sobota, 31 maja 2014

""Hyperversum 2. Sokół i Lew" Cecilia Randall

TYTUŁ: HYPERVERSUM 2. SOKÓŁ I LEW
SERIA: HYPERVERSUM #2
AUTOR: CECILIA RANDALL
WYDAWNICTWO: ESPRIT, EPIKA
DATA WYDANIA: 2014
LICZBA STRON: 781
MOJA OCENA: 10/10

Kiedy trzy lata temu przeglądając książkowe zapowiedzi, zauważyłam "Hyperversum", od razu wiedziałam, że to coś dla mnie. Bardzo się cieszyłam, gdy udało mi się wygrać tę książkę i mogłam zabrać się za czytanie. Lekturę kończyłam z płaczem, nie mogłam przestać myśleć o Ianie i Isabeau, ale pocieszałam się faktem, iż to trylogia. Niestety, rok później dowiedziałam się, że w Polsce druga część może się w ogóle nie ukazać, rzekomo nie chciano psuć tajemniczego zakończenia pierwszej. Trwały liczne dyskusje itd., aż w końcu cała historia zakończyła się szczęśliwie i na fanów czekała dobra wiadomość. Teraz magiczna gra znowu może was wciągnąć razem z bohaterami.

Od tragicznych wydarzeń minęły już ponad dwa lata. Ian jednak się nie poddaje i próbuje powrócić do XIII-wiecznej Francji oraz Isabeau. Z kroniki wie, że ukochana spodziewa się ich dziecka. W końcu on i Daniel uruchamiają Hyperversum, niestety sytuacja nie idzie po ich myśli, muszą więc spróbować jeszcze raz. Nowy plan wydaje się doskonały i Ian wierzy w to, że już wkrótce ujrzy swoją żonę. Niestety, sprawy znów się trochę komplikują, bohaterowie wpadają w tarapaty, aż w końcu, właściwie przypadkowo trafiają w szpony Geoffreya Martewalla, jednego ze swoich największych wrogów, który pragnie zemsty za śmierć przyjaciela. To jednak nie wszystko, bowiem wkrótce okazuje się, że niechcący znaleźli się także w środku buntu przeciw Janowi bez Ziemi. Jedno jest pewne - będzie się działo.

Jak ja lubię powieści, które są pełne akcji! Przecież właśnie taka powinna być książka. Ma porwać czytelnika, zaskakiwać go, być jak magnes. Na co przydadzą się setki długich opisów, jeśli wydarzeń będzie mało? "Hyperversum 2. Sokół i Lew" dostarcza czytelnikowi masę wrażeń, nie pozwala się oderwać i myśleć o czymś innym. Naprawdę czułam się tak, jak gdybym tam była i razem z bohaterami przeżywała te wszystkie przygody, a było ich tyle, że ciężko zliczyć. Autorka nie pozwala czytelnikom się nudzić, ale potrafi sprawić, że będą się bać, czekać z niecierpliwością, denerwować, wzruszać itp. Nie brakuje jej pomysłów, a także wiedzy. Świetnie łączy historię z fikcją i nie stroni również od walk. Moim zdaniem pisze naprawdę dobrze. Na czytelnika co chwilę czekało jakieś "bum".

Druga część "Hyperversum" to oczywiście spotkanie z ukochanymi bohaterami, ale pojawiło się także wiele nowych postaci. Oczywiście cały czas uwielbiam Iana, trzeba przyznać, że trochę pokus na niego czyhało. Jest zdeterminowany i wie czego chce. W poprzedniej części nie przepadałam aż tak za Danielem, jednak teraz polubiłam go. Wydoroślał i zachowuje się o wiele lepiej. Jeśli chodzi o Martewalla, to tym razem autorka ukazała jego różne oblicza i jest on bardzo ciekawą postacią. Szkoda tylko, że w powieści tak mało było o Isabeau, liczyłam na to, że Randall bardziej opisze jej życie po utracie Iana, oczekiwanie, nadzieję, ale cóż, po prostu skupiła się tym razem na innych. Z nowych bohaterów polubiłam np. niektórych rycerzy, chociażby Hektora, ale także innych - sprytnego, niepokornego Lisiego Ogona, Thomasa Bulla, Leowynn, Haralda. Nie lubiłam natomiast Brianny, bo to straszna kokietka, ale później jakoś jej wybaczyłam.

"Hyperversum 2. Sokół i Lew" to książka przepełniona politycznymi zagrywkami, strategiami, także wojennymi. Akurat ja bardzo lubię taką tematykę w powieściach. Książka porusza wiele tematów, bo dużo jest postaci i wątków. Każdy z bohaterów ma jakieś problemy, pragnienia, z czymś się zmaga. Bunty przeciwko złej władzy, marzenia o miłości, odpowiedzialność za poddanych, lojalność wobec przyjaciół. Podziwiam ich wielką determinację, upór i waleczność. Ian, Daniel itd. nie myśleli tylko o sobie i własnych kłopotach, byli w stanie wiele zrobić i poświęcić dla drugiej osoby. Powieść świetnie ukazuje, jak los bywa czasem nieobliczalny, przewrotny, zaskakujący. Niektórych rzeczy w życiu byśmy się nie spodziewali. Bohaterowie musieli także nauczyć się podejmować mądre decyzje, współpracować, przebaczać, wspierać się, nie tracić wiary w to, że się uda.

