niedziela, 30 marca 2014

"Filary Ziemi" Ken Follett

TYTUŁ: FILARY ZIEMI
SERIA: FILARY ZIEMI #1
AUTOR: KEN FOLLETT
WYDAWNICTWO: ALBATROS
DATA WYDANIA: 2010 (PIERWSZE WYDANIE 1989)
LICZBA STRON: 831
MOJA OCENA: 9/10

Interesuje mnie średniowiecze i często czytam powieści, których akcja rozgrywa się w tych czasach lub stylizowanych na nie. Jednak za "Filary Ziemi" jakoś nie mogłam się zabrać i wciąż odwlekałam ich lekturę. Duża ilość stron mnie nie przerażała, ale długie opisy owszem, a czułam, że takich mogę się spodziewać. W końcu odważyłam się i zaczęłam czytać. Zajęło mi to około tygodnia, lecz uwierzcie, że warto poświęcić swój czas na tę powieść.

Tom jest ubogim budowniczym i wraz ze swoją rodziną wyrusza na poszukiwanie pracy. Niestety, wkrótce jego żona, Agnes umiera po porodzie. Mężczyzna nie ma czym nakarmić syna, więc zostawia go na mogile ukochanej. Dziecko znajdują mnisi i zabierają do klasztoru, a tymczasem Tom ponownie spotyka poznaną wcześniej intrygującą Ellen oraz jej syna Jacka. Zakochuje się w niej i razem przybywają do Kingsbridge. Jak na złość okazuje się, że nie ma tam dla niego pracy. Jednak w nocy wybucha pożar, a katedra ulega całkowitemu zniszczeniu, co oznacza, że trzeba wybudować nową...

Całkiem możliwe, że powyższy opis nie brzmi szczególnie zachęcająco. Pewnie zastanawiacie się, co może być ciekawego w budowie katedry. Ale to właśnie ona jest świadkiem rozgrywanych przez około czterdzieści lat wydarzeń. "Filary Ziemi" to opowieść o ludzkich dramatach i tragediach, polityce, władzy, intrygach, miłości i nienawiści, zdradach i kłamstwach, okrucieństwie i przemocy, życiu i śmierci, dobru i złu. Ma w sobie coś takiego, co porywa czytelników, oddziałuje na ich emocje i nie pozwala o sobie zapomnieć.

Powieść ta została napisana ze staranną dbałością o szczegóły, jest całkowicie dopracowana i kompletna, niczego jej nie brakuje. Poza tym wszystko jest bardzo realne, wiarygodne i naszpikowane emocjami. Nie miałam problemu z uwierzeniem w uczucia bohaterów, w "Filarach Ziemi" brak jakiejkolwiek sztuczności. Ważne jest też to, że pomimo dużej liczby wątków i postaci, właściwie nie ma szans, żeby się pogubić. Poszczególne wydarzenia są jasne i spójne ze sobą. Co do opisów - zostały bardzo dobrze napisane, ale niestety często przerażają swoją długością. Oczywiście powieść jest ciekawa, a akcja dynamiczna, lecz opisy momentami nudzą i autor mógł je trochę skrócić. Jeśli zaś chodzi o brutalność, to jest jej dużo, choć obawiałam się, że będzie jeszcze gorzej. Okrutnych egzekucji nie ma aż tak wiele i właściwie większość nie została opisana zbyt drastycznie. Jednak w książce pojawia się np. kilka gwałtów. Niektóre z nich są tylko wspomniane, ale z pewnością to nie jest powieść dla chociażby gimnazjalistów. Niestety, takie były realia tej epoki.

Większość bohaterów to osoby niejednoznaczne, pełne zarówno zalet, jak i wad, choć oczywiście są też postacie, o których niczego dobrego powiedzieć się nie da. Wszyscy zostali świetnie wykreowani. Polubiłam Toma, który tak bardzo chce zbudować katedrę, mnicha Phillipa, mądrego i dobrego człowieka. Ciekawą postacią jest także temperamentna Ellen, uważana za czarownicę. Kolejni bohaterowie to rywalizujący ze sobą Alfred (syn Toma) i uzdolniony Jack (syn Ellen), Aliena, obiekt ich westchnień, piękna, inteligentna, dzielna dziewczyna, której życie wciąż rzuca kłody pod nogi oraz jej brat, któremu cały czas musi pomagać. Zaś zdecydowanie czarny charakter to okrutny lord William Hamleigh, gwałciciel, morderca, uwielbiający pastwić się nad ludźmi, a szczególnie Alieną, która kiedyś odrzuciła jego oświadczyny.

"Filary Ziemi" są niezwykle bogate pod względem historycznym. Czytelnicy nie tylko mają okazję poznać życie ludzi z tamtej epoki, ale też być świadkami wielu istotnych wydarzeń. Dwunastowieczną Anglią rządzą normańscy panowie, panuje wojna domowa, wybuchają konflikty polityczne i religijne, trwają walki o władzę, nawet wśród duchowieństwa. Wiele osób, aby zwalczyć przeciwników, nie ma żadnych skrupułów przed morderstwem, a każdy kto się sprzeciwi, zostanie surowo ukarany. Najgorsze jest to, że przez te zagrywki cierpią niewinni. Powieść Folletta jest pełna intryg i tajemnic, między innymi właśnie dlatego tak wciąga.

"Filary Ziemi" to opowieść o ludziach, którzy borykają się z wieloma problemami. Często są ofiarami polityki, egoizmu i kaprysów innych. Życie stawia ich przed wieloma trudnymi wyborami: praca czy miłość, dobro czy zło, szczęście bliskich czy własne. Zazwyczaj nie ma całkowicie słusznej i właściwej decyzji... Oczywiście większość z tych osób marzy o prawdziwej miłości, walczy o nią, ale nie wszystko zależy tylko od nich. Na szczęście wielką determinacją można zdziałać wiele. Ten, kto się poddaje, przegrywa na pewno.

Naprawdę zachęcam Was do przeczytania "Filarów Ziemi", ponieważ to kawał dobrej literatury. Każdy wymagający czytelnik powinien sięgnąć po tę powieść. Jeśli lubicie historie, wzruszają Was wątki miłosne, potraficie współczuć i chcecie przenieść się na kilkanaście godzin do Kingsbridge - na co jeszcze czekacie?

