyciły mnie i oczarowały. Tym razem w książce pojawia się Madziaria, zupełnie nowy kraj. Podobała mi się również przeprawa bohaterów przez rzeki i niebezpieczne wodospady. Styl autora jak zwykle dobry, nieco dowcipny, a powieść czyta się sprawnie, z zainteresowaniem. Bohaterowie są sympatyczni, czytelnik może polubić ich już od pierwszych stron. Wiedzą czego chcą, cechuje ich waleczność, odwaga, honor. Jednocześnie każdy z nich jest zupełnie inny, a także ma wady, nie ma więc mowy o wyidealizowanych, a w konsekwencji denerwujących postaciach.
  Tym razem młodzi wojownicy muszą zmierzyć się z licznymi intrygami Zavaca, który uniemożliwia im pościg za każdym razem, kiedy wydaje się, że wszystko zmierza ku lepszemu. Czaple zostają oskarżone o morderstwo, a udowodnienie niewinności okazuje się niezwykle trudne. Dochodzi nawet do zamieszek, a ostatecznie spór zakończyć ma bitwa na morzu. Kto wyjdzie z niej z tytułem zwycięzcy?
  Powieść mówi nam, że nie należy poddawać się nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach. Zawsze jest jakieś rozwiązanie i wyjście. Oczywiście nie wystarcza siła, potrzebny jest także trzeźwy i bystry rozum. Warto mieć przyjaciół i wspierać siebie nawzajem. Bohaterowie razem będą walczyć o odzyskanie Andomalu, nie zostawią chorego przyjaciela na pastwę losu. Znów wspaniałą postacią okazuje się Lydia, która będzie gotowa wziąć udział w bitwie wraz z kolegami.
  Myślę, że "Pościg" spodoba się wszystkim fanom fantasy oraz powieści przygodowych. To książka, o której się nie zapomina i z przyjemnością powraca się do niej. Zabawna, wzruszająca, mądra bardzo wciągająca. Podziwiam Johna Flanagana za taki talent i pomysły, których nadal mu nie brakuje.

Przeczytajcie recenzję poprzednich tomów:http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/2012/11/druzyna.html

niedziela, 3 marca 2013

NAMIESTNICZKA


  Od zawsze interesowały mnie książki fantasy, które opisywały losy całych rodów, królestw, imperiów itp. Kiedy usłyszałam o „Namiestniczce” Wiery Szkolnikowej, od razu pomyślałam, że koniecznie muszę się z nią zapoznać. Czytałam wiele recenzji tej powieści – jedne bardzo negatywne, inne zachęcające. W tej chwili jestem już po lekturze „Namiestniczki” i nie zawiodłam się. Świat wykreowany przez Szkolnikową oczarował mnie i zupełnie pochłonął. Ponad 800 stron było prawdziwą ucztą czytelniczą.
Namiestniczka. Księga I - Wiera Szkolnikowa  Imperium Anryjskie w świecie Suremu zaprasza. Namiestniczka Enrissa Złotowłosa to kobieta bardzo mądra, wykształcona, a jednocześnie twarda i bez uczuć. Pewnego dnia dowiaduje się, że nadchodzi chwila wypełnienia starożytnego proroctwa. Zagłada jest już blisko, sprytni wrogowie czekają, a na podległe Enrissie ziemie spada coraz więcej nieszczęść. Czy władczyni uda się ocalić swoją krainę?
  Przede wszystkim wiele osób narzekało, że powieść jest za długa, zawiera pełno niepotrzebnych scen, opisów, które niczego nie wnoszą. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Czytając „Namiestniczkę” nie nudziłam się ani przez chwilę, żałuję, że książka nie jest jeszcze grubsza. Nie znalazłam w niej zbędnych momentów, wszystko miało sens i układało się w spójną całość. Niektórych może zdenerwować duża liczba bohaterów, a co za tym idzie – wątków. Nie miałam jednak problemu z zapamiętaniem kto jest kim oraz o co chodzi. Każdy z bohaterów jest zupełnie inny, jednak wszyscy pragną szczęścia, miłości, realizacji własnych planów, chcą być „kimś”. Zgadzam się z tym, że w efekcie poświęcono każdemu zbyt mało stron i trudno jest przywiązać się do kogokolwiek, ale to taki typ książki, jednym się spodoba, drugim nie.
  Bardzo ciekawa jest postać głównej bohaterki, Enrissy, jej charakter, problemy, sposób rządzenia. Ciężko tak do końca ją ocenić i stwierdzić, jaka tak naprawdę jest. Wydaje się bezwzględna, momentami okrutna, inteligentna i jednocześnie przebiegła. Kiedy coś postanowi, nie cofnie się przed niczym i za wszelką cenę dąży do celu. Właściwie nie wiadomo czy dba o dobro kraju, czy własne. Dobry władca nie powinien krzywdzić swoich poddanych, nawet jeśli miałoby to jakiś wyższy sens. Z drugiej strony wydaje się, że ona także ma swoje uczucia, marzenia, emocje, ale możliwe, iż to tylko chłodne wyrachowanie. Kilka razy zmieniałam zdanie na jej temat. Co prawda, można ją trochę usprawiedliwić – została namiestniczką z woli ojca, który kierował się własnymi ambicjami. Dla władzy musiała zrezygnować z marzeń o szczęściu i miłości. Ludzie niezadowoleni z życia, nieszczęśliwi, często robią wszystko, by losy otaczających ich osób też takie były.
  W powieści znajdziecie motywy mitologiczne oraz magiczne, które dodają jej smaku. W Suremie od wieków krąży legenda o powrocie słynnego króla Eliana, którego żoną ma zostać właśnie namiestniczka (dlatego musi ona być panną i dziewicą). Lud spodziewa się także uwolnienia ósmego z bogów – Areda, Przeklętego. Znajdziecie także Białe Wiedźmy, magów, elfów. Między tymi postaciami także toczą się spory, intrygi, panują dziwne układy. Niezwykle intryguje tajemnicza księga, której podobno nie wolno przeczytać. Kolejnym magicznym motywem jest niezwykła więź wszystkich bliźniaków z rodu. Doprowadza ona do wielu nieszczęść, namiętności, zguby. Tak jest w przypadku Innuona i Ivenny, kórych miłość wyrządza szkody także innym postaciom.
  „Namiestniczka” to książka pełna intryg, rozgrywek politycznych, tajemnic i uczuć. Co do tych ostatnich, zostały trochę za mało opisane, nie każdy czytelnik je poczuje. Będą morderstwa, śluby z woli rodziców, zdrady, konflikty. Czy kogoś może to zanudzić?! Na pewno kiedyś sięgnę po drugą część, a do tej także powrócę za jakiś czas. Polecam ją wszystkim, którzy lubią prawdziwą epicką fantastykę, nie powinniście się rozczarować!

Czytelnicy