Wszystkich, którzy czekali na kontynuację "Hyperversum" nie muszę chyba zachęcać do jej przeczytania, ale mogę wam zagwarantować, że nie będziecie zawiedzeni, a książka bardzo was wciągnie. Jest nieco inna niż pierwsza część, ale równie dobra. Jeśli zaś nie czytaliście jeszcze tej serii, nie ma na co czekać. Co ciekawe, nie jest konieczna znajomość pierwszej, bo autorka to co potrzebne, wyjaśniła. Polecam jednak zacząć od początku. Tymczasem ja już czekam na trzecią.

Wyzwania:

wtorek, 27 maja 2014

"Tygrysie Wzgórza" Sarita Mandanna

TYTUŁ: TYGRYSIE WZGÓRZA
AUTOR: SARITA MANDANNA
WYDAWNICTWO: OTWARTE
DATA WYDANIA: 2010
LICZBA STRON: 458
MOJA OCENA: 9/10

Do sięgnięcia po "Tygrysie Wzgórza" skłonił mnie napis na okładce, który głosił, że to indyjskie "Przeminęło z wiatrem". Wiedziałam, że często takie porównania to tylko chwyt marketingowy, ale tytuł i opis również kusiły. Uwielbiam takie powieści o tragicznej miłości, chociaż zazwyczaj bardzo je przeżywam. Czy tym razem także porównanie okazało się reklamą, która miała niewiele wspólnego z prawdą?

XIX - wieczne Indie. Matka Dewi od początku ukrywa złą wróżbę dotyczącą przyszłego życia córki. Tymczasem płyną beztroskie lata, dziewczynka coraz bardziej zaprzyjaźnia się z Dewanną, są właściwie nierozłączni. Jednak kilka lat później Dewi poznaje kuzyna swojego towarzysza, słynnego pogromcę tygrysa, Maću. Dziewczyna jest nim oczarowana i twierdzi, że nigdy nie pokocha nikogo innego, że to właśnie z nim chce kiedyś być. Okazuje się, że to pierwsze, naiwne zauroczenie nie mija, a Dewi naprawdę pragnie zdobyć serce Maću. Z czasem sytuacja komplikuje się coraz bardziej, bowiem Dewanna zaczyna darzyć swoją przyjaciółkę uczuciem, które już nie jest tylko przyjacielskie... Nikt z nich nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, że zapoczątkowali serię tragicznych wydarzeń...

Książkę czytało się bardzo dobrze. Cała historia zainteresowała mnie już od pierwszych stron. Poza tym autorka potrafi świetnie grać na emocjach i uczuciach. Zdarzały się jednak momenty nieco nudniejsze, ale na szczęście nie było ich zbyt dużo. Z kolei opisy są barwne i pozwalają poczuć atmosferę tej opowieści. Niestety, "Tygrysie Wzgórza" mają jedną istotną wadę - wszystko dzieje się zbyt szybko, autorka opisała pojedyncze wydarzenia z życia bohaterów, nie ukazała jak tworzyły się między nimi relacje. Przydałoby się trochę więcej tej przyjaźni Dewi i Dewanny, a także więcej wydarzeń z niektórych etapów ich dorosłego życia. Szkoda, że tego zabrakło, bo pozwoliłoby mi to jeszcze bardziej przywiązać się do całej historii.

Co do bohaterów, to wypadają różnie. Nie przepadam za Dewi, moim zdaniem dziewczyna sama ściąga na siebie problemy i tylko wszystkich rani, przez swoje zaślepienia, a przy tym jej charakter nie jest zbyt ciekawy. Starałam się jednak ją zrozumieć, bo zazwyczaj nie mamy wpływu na swoje uczucia, ale po prostu jakoś jej nie lubię, bywała nieco irytująca. Uwielbiam natomiast Dewannę, pomimo wszystkich błędów, które popełnił. To bardzo nieszczęśliwy chłopak, szczerze mu współczuję i żal mi go. Stał się pionkiem w rękach uczuć, ofiarą takiego, a nie innego rozwoju wydarzeń. Zaś Maću nie wyróżniał się niczym szczególnym - taki typowy mężczyzna uważany za wielkiego bohatera, obiekt westchnień kobiet, współcześnie można powiedzieć - idol nastolatek. Jednakże czasami i jego było mi trochę szkoda. Z pozostałych postaci lubię Nandźu, mądrego, wrażliwego, ale też skrzywdzonego przez los człowieka

Teraz kolejna istotna kwestia, a mianowicie odpowiedź na pytanie, czy porównanie "Tygrysich Wzgórz" do "Przeminęło z wiatrem" jest słuszne. Otóż okazuje się, że tak. Zauważyłam naprawdę dużo podobieństw, które jednak nie raziły mnie, wręcz przeciwnie. Obie historie są do siebie bardzo podobne, szkoda tylko, że Dewi nie da się polubić tak jak Scarlett. Przede wszystkim wątek miłosny przypomina ten z powieści Mitchell, a także motyw plantacji, wojny. Jednak w "Tygrysich Wzgórzach" akcja rozgrywa się w Indiach, czytelnicy mogą poznać tę wyjątkową kulturę. Powieści łączy to, iż tak naprawdę opowiadają one o nieszczęśliwych ludziach, a główną przyczyną ich cierpień jest niestety miłość. Często zupełnie nieświadomie, zakochując się w kimś, uruchamiamy lawinę tragicznych wydarzeń.