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

sobota, 29 marca 2014

"Alchemia miłości" Eve Edwards

TYTUŁ: ALCHEMIA MIŁOŚCI
SERIA: KRONIKI RODU LACEY
AUTOR: EVE EDWARDS
WYDAWNICTWO: EGMONT
DATA WYDANIA: 2013
LICZBA STRON: 384
MOJA OCENA: 9/10

Bardzo lubię opowieści o miłości z wątkiem historycznym w tle. Takie książki zazwyczaj mają w sobie niepowtarzalny urok. Tym razem do moich rąk trafiła "Alchemia miłości", która przenosi nas do szesnastowiecznej Anglii. Recenzje, które czytałam na jej temat zazwyczaj były pozytywne. Z powieściami Wydawnictwa Egmont bywa jednak różnie. Niektóre bardzo mi się podobały, ale inne były słabe i niedopracowane. Na szczęście dzieło Eve Edwards należy do tej pierwszej kategorii.

Will Lacey w bardzo młodym wieku zostaje hrabią Dorset. Aby zapewnić rodzinie byt i poprawić sytuację finansową powinien pojąć za żonę pannę z dużym posagiem. Idealną kandydatką wydaje się bogata i urodziwa lady Jane. Niestety, serce nie sługa, a Will zakochuje się w Ellie, mądrej, ale biednej dziewczynie, córce znienawidzonego przez ród Willa alchemika. Chłopak musi zdecydować, co jest dla niego najważniejsze. Na dodatek Jane i Ellie zaprzyjaźniają się ze sobą...

Przede wszystkim powieść ta jest napisana bardzo dobrym stylem. Tym razem nie zauważyłam jakichś niedociągnięć i nie miałam wrażenia, że czegoś jej brakuje, czy że jest niedopracowana. Pod takimi względami nie ma na co narzekać. Akcja również miło mnie zaskoczyła, bo jednak zauważyłam (nie tylko ja), że powieści o Anglii bywają nużące, pełne zbędnych opisów, przez które ciężko przebrnąć, więcej w nich uczt itp. niż konkretnych wydarzeń. Tutaj opisy są idealne, także te dotyczące uczuć, ja w każdym razie uwierzyłam autorce. Jedynym minusem "Alchemii miłości" jest przewidywalność, gdyż zakończenia nie można nazwać szczególnie oryginalnym, spodziewałam się, że właśnie takie będzie. Co ciekawe, nie wpływa to wcale na odbiór tej powieści i pomimo tego losy bohaterów mnie zainteresowały. Sama nie wiem dlaczego, ale czasem tak jest, że nawet nieco schematyczna i przewidywalna książka może być o wiele lepsza od takich z rzekomo oryginalnym pomysłem.

Tło historyczne autorka zarysowała w bardzo subtelny sposób, ale jednocześnie jest ono zauważalne i dość istotne. Nie powinno jednak zniechęcać tych, którzy historii nie lubią. Wielbiciele pięknych sukien i dawnych obyczajów powinni być usatysfakcjonowani. Powieść rozgrywa się w czasach, kiedy to Henryk VIII narzucił Anglii protestantyzm, a każdy katolik uważany jest za szpiega i wielkie niebezpieczeństwo. Nawet jeśli ktoś jest tylko podejrzany o kontakty z katolikami, już może się obawiać najgorszego... Widać wyraźną niechęć do inności, gdy jakaś osoba się wyróżnia, władze za wszelką cenę pragną ją zwalczyć. Polityka bowiem również odgrywa pewną rolę w tej powieści. Najgorsze, że steruje ona ludźmi i nie pozwala na prawdziwe uczucia.

Muszę przyznać, że polubiłam bohaterów. Will to młody chłopak, a już musi dokonywać tak trudnych wyborów. Jest zmuszony wybierać między prawdziwą miłością, a dobrem swojej rodziny. Ellie zaś przeszła w swoim życiu wiele i nadal nie jest ono łatwe. Spotyka ją wiele trudności, cierpienia, odrzucenia, tułaczki. Z kolei Jane przyzwyczajona jest do zupełnie innego życia i warunków, co jednak nie gwarantuje jej szczęścia. Wcale nie chce wychodzić za Willa, gdyż tak naprawdę zaczyna coś czuć do jego brata. Ma jeszcze jeden problem - jakiś czas temu uwiódł ją znany wszystkim pannom podrywacz i bawidamek... Ciekawą postacią jest także ojciec Ellie, które swe życie poświęcił alchemii.

"Alchemia miłości" to piękna opowieść o uczuciu, które rodzi się wbrew konwenansom i wszelkim zasadom. Skoro jest tak silne i wielkie, nie powinno się tak łatwo z niego rezygnować, a może to właśnie ono na to nie pozwala? Wzruszył mnie również wątek przyjaźni, której tak naprawdę grozi nienawiść. Bez wahania mogę polecić Wam tę powieść. Czy takie historie nie są lepsze od paranormal romance? Przynajmniej ja tak uważam i już wkrótce przeczytam kolejną część.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

piątek, 28 marca 2014

"Urodzona o północy" C. C. Hunter

TYTUŁ: URODZONA O PÓŁNOCY
SERIA: WODOSPADY CIENIA #1
AUTOR: C. C. HUNTER
WYDAWNICTWO: FEERIA
DATA WYDANIA: 2014
LICZBA STRON: 365
MOJA OCENA: 3/10

Lubicie powieści o istotach nadprzyrodzonych? Ja szczerze mówiąc nie przepadam za taką literaturą, ale od czasu do czasu zdarzy mi się po nią sięgnąć. Na premierę "Urodzonej o północy" czekało sporo osób, gdyż zapowiadała się ona dosyć nieźle. Właściwie nie miałam jej w planach, ale tak się złożyło, że wygrałam ją w konkursie. Niestety, nie jest to książka, którą mogę dodać do listy "romanse paranormalne warte przeczytania". Dlaczego?

W życiu Kylie Galen ostatnio nic się nie układa. Dziewczyna cierpi po śmierci ukochanej babci, zrywa z nią chłopak, a na dodatek jej rodzice się rozwodzą. Poza tym od pewnego czasu Kylie często widuje tajemniczą postać, którą widzi tylko ona. Jednak wkrótce wszystko zmienia się na jeszcze gorsze za sprawą imprezy... Efekt? Matka wysyła Kylie na obóz dla trudnej młodzieży do Wodospadów Cienia. Już w autobusie nastolatka przekonuje się, że coś jest nie tak, a jej rówieśnicy nie przypominają normalnych ludzi... Kim więc są?