"Tygrysie Wzgórza" świetnie pokazują jak jedno wydarzenie wpływa na drugie, a to z kolei na następne itd. Niestety czasu nie można cofnąć, a nie jest łatwo naprawić własne błędy. Często wszystko układa się tak pechowo, nieszczęśliwie i nie mamy na to wpływu, ale niekiedy tylko pogarszamy sytuację swoją impulsywnością, nierozważnymi decyzjami, słowami, czynami. Najgorsze jest to, że zawsze cierpi co najmniej kilka osób, gdyż wzajemnie na siebie oddziałują, łączą je relacje, uczucia, ich losy są ze sobą związane. "Tygrysie Wzgórza" to opowieść o tym, że miłość potrafi mieć także niszczącą siłę i w każdej chwili może zrodzić nienawiść, doprowadzić do katastrofy. Powieść ta mówi także o przebaczeniu, bardzo trudnej sztuce, ale nie niemożliwej, poza tym przynosi ono ukojenie. Czasem trzeba się zastanowić, czy naprawdę warto chować urazę, czy dla dobra i szczęścia własnego oraz innych nie lepiej przebaczyć, pogodzić się z losem, zacząć od nowa.

"Tygrysie Wzgórza" to idealna propozycja nie tylko dla fanów "Przeminęło z wiatrem", chociaż tym szczególnie ją polecam. Jest to także książka dla wszystkich, którzy lubią dobre powieści obyczajowe i dramaty. Powieść ta jest taka prawdziwa, chwytająca za serce, wywołująca masę różnych emocji. Przy tych wszystkich zaletach, kilka wad nie odgrywa aż tak istotnej roli i można przymknąć na nie oko. Każdy, kto nie boi się wzruszać, kto chce po prostu poczytać o ludziach, powinien sięgnąć po tę powieść.

Wyzwania:

środa, 21 maja 2014

"7 razy dziś" Lauren Oliver

TYTUŁ: 7 RAZY DZIŚ
AUTOR: LAUREN OLIVER
WYDAWNICTWO: OTWARTE
DATA WYDANIA: 2011
LICZBA STRON: 379
MOJA OCENA: 6/10

Co by było, gdybyście kilka razy na nowo musieli przeżywać jeden dzień z życia i to ten, który nie należał do najlepszych? Na to pytanie spróbowała odpowiedzieć Lauren Oliver w powieści "7 razy dziś". Autorka znana jest dzięki trylogii "Delirium", której czytałam tylko pierwszą część i niestety niezbyt mi się podobała. Ta powieść wydawała się jednak ciekawa, więc gdy zauważyłam ją w szkolnej bibliotece, bez wahania wypożyczyłam.

Sam Kingston należy do grupy tych ładnych, popularnych, lubianych. Dziewczyna nie może narzekać na samotność: ma trzy przyjaciółki, chłopaka, ciągle otrzymuje zaproszenia na imprezy itd. Pewnego dnia, gdy wraca ze swoją paczką wraca z jednej z takich imprez, ich samochód wpada w poślizg. Nastolatka odnosi śmiertelne obrażenia, ale po chwili budzi się w swoim łóżku i okazuje się, że znowu jest piątek 12 lutego...

Na początku książka mnie denerwowała i właściwie miałam ochotę przestać czytać, ale ostatecznie się nie poddałam. Była po prostu taka typowo amerykańska. Sam należy do paczki, która z premedytacją gnębi pół szkoły, nieźle się przy tym bawiąc. Przyjaciółki zazwyczaj nazywają siebie nawzajem "sukami", traktują to jako pieszczotliwe określenie. Zapomniałabym jeszcze o jednym - Sam jest dziewicą, a że wśród jej rówieśniczek to hańba, dziewczyna chce mieć już pierwszy raz z głowy, więc planuje spędzić noc ze swoim chłopakiem, którego właściwie nawet nie kocha. Wyciera usta po pocałunkach z nim itp.To wszystko tak mnie denerwowało, że naprawdę miałam już tej książki dość.

Na szczęście później sytuacja się trochę poprawiła. Czytelnicy mogli śledzić przemianę głównej bohaterki. Myślę, że w powieści chodziło o to, aby pokazać, iż ten styl życia nie jest dobry. Później czytało się ją całkiem nieźle, choć taki specyficzny amerykański styl np. dialogów, pozostał. Ogólnie sam pomysł autorki jest bardzo ciekawy i intrygujący, szkoda tylko, że nie popracowała nieco nad bohaterami i nie dodała jeszcze czegoś do fabuły.

Powieść "7 razy dziś" wspaniale pokazuje jak na wiele sposobów można przeżyć jeden dzień. Uświadamia nam, że jedna decyzja, czyn, słowo znacząco wpływa na nasze dalsze losy, jest w stanie zmienić wszystko, dlatego tak bardzo trzeba uważać na to, co się mówi i robi. Warto także zwracać uwagę na drugiego człowieka. Lauren Oliver próbuje przez swoją powieść powiedzieć nam, że każdy ma w życiu jakąś misję, zadanie do wypełnienia, jest komuś potrzebny. Książka ma jeszcze jedno przesłanie - żyjcie tak, aby niczego nie żałować, tak, jak gdyby ten dzień miał być ostatnim dniem.