Przede wszystkim najbardziej denerwujący jest oczywiście trójkąt miłosny. Rozumiem, że czasem dwóch chłopaków może się zakochać w jednej dziewczynie czy coś, ale miłość do dwóch chłopaków i skakanie z kwiatka na kwiatek, to już jest bardzo irytujące. A kiedy tymi chłopakami oprócz głównej bohaterki interesują się jeszcze inne dziewczyny i tamci też jakby się nie mogli zdecydować to już w ogóle mam dość. W książce znajdziecie więc pocałunki każdego z każdym, próby wzbudzenia zazdrości, propozycje przyjaźni zamiast miłości pomimo uczucia itd. A wszystko takie dosyć nierealne i sztuczne. Żeby było ciekawiej przeczytajcie ten fragment:
- Ale ty i Mandy jesteście...
- Przyjaciółmi - dokończył.
Wciąż nie rozumiała.
- Ale ona... ona cię pocałowała.
- Najwyraźniej nigdy nie zwracałaś na nią uwagi. Ona non stop kogoś całuje. Zdaje się, że jej rodzice pochodzą z Francji.

Miałam nadzieję, że autorka przynajmniej ciekawie opisze ten obóz, a okazało się, że to po prostu takie zwykłe miejsce, gdzie po prostu zamiast ludzi są wampiry, czarownice itd. Szkoda, że Hunter nie wymyśliła niczego oryginalnego, przecież chyba każdy oczekiwał, że taki obóz dla istot nadprzyrodzonych będzie mroczny, niebezpieczny, intrygujący, pełen tajemniczych miejsc, a tu nic... Zamiast tego znajdziecie dokładne opisy np. pocałunków. Nie wiem jak Was, ale mnie szczególnie taki jeden po prostu rozśmieszył. Nic w tej powieści nie jest dopracowane, ciekawe, pomysłowe. Jedynie te problemy rodzinne były dosyć dobrym wątkiem.

Niestety nie polecam Wam tej książki, ale jeśli już ktoś bardzo lubi paranormal romance to może spróbować. Moja opinia jest przecież subiektywna, a znam osoby, którym ta książka się w miarę podobała. Zawsze pozostaje też nadzieja, że kolejne części będą ciekawsze i po prostu lepiej napisane, ale ja już się o tym nie będę chciała przekonywać.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

czwartek, 27 marca 2014

"Odmieniec" Philippa Gregory

TYTUŁ: ODMIENIEC
SERIA: ZAKON CIEMNOŚCI #1
AUTOR: PHILIPPA GREGORY
WYDAWNICTWO: EGMONT
DATA WYDANIA: 2013
LICZBA STRON: 282
MOJA OCENA: 8/10

Philippa Gregory to jedna z najpopularniejszych autorek powieści historycznych, które wciąż zyskują coraz większe rzesze czytelników i fanów. Jakiś czas temu napisała ona powieść dla młodzieży, która jest zresztą początkiem nowej serii. Niestety, dosyć dużo osób twierdzi, że to jedna z jej słabszych książek, o ile nie najsłabsza. Słyszałam, że na pierwsze spotkanie z twórczością Gregory lepiej wybrać coś innego, ale ja oczywiście zaryzykowałam i wypożyczyłam "Odmieńca". Nie żałuję.

Jest rok 1453 r., a ludność spodziewa się końca świata. Tymczasem umiera ojciec siedemnastoletniej Izoldy, a jej brat, aby przejąć spadek po ojcu, każe Izoldzie poślubić księcia Roberta lub wstąpić do zakonu i zostać nową ksienią. Jednak książę po swojej nieudanej próbie gwałtu na dziewczynie, wycofuje propozycję, zaś Izolda zostaje zamknięta w klasztorze. Tam jednak dzieją się bardzo dziwne rzeczy, zakonnice lunatykują i prawdopodobnie popadły w obłęd. Sprawę na polecenie papieża chce wyjaśnić młody nowicjusz, Luca Vero. Okazuje się, że cała historia jest o wiele bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać...

"Odmieńca" czyta się bardzo dobrze, szybko i przyjemnie, a co według mnie najważniejsze - nie można narzekać na nudę. Ciekawa i dynamiczna akcja jest w stanie zamaskować wiele niedoskonałości w książkach, ale w przypadku powieści Gregory nie było ich zbyt dużo. Szkoda, że cała historia nie została bardziej rozbudowana, to chyba taki główny minus, bo pozostaje lekki niedosyt. Na szczęście jednak będą kolejne części. W książce tej znajdziecie bardzo dużo tajemnic i wręcz kryminalnych zagadek. Opowieść utrzymana jest w klimacie grozy, niepewności, lęku. Oczywiście jak w większości tego typu powieściach podobało mi się przedstawienie realiów średniowiecznych. Umieszczenie akcji w klasztorze to niezwykle ciekawy pomysł, bo jednak z reguły popularniejsze są zamki. Bohaterowie również są interesujący, np. tajemnicza siostra Urszula, czy też mądra i zdolna Iszrak.

Powieść opowiada o bardzo trudnych czasach, kiedy to prawie wszystko było herezją, chociażby medycyna. Z niezwykłą łatwością oskarżano często niewinnych ludzi. Poza tym nie można było ufać nawet własnej rodzinie, bo prawie każdemu zależało tak naprawdę na majątku, władzy itp. Młodzi ludzie nie mieli szans na spełnianie swoich marzeń, zazwyczaj musieli postępować wbrew sobie, bo tak im kazano. Sytuacja Izoldy jest naprawdę tragiczna, klasztor to dla niej więzienie. W powieści pojawia się też oczywiście miłość, ale nie jest ona głównym motywem. Niestety, uczucie to nie ma zbyt wielkich szans... Jednocześnie czytelnicy mogą się przekonać, że pomimo przeciwności, miłość, jakakolwiek, jest w stanie czynić cuda.