"7 razy dziś" to nie jest arcydzieło, ani bardzo porywająca powieść, ale jeśli lubicie tego typu historie, to warto ją przeczytać. Moje oczekiwania były nieco wyższe, jednak pomimo tego książka mnie wzruszyła, pozwoliła na chwilę refleksji. Ważne, że może coś wnieść do życia, czegoś nauczyć, nawet jeśli nie jest rewelacyjna.

Wyzwania:

poniedziałek, 19 maja 2014

"Demony miłości" + "Gra o miłość" Eve Edwards

TYTUŁ: DEMONY MIŁOŚCI, GRA O MIŁOŚĆ
SERIA: KRONIKI RODU LACEY #2 #3
AUTOR: EVE EDWARDS
WYDAWNICTWO: EGMONT
DATA WYDANIA: 2013, 2014
LICZBA STRON: 357 + 296
MOJA OCENA: 8/10

Lubicie czytać o dawnych czasach? A w szczególności o miłości, która musiała pokonać wiele przeciwności i wciąż wystawiana była na próby? W takim razie idealną książkową propozycją dla Was są "Kroniki Rodu Lacey" autorstwa Eve Edwards. Jakiś czas temu czytałam pierwszą część i przypadła mi do gustu, więc sięgnęłam również po "Demony miłości" i "Grę o miłość". Czy okazały się równie dobre?

James Lacey powraca z wojny, ale dręczą go okrutne wspomnienia. Jane Rievaulx nie może się doczekać, kiedy go zobaczy, chociaż wie, że Lacey'owie mają do niej żal za odrzucenie Willa. Dziewczyna ma zresztą dużo innych problemów, synowie zmarłego męża ubiegają się o majątek, zaś ojciec pragnie aby ponownie korzystnie wyszła za mąż. Wielkim wsparciem jest dla niej Milly, ale i jej kłopoty nie omijają, bowiem zakochuje się w czarnoskórym służącym.
Trzecia część opowiada zaś o Kicie Turnerze, przyrodnim bracie Lacey'ów, bękarcie. Chłopak jest aktorem, a niestety teatr przeżywa obecnie ciężkie chwile, gdyż nie jest zbyt akceptowany, wręcz uważa się tę sztukę za grzech. Kit zakochuje się w Mercy Hart, córce bardzo bogatego, a zarazem pobożnego kupca, który nie zamierza spojrzeć przychylnie na tę znajomość. Dziewczynę czeka wiele trudnych wyborów...

Obie części okazały się bardzo ciekawe i wciągające, czytało się je lekko, przyjemnie. Naprawdę można było poczuć się jak w XVI-wiecznej Anglii, gdyż autorka zadbała o opisy strojów, zwyczajów, dworu itd. Moją sympatię znowu zdobyli bohaterowie, pomimo tego, że nie byli jakoś szczególnie skomplikowani, ale każdy czymś się wyróżniał. Jedni humorem, drudzy uporem, jeszcze inni pomysłowością. Niestety seria ma dwa minusy, które wraz z czytaniem kolejnych części są coraz bardziej zauważalne. Przewidywalność i schematyczność. Te trzy historie są tak właściwie bardzo do siebie podobne. W każdej jest dama w opresji, okrutni rodzice, konieczność poślubienia kogoś wbrew swojej woli, uczucie osób nierównych sobie pod względem majątku i pozycji społecznej. Rozumiem, że takie rzeczy były wtedy na porządku dziennym, ale autorka mogła każdą opowieść jakoś urozmaicić, wymyślić coś nieco innego.

"Demony miłości" i "Gra o miłość" to powieści o młodych ludziach, którzy chcą decydować o sobie, a nie mogą. Pomimo tego, próbują przeciwstawić się konwenansom i woli rodziców, którzy wykorzystują dzieci do spełniania własnych ambicji i planów. To przykre, że tak traktowano własne potomstwo, nie zastanawiano się nad ich szczęściem. Bohaterowie serii dzielnie walczą o miłość i wierzą, że ma ona wielką moc. Powieści Eve Edwards świetnie ukazują jak wiele panowało wówczas uprzedzeń i stereotypów. Gnębiono wszystko, co nowe, inne, nawet sztukę. Uważano, że większość rzeczy jest zła, grzeszna, popadano wręcz w obsesję. Dla młodzieży były to niezwykle trudne czasy, ale także dla osób myślących, twórczych.

Jeśli podobała się Wam pierwsza część to oczywiście polecam także te, choć uprzedzam, że są one dość podobne, oparte na tych samych schematach. Niemniej jednak warto przenieść się w czasy królowej Elżbiety I, spotkać się ze znanymi już bohaterami, a także tymi nowymi i być świadkiem pełnych determinacji walk o szczęście. Tym, co jeszcze nie czytali pierwszej części, radzę spróbować.

Wyzwania:
DEMONY MIŁOŚCI

GRA O MIŁOŚĆ

piątek, 16 maja 2014

"Pani na Srebrnym Gaju" Lucy Maud Montgomery

Okładka książki Pani na Srebrnym GajuTYTUŁ: PANI NA SREBRNYM GAJU
SERIA: PAT ZE SREBRNEGO GAJU #2
AUTOR: LUCY MAUD MONTGOMERY
WYDAWNICTWO: NASZA KSIĘGARNIA
DATA WYDANIA: 1993 (ZA GRANICĄ - 1935)
LICZBA STRON: 268
MOJA OCENA: 5/10

Lucy Maud Montgomery to autorka wspaniałej serii, jaką jest "Ania z Zielonego Wzgórza". Co jakiś czas staram się sięgać po jakieś inne jej powieści i nierzadko się rozczarowuję. Dotychczas najsłabszą okazała się "Pat ze Srebrnego Gaju", mimo to postanowiłam przeczytać kontynuację pt. "Pani na Srebrnym Gaju". Miałam nadzieję, że okaże się lepsza. Rzeczywiście tak było, ale mogę uznać ją jedynie za przeciętną powieść.