"Odmieńca" polecam wielbicielom mrocznych opowieści o intrygach, obłędach, miłości. Jeśli lubicie taki klimat to powinniście być usatysfakcjonowani. Podobała mi się ta książka, ale rzeczywiście, całkiem możliwe, że nie jest to najlepsza powieść Gregory, dlatego niektórzy tak narzekają. Mimo wszystko jest ona ciekawa i z pewnością spędzicie z nią miłe chwile.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

środa, 26 marca 2014

"Pat ze Srebrnego Gaju" Lucy Maud Montgomery

TYTUŁ: PAT ZE SREBRNEGO GAJU
SERIA: PAT ZE SREBRNEGO GAJU #1
AUTOR: LUCY MAUD MONTGOMERY
WYDAWNICTWO: NASZA KSIĘGARNIA
DATA WYDANIA: 1993 (ZA GRANICĄ: 1933)
LICZBA STRON: 288
MOJA OCENA: 4/10

Seria "Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery jest jedną z moich ulubionych i mogłabym ją czytać tysiące razy. Ciężko niestety znaleźć powieść obyczajową, która byłaby równie dobra i miała w sobie tyle uroku, ciepła, optymizmu. Montgomery napisała jednak wiele książek, toteż już kiedyś sięgnęłam po serię o Emilce, ale trochę się rozczarowałam. Po prostu nie miała tego czegoś i odebrałam ją jako taką "podróbę Ani". Ostatnio postanowiłam, że przeczytam "Pat ze Srebrnego Gaju" w nadziei, że poczuję tę wspaniałą atmosferę Wyspy Księcia Edwarda. Niestety, kolejny raz się zawiodłam.

Patrycję Gardiner poznajemy jako siedmioletnią dziewczynkę, która wychowuje się w miłości, niczego jej nie brakuje, ma kochających rodziców, rodzeństwo. Jest bardzo przywiązana do nich oraz całego Srebrnego Gaju. Czytelnicy mają okazję śledzić jej losy, aż do momentu, gdy dziewczyna ma osiemnaście lat. Radość, smutek, szkoła, przyjaźń, pierwsze miłości - to wszystko czeka główną bohaterkę.

Niestety, książkę czyta się dosyć ciężko, szczególnie pierwsze rozdziały, które są po prostu nudne. Gdy Pat jest już trochę starsza to akcja robi się ciekawsza, ale i tak zdarzają się momenty bardzo nużące. Właściwie autorka opisała niewiele chwil z życia Pat, bo też jak zmieścić ponad dziesięć lat w powieści mającej niecałe trzysta stron?! Historia Patrycji nie wzrusza i nie bawi tak jak seria o Ani, nie jest też tak urokliwa, według mnie wręcz ponura, sama nie wiem dlaczego, ale takie uczucie towarzyszyło mi podczas lektury. Wydaje mi się, że po prostu nie ma w niej życia, tej energii, którą można odnaleźć w "Ani z Zielonego Wzgórza". Wiem, że to zupełnie inne książki, ale nie da się ukryć, że porównanie ich ze sobą wypada bardzo niekorzystnie dla "Pat ze Srebrnego Gaju".

Nie polubiłam głównej bohaterki, autorka w ogóle nie skupiła się na jej charakterze, jest dość nijaka. Najbardziej irytował mnie jej ciągły płacz, o wszystko. Wiele jestem w stanie zrozumieć, ale żeby rozpaczać z powodu tego, że ojciec zgolił wąsy to już duża przesada... Poza tym to oczywiście piękne, że dziewczyna tak kocha dom, ale czy to normalne, że cierpi, gdy ma wyjechać gdzieś na kilka dni? Podsumowując, Pat to płaczliwa, trochę nieprzystosowana do życia dziewczynka. Jednak, co ciekawe, czasem potrafi zachować się kompletnie jak nie ona, powiedzieć coś, o zupełnie do niej nie pasuje. Czyżby Montgomery momentami przypominała sobie, że Pat powinna być wyrazistszą i ciekawszą postacią, a za chwilę znów o tym zapominała? Nie podoba mi się również to, w jaki sposób traktuje Hilarego, swojego przyjaciela. Spędzają razem całe dnie, on zaczyna coś do niej czuć, a ona, gdy akurat w kimś się zakochuje, całkowicie o nim zapomina, a kiedy jej "wielka miłość" się kończy, Hilary jest wspaniałym przyjacielem, zaś za jakiś czas to samo. W ogóle nie uczy się na błędach, a czytelnika może jej zachowanie irytować.

Ciekawymi postaciami są za to Judysia, która jest bardzo dobrym człowiekiem, pełnym ciepła, i wspominany powyżej Hilary, który nie ma tak wspaniałej rodziny jak Pat. Jest mi go naprawdę żal. Wątek jego przyjaźni z Patrycją i tak uważam za najciekawszy w tej książce. Oprócz tego autorka poruszyła także problem śmierci, choroby, osamotnienia i odrzucenia przez matkę. To akurat również zasługuje na uwagę.

Sama nie wiem, czy polecać Wam "Pat ze Srebrnego Gaju". Jeśli lubicie twórczość Montgomery to spróbujcie, może komuś z Was przypadnie ta powieść do gustu. Nie liczcie jednak, że to coś w stylu "Ani z Zielonego Wzgórza", bo się rozczarujecie. Zaś ja myślę, że za jakiś czas sięgnę po drugą część, mam nadzieję, że będzie ciekawsza i mniej irytująca, chociaż po przeczytaniu kilku recenzji zaczynam mieć wątpliwości.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

piątek, 21 marca 2014

"Królestwo łabędzi" Zoe Marriott

Okładka książki Królestwo łabędziTYTUŁ: KRÓLESTWO ŁABĘDZI
AUTOR: ZOE MARRIOTT
WYDAWNICTWO: EGMONT
DATA WYDANIA: 2013
LICZBA STRON: 264
MOJA OCENA: 5/10


Na pewno już wiecie, że uwielbiam baśnie. "Dzikie łabędzie" Andersena to jedna z moich ulubionych i nawet kiedyś planowałam napisać opowiadanie inspirowane właśnie nią. Kiedy dowiedziałam się o "Królestwie łabędzi", powieści, która opiera się właśnie na tej baśni, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Większość czytelników oceniało ją jako przeciętną, więc nie miałam bardzo wielkich oczekiwań, ale liczyłam na przyjemną lekturę.