Pat to już dwudziestoletnia dziewczyna, jednak wciąż pała wielką miłością do Srebrnego Gaju, teraz zresztą przejęła większość obowiązków na siebie. Tymczasem Hilary wyjechał na uniwersytet i prawie nigdy nie przyjeżdża do rodzinnej miejscowości. Przyjaciele wyraźnie oddalają się od siebie, tym bardziej, że Pat nie chce, aby Hilary był dla niej kimś więcej. Innych chłopaków również odrzuca. Pewnego dnia poznaje jednak wdowca, Dawida Kirka...

Pierwsze rozdziały znowu były dosyć nudne i ciężko się je czytało, ale na szczęście później zrobiło się o wiele ciekawiej i tak już zostało do końca, więc w tej kwestii zaszła zmiana na plus. Powieść obfitowała w zabawne i wzruszające wydarzenia, pojawiło się też dużo nowych bohaterów. Niestety, nie rozumiem dlaczego na 270 stronach autorka opisała 11 lat! W efekcie czytelnik znowu poznaje tylko urywki z życia bohaterów, szczególnie te z późniejszych lat. Przez to nie ma tej płynności, nie można się przywiązać do głównej bohaterki, ani jej zrozumieć. Poza tym relacje między postaciami wypadają bardzo sztucznie, gdyż Montgomery prawe w ogóle tego nie opisała. Jest np wzmianka o tym, jak jacyś bohaterowie się poznali, jakaś jedna rozmowa i rzekomo są przyjaciółmi, albo nawet ktoś się w kimś zakochał, ale ja tego w ogóle nie czułam!

Nie lubię Pat. W tej części jest jeszcze bardziej nijaka niż w poprzedniej, ciężko określić jej charakter. Relacje z chłopakami już w ogóle są dziwne, także z Hilarym. Denerwowało mnie również to, że tylu się w niej kochało, no po prostu tłumy. Jedyne co wiem, to że Pat jest naiwna i nieco dziecinna. Poza tym Montgomery próbowała zrobić z niej kopię Ani i Emilki. Wiele wydarzeń z życia tych bohaterów miało miejsce także w życiu Patrycji. Wypadło to bardzo sztucznie... Lubię natomiast innych bohaterów, np. Hilarego, ale szkoda, że w tej części prawie w ogóle go nie było. Ciekawą postacią jest również Elka, siostra Pat. Ona przynajmniej została tysiąc razy lepiej wykreowana niż Pat. Jednak przypomina bardzo Philippę, znaną z powieści "Ania na uniwersytecie". Szkoda, że autorka nie miała innych pomysłów i po prostu powtarza się w swoich książkach.

"Pani na Srebrnym Gaju" to opowieść o zaczynaniu dorosłego życia i poszukiwaniu własnej drogi. Pozwala zastanowić się, czym jest prawdziwa miłość, jak ją rozpoznać i nie przegapić jej. Książka opowiada także o wielkiej miłości do rodziny i swojego domu, ale jednocześnie może być ostrzeżeniem, gdyż nie można poświęcić własnego szczęścia tylko po to, aby całe życie móc mieszkać w ukochanym domu. Najważniejsi są przecież ludzie, a nie budynki. Autorka uświadamia czytelnikom, że często oszukujemy sami siebie i trwamy w takim kłamstwie przez wiele lat, raniąc nas samych i innych.

Jeśli czytaliście pierwszą część tej serii, to sięgnijcie po drugą (a zarazem ostatnią), gdyż moim zdaniem jest o wiele ciekawsza. Szkoda tylko, że autorka nie poprawiła pozostałych rzeczy, a książka jest dosyć krótka. Nie wiem czy polecać serię tym, którzy jeszcze jej nie czytali. Możecie przeczytać ją z ciekawości lub jeśli naprawdę uwielbiacie twórczość Montgomery.

Wyzwania:

poniedziałek, 12 maja 2014

"Pamiętnik nastolatki 7" Beata Andrzejczuk

TYTUŁ: PAMIĘTNIK NASTOLATKI 7
SERIA: PAMIĘTNIK NASTOLATKI #7
AUTOR: BEATA ANDRZEJCZUK
WYDAWNICTWO: RAFAEL
DATA WYDANIA: 2013
LICZBA STRON: 332
MOJA OCENA: 8/10

Niestety, ale wszystko się kiedyś kończy... Tak samo jest z książkowymi seriami, do których nieraz jesteśmy bardzo przywiązani. Do "Pamiętnika nastolatki" mam pewien sentyment, bo przygody Natki towarzyszą mi od czternastego roku życia, właściwie równocześnie przybywało nam lat, teraz jest nawet rok starsza ode mnie. Główna bohaterka powoli wychodzi więc z wieku nastoletniego i wkracza dorosłość, co oznacza, że "Pamiętnik nastolatki 7" to już ostatnia powieść o jej losach.