Aleksandra i jej bracia to królewskie dzieci. Rodzeństwo wychowuje się w spokoju, bezpieczeństwie i miłości na dworze, aż do pewnego tragicznego dnia... Królowa zostaje zaatakowana przez tajemniczą bestię i wkrótce umiera. Niedługo później król przyprowadza do zamku i poślubia nieznaną kobietę, która całkowicie go oczarowała, zaś Aleksandra zostaje wywieziona do krainy Midland, a jej bracia nagle znikają... Dziewczyna za wszelką cenę pragnie ich odnaleźć.

Powieść czyta się bardzo szybko, ale niestety to jedna z jej nielicznych zalet. Właściwie ciężko ją ocenić, bo jest ona dosyć krótka i w sumie to po prostu taka bajka. Nie można nazwać jej szczególnie oryginalną, bo takich historii już było wiele. Nie uważam, żeby była to udana interpretacja baśni, gdyż nie ma w niej tego uroku, czaru, tej wyjątkowości. Jest niedopracowana i bez ciekawego pomysłu. Poza tym wydarzeń w tej książce znajdziecie bardzo mało. Nie podobał mi się również wątek romantyczny, bo rzekomo miało to być "gorące uczucie", a tymczasem zostało opisane niewiarygodnie i na siłę.

Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że to całkowicie nieudana powieść, po prostu zgadzam się z innymi opiniami - jest przeciętna. Historia Aleksandry to opowieść o wielkiej determinacji, miłości do rodzeństwa i solidarności. Polecam ją wielbicielom lekkich, krótkich i bajkowych książek, które można od czasu do czasu przeczytać dla rozrywki. Jeśli jednak ktoś liczy, że znajdzie w niej coś wyjątkowego, to z pewnością się rozczaruje.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

poniedziałek, 17 marca 2014

"Poza czasem" Alexandra Monir

TYTUŁ: POZA CZASEM
SERIA: POZA CZASEM #1
AUTOR: ALEXANDRA MONIR
WYDAWNICTWO: JAGUAR
DATA WYDANIA: 2014
LICZBA STRON: 275
MOJA OCENA: 9/10

Ostatnio często czytam powieści o podróżach w czasie i większość z nich przypada mi do gustu, ale nie wszystkie. O "Poza czasem" Alexandry Monir jest dosyć głośno, tym bardziej, że wydało ją Wydawnictwo Jaguar, które zna chyba każdy. Dużo książek Jaguara jest naprawdę świetnych, ale bywają także takie, które kompletnie mi się nie podobają, chociażby "Uratuj mnie", której recenzja niedawno pojawiła się na moim blogu. Trochę się obawiałam "Poza czasem", bo niektórzy bardzo ją skrytykowali, ale okazało się, że to bardzo dobra powieść, jedna z lepszych o podróżach w czasie, które kiedykolwiek czytałam.

Michele Windsor mieszka tylko ze swoją matką w Los Angeles. Ojciec dziewczyny zniknął wiele lat temu, a z dziadkami nie ma ona żadnego kontaktu. Pewnego dnia matka Michele ginie w wypadku i okazuje się, że w testamencie napisała, że w razie jej śmierci córką mają zająć się dziadkowie. Nastolatka przeprowadza się do Nowego Jorku i zamieszkuje w starym, arystokratycznym i bogatym domu. Okazuje się, że miejsce to skrywa bardzo wiele tajemnic. Wkrótce Michele znajduje dziennik sprzed wieku, który przenosi ją w czasie... Dziewczyna uczestniczy w balu maskowym i poznaje tam młodzieńca, którego widywała w snach od kiedy tylko pamięta. Czy miłość może pokonać czas? Czy prowadzenie życia w dwóch epokach naraz jest możliwe?

Ta powieść jest po prostu szalona! Już od pierwszych stron wciąga czytelnika w wir wydarzeń i nie pozwala się uwolnić aż do ostatniego zdania, a nawet potem wciąż pozostaje w pamięci i myślach. Ma w sobie jakiś wielki czar i kompletnie mnie zauroczyła. Czyta się ją niezwykle szybko, a na nudę nie można narzekać, bo cały czas coś się dzieje. Michele wciąż podróżuje i próbuje odnaleźć się zarówno w przeszłości, jak i teraźniejszości. Czytelnik ma okazję przenieść się do pierwszej połowy XX wieku i co ciekawe - w różne lata (1910 r., szalone lata dwudzieste, II wojna światowa). Urzekły mnie opisy wytwornych mieszkań, koncertów, balów itp. Naprawdę czuć ten wyjątkowy klimat minionych lat. Cała opowieść jest jeszcze piękniejsza dzięki muzyce, która odgrywa w niej dość istotną rolę.

"Poza czasem" opowiada nam losy (niekiedy dramatyczne) kilku pokoleń pewnej rodziny, a więc w książce pojawia się bardzo dużo bohaterów. Oprócz Michele poznajemy smutną historię jej matki, Marion, która w młodości zakochała się w chłopaku z zupełnie innej sfery. Do głównych bohaterów należy także Philip - tajemniczy młody mężczyzna ze snów, Stella, która próbuje poradzić sobie z rzeczywistością wojenną oraz tym, że jej ukochany wyruszył na front, Clara będąca prawdopodobnie nieślubnym dzieckiem, Lily, która pragnie śpiewać, zagadkowy Irving Henry, szkolni przyjaciele Michele itd. Powieść jest więc wielowątkowa i niezwykle barwna, szkoda tylko, że taka krótka, autorka mogła ją rozwinąć.