Dla Natalii to bardzo trudny rok - przygotowania do matury, dziwne klucze odpowiedzi, decyzje dotyczące studiów itp. Jednak dziewczyna ma też dużo problemów w życiu osobistym. Jej związek z Maksymem wisi na włosku i to nie tylko z powodu wydarzeń z ubiegłych wakacji. Zupełnie nie mogą się dogadać, oddalają się od siebie, a ona właściwie znowu nie wie czego tak naprawdę chce. Poza tym cały czas koło niej kręci się Jeremi. Co z tego wyniknie?

Powieść podobnie jak poprzednie części jest bardzo wciągająca i szybko się ją czyta, a akcji jej nie brakuje. Niestety, mocno denerwowało mnie zachowanie Natki, które zresztą już ostatnim razem mnie wkurzało. Po prostu ona często zachowuje się jakby miała kilka lat mniej. Ma te same dylematy co w gimnazjum i nie rozumiem w ogóle, co ją obchodzi jakiś Jeremi, skoro z Maksymem jest już od trzech lat. Zwykły kolega jest ważniejszy od chłopaka? Ok, czasami mogą się pojawić wątpliwości itd., ale ona ma je cały czas! Przez trzy lata nie zastanowiła się czego chce?! Zresztą co chwilę twierdzi, że niby kocha Maksyma, to trochę nie rozumiem po co to wszystko. Mam wrażenie, że w tej serii zrobiło się za dużo zamętu i nieco bezsensownych intryg. Sporo wydarzeń z różnych części w sumie się powtarza, ale zawsze chodzi o innego chłopaka, konkurenta Maksyma. Denerwowały mnie też te kłamstwa Natalii, co ciekawe, nawet gdy wszystko się wydało, ona znowu zaczynała kłamać. Bardzo niepoważne zachowanie jak na dziewiętnastolatkę.

Pozostałych bohaterów oczywiście lubię, chociażby Zuzkę, która ma wiele wad, ale przynajmniej zachowuje się naturalnie. Tak samo Witosz, czy też Maksym. Dobrze, że powieść ta zawiera kilka wątków, tym razem pojawiła się także Julia, kuzynka Natalii, o której Beata Andrzejczuk napisała właśnie osobną książkę i z tego, co wiem, pisze kolejną. Wydaje mi się, że "Pamiętnik Nastolatki 7" pomimo wad wymienionych wcześniej jest dobrym zakończeniem całej serii. To wcale nie takie proste napisać ostatnią część i rozwiązać wszystkie wątki.

Podoba mi się także to, że wszystkie części "Pamiętnika nastolatki" mają jakiś przekaz, mogą czegoś nauczyć, czytelnicy znajdują w nich wiele mądrych myśli i oczywiście tym razem też tak jest. "Pamiętnik nastolatki 7" to opowieść o trudnym wkraczaniu w dorosłość, podejmowaniu własnych decyzji, uczeniu się odpowiedzialności, odkrywaniu czym jest prawdziwa miłość, przyjaźń. Autorka znowu porusza temat przebaczenia, które moim zdaniem jest istotne w życiu każdego człowieka. Powieść opowiada również o lojalności, wierności, trudnych wyborach.

Wydaje mi się, że dobrze, iż to już koniec, bo po co cała seria miałaby pójść w złym kierunku. Ta część mi się podobała, ale tych kilka denerwujących rzeczy, w kolejnych częściach mogłoby denerwować mnie jeszcze bardziej. To byłoby zresztą dziwne, gdyby studenci mieli te same problemy co w gimnazjum. Autorka musiałaby wykombinować coś poważniejszego, ale tego bohaterom przecież nie życzę. Zaś o szczęśliwych związkach jakoś nikt nie lubi pisać, a przecież można się skupić na innych wątkach. Podsumowując, polecam wszystkim całą serię oraz jej zakończenie, spędziłam przy niej wiele miłych chwil, nawet jeśli były momenty, kiedy się troszkę wkurzałam.

Wyzwania:

niedziela, 11 maja 2014

Ocalić od zapomnienia - podsumowanie marca i kwietnia


Wiem, że ostatnio zaniedbałam podsumowania, ale w sumie bardziej się opłaca podsumować dwa miesiące naraz. Od niektórych osób w ogóle nie otrzymuję linków, pewnie niektórzy zapomnieli o wyzwaniu lub zrezygnowali. Nie będę już sprawdzać, czy wysłaliście mi wszystkie recenzje, bo przeszukiwanie Waszych blogów zajmuje bardzo dużo czasu. Mogę jedynie napisać do tych osób, które się nie odzywają i jak co to wypisać ich z listy.

A oto przeczytane przez nas książki:
1. Aga CM 6 (9)

2. Aluba 0 (2)
3. ania notuje 4 (6)

4. Betka 2 (2)

5. Elly 0 (2)
6. Gabriela S. 0 (1)
7. izkalysa 0 (1)
8. Joanna Kulik 0 (1)
9. nthgcompares2me 0 (2)
10. Kinga K. 0 (5)
11. Klara D. 1 (2)

12. Klaudyna Maciąg 3 (12)

13. Książkozaur 6 (12)

14. Mała Pisareczka 5 (8)

15. Elżbieta Żak 3 (6)

16. Maromirus Krassus 0 (1)
17. Mone Xvt 1 (4)

18. Olcia 0
19. prosperiusz 0 (2)
20. post meridiem 1 (4)

21. sygin09 2 (6)
22. Stella Aga 4 (13)

23. StrawCherry 3 (5)

24. Upadły czy Anioł 1 (2)

25. ArmAlKo Lit 0

Jeśli coś się Wam nie zgadza, o czymś zapomnieliście to piszcie :)

sobota, 10 maja 2014

OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA - MAJ

Rozpoczynamy piąty miesiąc wyzwania Ocalić od zapomnienia.
W komentarzach przesyłajcie: tytuł, autora oraz link do recenzji przeczytanej książki.