Powieść Alexandry Monir to wzruszająca i piękna historia o miłości, młodości, marzeniach. Pokazuje czytelnikom jak ciężkie jest życie osób z bogatych, wpływowych rodzin. Młodzi ludzie często są obiektem manipulacji, rozgrywek i sporów między rodami. "Poza czasem" uświadamia nam, że należy walczyć o swoje prawa, marzenia i uczucia. Każdy może coś osiągnąć, kochać, realizować swoje powołanie. Jeśli lubicie podróże w czasie, sagi rodzinne czy po prostu ciekawe powieści o miłości - gorąco polecam. Jest to bardzo udany debiut autorki i mam nadzieję, że już wkrótce w Polsce ukaże się druga część.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:


piątek, 14 marca 2014

"Uratuj mnie" Jennifer Echols

TYTUŁ: URATUJ MNIE
AUTOR: JENNIFER ECHOLS
WYDAWNICTWO: JAGUAR
DATA WYDANIA: 2013
LICZBA STRON: 360
MOJA OCENA: 3/10

Sama nie wiem czemu co jakiś czas coś mnie podkusi, żeby sięgnąć po książki takie jak „Uratuj mnie” Jennifer Echols. Czytałam już przecież inną powieść tej autorki, pt. „Miłość, flirt i inne zdarzenia losowe” i bardzo się rozczarowałam. Może jednak wciąż wierzę, że przecież musi istnieć wiele dobrych obyczajówek. Poza tym dość dużo osób lubi twórczość Echols, więc stwierdziłam, że na pewno nie bez powodu. Niestety, nadal nie mam pojęcia, co takiego wyjątkowego jest w jej powieściach, bowiem „Uratuj mnie” nie można nawet nazwać przeciętną.

Pozwólcie, że tym razem wkleję opis treści, który znajduje się na stronie wydawnictwa. Tak dla lepszego efektu. Zoey chciałaby zapomnieć. O tym, że jej ojciec spotyka się z dwudziestoczterolatką. O tym, że jej matka przeżyła załamanie. O tym, że szkolny outsider, Doug, nie daje jej spokoju. Życie Zoey jest kompletnym chaosem i dziewczyna radzi sobie z nim w jedyny sposób, jaki zna – jest idealna. Doskonała córka, doskonała uczennica, doskonała dziewczyna doskonałego Brandona. Do czasu. Pewnej nocy Zoey cudem uchodzi z życiem z wypadku. Kiedy budzi się w szpitalu, nie pamięta niczego z minionego wieczoru – wie tylko, że coś poszło bardzo, bardzo nie tak...

Właściwie razi już samo stwierdzenie, że Zoey jest idealna. Przecież nikt nie jest idealny, a poza tym, gdybym już kogoś musiała tak nazwać to na pewno nie byłaby to ona. Doskonała córka? Taka, która kilka godzin po próbie samobójczej swojej matki idzie na imprezę zamiast być przy niej? Jednak, gdyby to był jedyny problem tej książki… Za chwilę opiszę Wam kilka innych „dziwnych rzeczy”, ale przede wszystkim jest ona po prostu nudna. Tam tak naprawdę nic się nie dzieje (nie licząc jakichś prób namówienia chłopaka na spotkanie w samochodzie, na parkingu). Oprócz tego momentami miałam wrażenie, że jednymi z głównych bohaterów są… prezerwatywy. Otóż Zoey ma ich cały karton w samochodzie, podrzuca je każdemu do szkolnych szafek, ciągle o nich wspomina itp. Jakaś obsesja.

Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów, to chyba najmądrzejszy z nich wszystkich i tak jest Doug. Poza tym on wcale nie jest żadnym dręczycielem Zoey, jak mogłoby się wydawać. Przecież to normalny chłopak. Zaś Zoey i Brandon… Rzekomo się przyjaźnią i dziewczyna doskonale wie, że to flirciarz, który romansował już z niejedną dziewczyną. On sam zresztą opowiada jej o swoich miłosnych podbojach. Pomimo tego Zoey jest taka naiwna, a może po prostu chciała się zabawić? Zupełnie nie zauważa, że Brandon ma ją gdzieś. Jednak tak się nie zachowują przyjaciele. Nie wykorzystują się i nie oszukują.

Zoey również jest fałszywa. Niby chodzi z Brandonem, ale jednocześnie mizia się z Dougiem. Tego ostatniego traktuje bardzo podle, zwyczajnie urządza sobie z niego kpiny, a potem boi się, że ktoś opowie o tym Brandonowi. Jej zachowanie często jest sztuczne i irracjonalne, a także zwyczajnie głupie. Wracając do Douga i Brandona to najbardziej denerwowało mnie jak po każdym mizianku z Dougiem powtarzała „Ale ja chodzę z Brandonem”. Najlepszy jest ten fragment:
 - Nie chcę cię stracić. Rozumiem, że w ogóle cię nie mam, ale nie chcę stracić tej szansy. Tak jak mówiłeś, chciałabym mieć u ciebie szansę.
- Chciałabyś?
- Tak – potwierdziłam. – Ale nie w tej chwili. Ponieważ chodzę z Brandonem…
- Boże!
- … i nie chcę go zdradzać.
- Nie jesteście małżeństwem, Zoey!
Zaś drugie miejsce zdecydowanie zajmuje moment, kiedy Zoey myśli: Ale Brandon i ja przyjaźniliśmy się, sporo nas łączyło i obawiałam się, że moja decyzja o zerwaniu będzie dla niego poważnym ciosem. Dziewczyno, przecież on cię totalnie olewa i zdradza!

Rozumiem, że czasem tak typowo dla rozrywki lubimy przeczytać coś lekkiego, ale czy musi to od razu być COŚ TAKIEGO? Co prawda, „Uratuj mnie” jest lepszą powieścią od „Miłość, flirt i inne zdarzenia losowe”, ale to żaden wielki wyczyn. Jeśli nie przeszkadzają Wam dziwne i głupie zachowania bohaterów oraz wszelakie absurdy to możecie przeczytać tę książkę. Zapewniam jednak, że w każdej bibliotece i księgarni znajdziecie tysiące lepszych, więc po co tracić czas?

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

niedziela, 9 marca 2014

"Nieskończoność" Holly Jane Rahlens

TYTUŁ: NIESKOŃCZONOŚĆ
AUTOR: HOLLY JANE RAHLENS
WYDAWNICTWO: EGMONT
DATA WYDANIA: 2013
LICZBA STRON: 453
MOJA OCENA: 7/10


Już chyba kolejny raz piszę, że bardzo intrygują mnie książki o podróżach w czasie. Jest to temat często poruszany w literaturze, gdyż pozostawia dość duże pole do popisu i pozwala pracować wyobraźni. Niestety już wiele razy takie powieści okazały się zmarnowaniem pomysłu i potencjału. Okazuje się bowiem, że to nie takie proste napisać coś naprawdę dobrego i oryginalnego. Tym razem w moje ręce wpadła "Nieskończoność" Holly Jane Rahlens. Miałam nadzieję, że historia ta przypadnie mi do gustu, ale moje oczekiwania nie były aż tak bardzo wysokie. Nie pomyliłam się.