Dołączyć można w każdej chwili!

Zapisy oraz regulamin tutaj: http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/p/wyzwania-2014-r.html



Już jutro obiecuję, że ukaże się podsumowanie marca i kwietnia (najpóźniej poniedziałek). Po prostu miałam ostatnio dużo recenzji i nie było kiedy.

czwartek, 8 maja 2014

"Szukając Alaski" John Green


Okładka książki Szukając AlaskiTYTUŁ: SZUKAJĄC ALASKI
AUTOR: JOHN GREEN
WYDAWNICTWO: BUKOWY LAS
DATA WYDANIA: 2013
LICZBA STRON: 320
MOJA OCENA: 6/10

Często powtarzam, że ciężko znaleźć naprawdę mądrą powieść obyczajową dla młodzieży. Nie interesują mnie błahe rozterki nastolatek, jakieś dziwne gierki, związki dla żartu itp. Ostatnio wiele osób chwali twórczość Johna Greena i z opisów oraz recenzji wynika, że jest to ambitna literatura. Mój wybór padł na "Szukając Alaski", książkę porównywaną do "Buszującego w zbożu". Czy znalazłam to, czego szukałam?

Znudzony życiem Miles Halter zaczyna naukę w nowej szkole i przeprowadza się do internatu. Tam poznaje m.in. Pułkownika oraz Alaskę Young. Spotkanie z nią zmienia jego życie na zawsze. Dziewczyna ma poczucie humoru, jest błyskotliwa, odważna, a przede wszystkim niezwykle piękna i pociągająca. Niejednemu chłopakowi zawróciła już w głowie, ale wciąż powtarza, że jest zajęta. Niestety, Miles również zakochuje się w niej, nie wie jednak, że Alaska skrywa wiele sekretów i nic nie będzie takie jak kiedyś.

Właściwie spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Nie twierdzę, że powieść jest słaba, ale liczyłam na to, że będzie bardziej poruszająca, dostarczy więcej emocji i mocniej skupi się na psychologii. Tymczasem to po prostu typowa historia nastolatków, którzy owszem, mają problemy, lecz całość przypomina mi wiele innych książek. Autor nie wykazał się więc szczególnie oryginalnym pomysłem. Pomimo tego "Szukając Alaski" to ciekawa powieść, którą czyta się bardzo szybko, a niektórych może ona nawet wzruszyć. Podobał mi się wątek kryminalny, dzięki niemu cała opowieść była intrygująca i wciągająca. Czasami odnosiłam tylko wrażenie, że styl, który miał być młodzieżowy, wypada nieco sztucznie, ale podkreślam, iż momentami, nie zawsze.

"Szukając Alaski" to historia młodych ludzi, którzy poszukują swojej drogi i często zdarza im się błądzić. Buntują się, szukają nowych wrażeń i doświadczeń, ale także cierpią. Powieść uświadamia nam, że w kształtowaniu charakteru młodego człowieka istotne jest, kogo spotyka on na swojej drodze. Każda osoba pozostawia po sobie jakiś ślad i coś zmienia w naszym życiu. Autor porusza także temat poczucia winy, które nie daje spokoju i może doprowadzić do katastrofy. Powieść pozwala także na wiele refleksji dotyczących miłości, przyjaźni, lojalności, odpowiedzialności.

Powieść Johna Greena jest mądra, ale też niepozbawiona wad. Myślę, że mogła być nieco dłuższa i pozwolić jeszcze bardziej poznać psychikę bohaterów. Nie mogę powiedzieć, że to jakaś nadzwyczajna książka, ale warto przeczytać, nawet jeśli trochę Was rozczaruje.

Wyzwania:



niedziela, 4 maja 2014

"Czas Żniw" Samantha Shannon

TYTUŁ: CZAS ŻNIW
AUTOR: SAMANTHA SHANNON
WYDAWNICTWO: SINE QUA NON
DATA WYDANIA: 2013
LICZBA STRON: 497
MOJA OCENA: 6/10

Od kiedy na rynku wydawniczym pojawiły się "Igrzyska Śmierci" , niezwykle popularne stały się dystopie i antyutopie. Muszę przyznać, że nie są to moje ulubione powieści, ponieważ mam wobec nich wysokie oczekiwania, a wciąż czuję niedosyt i czegoś mi w nich brakuje. Cały czas poszukuję takiej książki, która mnie porwie, więc nadal po nie sięgam. "Czas Żniw" to debiutancka powieść bardzo młodej autorki, Samanthy Shannon, pierwsza część siedmiotomowego cyklu. W krótkim czasie zdobyła uznanie wielu krytyków literackich. Czy rzeczywiście jest tak dobra?

Jest rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney ma dar jasnowidzenia, a poza tym potrafi włamywać się do umysłów. Działa na zlecenie swojego szefa, Jaxona Halla, gdyż w tajemnicy przed ojcem zatrudniła się w kryminalnym podziemu Sajonu Londyn. Pewnego dnia trafia do Oksfordu, kontrolowanej przez rasę Refaitów kolonii karnej, o której dotychczas nie miała pojęcia. Jej panem, a jednocześnie wrogiem zostaje tajemniczy Naczelnik. Dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego, że od teraz będzie kontrolowana i zostanie zmuszona do przestrzegania panujących w Oksfordzie zasad...

"Czas Żniw" to bardzo specyficzna książka, którą ciężko jednoznacznie ocenić. Właściwie można o niej powiedzieć, że ma dwa oblicza, a ponadto każdą jej cechę jedna osoba uzna za wadę, zaś druga za zaletę. Podczas tej lektury miałam różne odczucia, gdyż momentami powieść ta była ciekawa, wciągająca i chciałam wiedzieć, co za chwilę się wydarzy, ale niestety zdarzały się również takie chwile, że czytało się ją gorzej i trochę mi brakowało jakiejś konkretnej akcji. Jest to jednak dopiero pierwsza część serii, więc logiczne, że jej zadanie to przede wszystkim wprowadzenie czytelnika do całej historii, poznanie świata i bohaterów wykreowanych przez autorkę. Służył temu również słowniczek, który znajdował się na końcu książki, a którego w niektórych powieściach brakuje, więc za to "Czas Żniw" otrzymuje ode mnie dużego plusa.

Muszę przyznać, że Samantha Shannon pomimo młodego wieku pisze bardzo dojrzale, a poza tym nie brakuje jej pomysłów i naprawdę podziwiam tak wspaniałą wyobraźnię! Co prawda historia Paige przypomina trochę inne powieści tego typu, ale nie można powiedzieć, że to kopia jakiejś konkretnej dystopii. Poza tym świat wykreowany przez autorkę jest od nich o wiele bardziej rozbudowany i dopracowany. Shannon zadbała o najdrobniejsze szczegóły i nawet jeśli kogoś to denerwuje, według mnie działa na korzyść powieści. Podobał mi się pomysł ze Żniwami, jasnowidzami, kontrolą umysłów, okrutnymi prawami i zasadami rządzącymi Oksfordem. To wszystko tworzy niepowtarzalny, niepokojący, mroczny klimat.

Niestety mam zastrzeżenia co do bohaterów tej powieści. Paige to taka typowa postać, która niewiele się różni od tych już znanych. Jest odważna, dzielna, walczy o swoje, oczywiście ma również wiele rozterek itd., ale brakuje jej jakiejś cechy, która wyróżniałaby ją i sprawiłaby, że czytelnicy długo by o niej pamiętali. Znajomi Paige też nie są zbyt szczególni, właściwie czytelnik poznaje ich pojedyncze cechy, możliwe, że w kolejnych częściach to się zmieni. Czarnym charakterom też jeszcze czegoś brakuje. Jednak jest taka postać, którą po prostu uwielbiam i dzięki niej nieważne, że pozostali mnie trochę rozczarowali. Naczelnik. Między innymi ze względu na niego sięgnę po kontynuację. Jest naprawdę świetny, tajemniczy, ma wiele sekretów, wyjątkowy charakter i wciąż zaskakuje. To największy plus "Czas Żniw" i nawet, gdy czytałam tę powieść w szkole, powtarzałam, że Naczelnik jest rewelacyjny.

"Czas Żniw" porusza wiele tematów, często trudnych. Opowiada o naprawdę ciężkim życiu, nieustannej kontroli, konieczności podporządkowania się, ciągłej walce o przetrwanie, co skłania czytelnika do refleksji. Jednocześnie autorka opisała różne problemy młodych ludzi, dotyczące przyjaźni, miłości, lojalności, rozczarowań itp. Oczywiście nie brakuje tutaj wątku miłosnego, ale nie odgrywa on głównej roli, więc każdy powinien być zadowolony. Co prawda jest nieco przewidywalny, lecz jednocześnie ciekawy i pełen emocji.

Powieść Samanthy Shannon to udany debiut, chociaż niepozbawiony wad. Oczekiwałam czegoś więcej, ale też nie zawiodłam się całkowicie, po prostu plusów i minusów jest mniej więcej po tyle samo. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że osoby, które uwielbiają takie powieści, będą zadowolone i "Czas Żniw" na pewno im się spodoba. Jestem także prawie pewna, że druga część będzie lepsza i akcja się rozkręci, o ile autorka ma dobry pomysł na całą serię, ale myślę, że tego jej nie brakuje.


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!



piątek, 2 maja 2014

Podsumowanie kwietnia

W kwietniu trochę się nie trzymałam planu i przeczytałam nieco inne książki, ale to głównie za sprawą kilku niespodzianek :)

Przeczytane książki: 8 (Wybranka bogów, Rywalki, Krucjata, Lucian, Sven Hannawald. Triumf. Upadek. Powrót do życia, Synowie boga, Gra o tron, Czas Żniw)
Liczba opublikowanych recenzji: 6
Liczba postów: 8
Liczba komentarzy (nie liczę tych do wyzwań ani moich): 85
Liczba wyświetleń: 1032
Liczba przeczytanych stron: 3593


Książki przeczytane do wyzwań:
52 książki 2014: 8
Ocalić od zapomnienia: 1
Book Lovers: 8
Czytam fantastykę: 6
Serie na starcie: 5
Czytam opasłe tomiska: 7
Grunt to okładka: 1
Klucznik: 8

Czytelnicy