Rok 2264. Dwudziestosześcioletni historyk Finn Nordstrom zajmuje się tłumaczeniem języka niemieckiego, który jest już uznany za martwy. Pewnego dnia zostaje mu powierzone zadanie - musi przeczytać i przetłumaczyć dziennik pewnej nastolatki żyjącej ponad dwieście lat wcześniej. Na początku mężczyzna nie jest zadowolony tą pracą i nie ma ochoty na czytanie typowych zwierzeń trzynastolatki. Z czasem jednak otrzymuje kolejne pamiętniki Eliany, która jest coraz starsza i Finn sam nie wie kiedy, ale zaczyna się interesować jej historią i wręcz czuje się w pewnym sensie przywiązany do niej. Nie wie jeszcze, że właśnie zaczyna się coś niesamowitego i wręcz nielogicznego...

Czytając "Nieskończoność" naprawdę bardzo miło spędziłam czas. Książka jest ciekawa i wciągająca, a poza tym czyta się ją szybko i nie pozwala ona czytelnikowi się nudzić, bo cały czas coś się dzieje. Styl nie jest może wybitny, ale przystępny i przyjemny. Pomysł z pamiętnikiem z przeszłości bardzo mi się podobał, bo dzięki temu powieść jest wzruszająca i intrygująca. Motyw podróży w czasie również został ciekawie przedstawiony, a autorka tak wszystko opisała, by cień tajemnicy nadal pozostał. W kilku momentach zdarzyło się, że dialogi wydawały mi się nieco sztuczne, ale jakoś szczególnie to nie przeszkadzało i takie przypadki były sporadyczne. Trochę denerwowały mnie te pierwsze wpisy Eliany do jej pamiętnika, ale pewnie większość dziewcząt, gdy ma trzynaście lat tak pisze.

Na uwagę zasługuje wizja przyszłości ludzkości, która została zdziesiątkowana przez Mroczną Zimę. W XXIII wieku średnia długość życia wynosi sto pięćdziesiąt lat i stale wzrasta. Oczywiście popularne stały się roboty, a także urządzenie zwane mózgołączem, właściwie wielofunkcyjne. Co ciekawe, nie wolno używać zaimka osobowego "ja", co powoduje, że rozmowy wyglądają dosyć zabawnie. Prawie nikt nie wie, co to miłość, ale i tak ludzie łączą się w pary, a jak nie to partnerzy zostają im przydzieleni, gdyż władzom zależy na dzieciach, których jest niestety coraz mniej.

Oczywiście oprócz tego jest to głównie powieść o miłości, która przeczy wszelkim prawom nauki i wymyka się nawet z ram czasowych. Pojawia się niezauważalnie, powoli i czytelnik może w nią uwierzyć. Na szczęście nie znajdziecie tu rozterek w stylu: którego z nich wybrać. "Nieskończoność" opowiada również o tym, że nie można całkowicie pozbawić człowieka uczuć, bo mają one taką moc, że w końcu i tak się pojawią. To również opowieść o rodzinie, cierpieniu po utracie bliskich, poszukiwaniu siebie i swojej rzeczywistości.

Jeśli lubicie powieści o podróżach w czasie, koniecznie przeczytajcie "Nieskończoność". Według mnie jest słabsza od "Gorączki" Dee Shulman, ale zdecydowanie lepsza od "Trylogii Czasu" Kerstin Gier. Nie zawiodłam się i mam nadzieję, że Wy również. A co tak dokładnie oznacza tytuł? Tego Wam nie powiem, przeczytajcie sami.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

piątek, 7 marca 2014

"Władczyni Imperium"

TYTUŁ: WŁADCZYNI IMPERIUM
SERIA: TRYLOGIA IMPERIUM #3
AUTOR: RAYMOND E. FEIST, JANNY WURTS
WYDAWNICTWO: REBIS
DATA WYDANIA: 2011 (1992 - PIERWSZE WYDANIE)
LICZBA STRON: 660
MOJA OCENA: 10/10

Postanowiłam nie zwlekać z czytaniem „Władczyni Imperium”, dopóki pamiętałam jeszcze wydarzenia z drugiej części. Poza tym oczywiście znowu byłam bardzo ciekawa, co tym razem się wydarzy i jak zakończy się cała trylogia. Książka ta, podobnie jak jej poprzedniczki, dostarczyła mi wiele emocji i aż ciężko jest napisać recenzję oraz „pozbierać się” po tej lekturze.

Mara Acoma zyskała miano Sługi Imperium i czuje się nieco pewniej niż dotychczas. Wydaje się, że wiedzie spokojne, szczęśliwe życie u boku Hokanu. Niestety, wrogowie nie śpią i wkrótce w zamachu ginie jej syn z pierwszego małżeństwa, Ayaki. Mara nie potrafi się z tym pogodzić, ale okazuje się, że to ona miała zginąć… Tymczasem pojawia się coraz więcej przeciwności, jak chociażby okrutne Bractwo Hamoi, ale także szpiedzy Anasatich i co najgorsze – Bractwo Magów, które ma potężną, niebezpieczną moc i bardzo nie lubi, gdy ktoś z nim zadziera…

W tej części działo się naprawdę dużo, a na bohaterów czekało wiele niebezpiecznych przygód i przeciwności losu. Akcja rozgrywała się w różnych miejscach, zresztą niezwykle interesujących i barwnie opisanych. Cała historia niesamowicie mnie porwała i wręcz nie mogłam się od niej oderwać. Cieszę się też, że różnych intryg i tajemnic jest znowu bardzo dużo, ale tym razem łatwiej można się we wszystkim odnaleźć i pogubienie się raczej nikomu nie grozi. Istotną rolę odgrywa także wątek magii, chociaż już w poprzedniej części się pojawił. Sceny wojenne znowu zostały świetnie pokazane i naprawdę zasługują na uwagę. Dialogi zaś są naturalne i pełne emocji, odpowiednich do sytuacji.

„Władczyni Imperium” to już trzecie spotkanie z ulubionymi bohaterami, ale pojawiają się też nowe, intrygujące postacie, np. Kamlio, młoda kurtyzana. Jej historia jest bardzo tragiczna i wstrząsająca, a wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy zakochuje się w niej Arakasi. Czy mężczyzna jest w stanie ją ocalić pomimo powinności wobec Acoma? Czy Kamlio pomimo tego, co przeżyła może jeszcze kogoś pokochać? To wzruszająca opowieść o rozpoczynaniu wszystkiego od nowa i poszukiwaniu samego siebie.

Skoro już mowa o miłości, to oczywiście w życiu Mary również odgrywa ona istotną rolę. Właściwie znajdziemy tutaj porównanie jej uczuć do Kevina i Hokanu. Ten pierwszy był jej pierwszą miłością, silną, namiętną, ale bez szans na przetrwanie. Teraz jest daleko od niej i kobieta nie ma pojęcia, co się z nim dzieje, nie może jednak wymazać go z pamięci i często myślami wraca do niego. Tymczasem Hokanu to jej mąż, z którym bardzo dobrze się dogaduje i można powiedzieć, że są bratnimi duszami. Nie martwcie się – to nie jest żaden trójkącik miłosny, bo nikt z kilkoma osobami naraz nie jest. To po prostu takie zestawienie przeszłości i teraźniejszości.

Książka uświadamia nam, że warto walczyć o to, co wydaje nam się być słuszną sprawą. Nie można się poddawać, ani przyzwalać na to, co jest złe. Na lepszej przyszłości powinno zależeć każdemu. Przykład Mary pokazuje nam także, że człowiek jest w stanie wybaczyć nawet najgorszemu wrogowi, który właściwie w pewnym stopniu zniszczył nam życie, chociaż z pewnością jest to ogromnie trudne. Powieść ukazuje również nieprzewidywalność naszego losu. Zakończenie „Władczyni Imperium” było dla mnie dosyć wstrząsające i podobnie jak to było w przypadku drugiej części, znowu płakałam. Po prostu okazuje się, że każdy ma inne priorytety, ale także w obliczu polityki jest często tylko pionkiem. Okazuje się jednak, że życie może nam przynieść również coś miłego, nawet, a może właśnie tym bardziej, jeśli dużo cierpieliśmy. Gdy działamy dla dobra innych – zostaniemy nagrodzeni.


Trylogię Imperium polecam Wam już po raz trzeci, bo to kawał świetnej fantastyki, ale również opowieści o ludziach, o uczuciach, marzeniach, walce o lepszy byt. Myślę, że przy tej serii nikt nie będzie się nudził i każdego pochłonie historia Mary. Rzadko w powieściach fantasy tego typu główną bohaterką jest kobieta, z reguły takie książki są zdominowane przez mężczyzn. Okazuje się jednak, że dobrą władczynią może być właśnie kobieta.


Książka przeczytana w ramach wyzwań:

niedziela, 2 marca 2014

OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA - MARZEC

Rozpoczynamy trzeci miesiąc wyzwania Ocalić od zapomnienia.
W komentarzach przesyłajcie: tytuł, autora oraz link do recenzji przeczytanej książki.

Dołączyć można w każdej chwili!

Zapisy oraz regulamin tutaj: http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/p/wyzwania-2014-r.html

Luty z wyzwaniem OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA - podsumowanie

Za nami kolejny miesiąc wyzwania. Zobaczcie, ile przeczytaliśmy książek :) W nawiasie znajduje się liczba przeczytanych przez daną osobę książek od początku jej udziału w wyzwaniu.


Liczba przeczytanych książek w lutym: 32.

1. Aga C 1 (3)

2. Aluba 0 (2)

3. ania notuje 1 (2)

4. Elly 0 (2)

5. Gabriela S. 1

6. izkalysa 0 (1)

7. Joanna Kulik 1


9. Kinga K. 2 (5)
Miasteczko Salem - Stephen King

10. Klara D. 1

11. Klaudyna Maciąg 5 (9)

12. Książkozaur 4 (6)

13. Mała Pisareczka 2 (3)

14. maribel 2 (3)

15. Maromirus Krassus 0 (1)

16. Mone Xvt 1 (3)

17. prosperiusz 1 (2)

18. post meridiem 2 (3)

19. sygin09 2 (4)

20. Stella Aga 2 (9) (ja)

21. StrawCherry 1 (2)


W lutym najwięcej książek znowu przeczytała Klaudyna Maciąg :)

Jeśli ktoś zapomniał mi przesłać jakiś link, to piszcie w komentarzach :)

sobota, 1 marca 2014

Podsumowanie lutego + losowanie

Oto krótkie podsumowanie ubiegłego miesiąca. Pomimo tego, iż nauki jest dużo, kwestia książkowa wcale nie prezentuje się aż tak źle :)

Przeczytane książki: 7 ("Krok do szczęścia", "Gorączka", "Ja, diablica", "Ja, anielica", "Sługa Imperium", "Adam Małysz. Batman z Wisły", "Noelka")
Liczba opublikowanych recenzji: 7
Liczba postów: 14
Liczba komentarzy (nie liczę tych do wyzwań ani moich): 119
Liczba wyświetleń: 1 677
Liczba przeczytanych stron: 2720

Wyzwania:
52 książki 2014: 7
Ocalić od zapomnienia: 2
Book Lovers: 6
Czytam fantastykę: 4
Serie na starcie: 2
Czytam opasłe tomiska: 5
Grunt to okładka: 1

A teraz niespodzianka!!!
Otóż postanowiłam, że podaruję komuś z Was książkę, więc zdecydowałam, że wyłonię pięć osób, które były na moim blogu najaktywniejsze (najwięcej komentarzy) i z nich wylosuję tę, która otrzyma ode mnie upominek. Oczywiście jeśli ktoś zmienił nick to i tak liczony jest jako jedna osoba.

Kto został tym szczęśliwcem?
Straw Cherry



Gratuluję i proszę o kontakt: agdzia13@interia.pl

A oto nagroda dla Straw Cherry
Filip Szalony - Jakób Lech M.Opowieści z Narnii. Lew, Czarownica i stara szafa - Lewis C.S.

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanego marca!!!

A to jeszcze tak nawiązując do Sochi




Czy wiedzieliście, że Kamil Stoch też lubi czytać książki? :)

Czytelnicy