niedziela, 28 lipca 2013

"Bestia"

   Już kiedyś pisałam, że jako dziecko uwielbiałam baśnie, więc sentyment do nich pozostał. Lubię czytać powieści napisane na podstawie baśni, współczesne wersje itp., aczkolwiek taki zabieg bardzo często autorom się nie udaje... Jedną z moich ukochanych baśni jest "Piękna i Bestia", a rok temu czytałam "Córkę Robrojka" Małgorzaty Musierowicz, która nawiązuje do niej i jest jej współczesną interpretacją. Tym razem postanowiłam sięgnąć po powieść Alex Flinn, pt.: "Bestia" (Galeria Książki) i muszę przyznać, że po lekturze mam mieszane uczucia i właściwie sama nie wiem, jak ją ocenić.
Bestia - Alex Flinn   Kyle Kingsbury miał wszystko czego tylko zapragnął: pieniądze, świetny wygląd, sławnego ojca, znajomych, najpopularniejszą w szkole dziewczynę. Pewnego dnia, gdy kpi sobie z jednej ze szkolnych koleżanek, ona rzuca na niego czar. Chłopak zostaje zamieniony w owłosione stworzenie, z kłami i pazurami. Szanse na powrót do normalności są tylko przez dwa lata, ale jest jeden warunek: pocałunek wynikający z prawdziwej miłości. Nie dość, że dziewczyna musi go pokochać, to na dodatek on ją.
   "Bestia" przypomina trochę karykaturę baśni, kojarzy mi się z opowiadaniami Mrożka. Jednak wydaje mi się, że nie taki był zamiar autorki, która popełniła kilka błędów. Przede wszystkim całkowicie odwzorowała tę baśń, przeniosła do współczesności każdy jej element, przez co książka momentami jest nieco komiczna. Nie ma już baśniowego klimatu, Nowy Jork na to nie pozwolił, ale akcja jest taka jak w pierwowzorze. Powiem tak - niektórym może się to podobać, zresztą nie mówię, że powieść jest kiepska, ale momentami wydaje się nieco naiwna, sztuczna. Szkolna koleżanka okazuje się wiedźmą, rzuca na niego czar - jedni to wyśmieją, drudzy uznają, że to ciekawy zabieg.
   Powieść mówi o tym, że prawdziwa miłość może zdziałać cuda. Fałszywi przyjaciele odwracają się od nas, gdy tracimy popularność, pieniądze, urodę. Nie chcą przejmować się czyimiś problemami. Do Kyle'a przestaje przyznawać się nawet ojciec. Okazuje się również, że czasami jeden przedmiot, mała rzecz, ma wielkie znaczenie, może kogoś uszczęśliwić, a także pomóc. Czytelnicy mają okazję śledzić przemianę duchową głównego bohatera. Często musimy doznać wielu przykrości od losu i innych ludzi, aby coś zrozumieć, zmienić swoje postępowanie.
   "Bestię" polecam wszystkim wielbicielom baśni oraz tym, którzy chcieliby przeczytać coś innego niż większość powieści, które oferuje rynek wydawniczy. To nie jest zła książka, ale nie każdemu się spodoba. Jedni uznają pomysł autorki za genialny, drudzy stwierdzą, że wręcz śmieszny. Osobiście bardziej podobała mi się "Córka Robrojka", ponieważ nie jest identyczna jak baśń, po prostu podobne motywy, nawiązania. Jednak nie zrażajcie się moją recenzją, bo to tylko moja opinia, zresztą już wcześniej pisałam, że ciężko mi powiedzieć, czy jest dobra, czy zła. Przeczytać warto.

piątek, 26 lipca 2013

"Rhett Butler"

"Miłość porywa nas niczym szkwał na oceanie i równie szybko znika" - s.295.
   Książkę "Rhett Butler" Donalda McCaiga (Wydawnictwo Albatros), która jest oficjalną, drugą obok "Scarlett" kontynuacją "Przeminęło z wiatrem", postanowiłam kupić pomimo wielu negatywnych recenzji. Szczerze mówiąc trochę się bałam, że czeka mnie rozczarowanie. Poza tym wiele osób twierdzi, że ta książka niszczy "Przeminęło z wiatrem", które przecież tak uwielbiam. W tej recenzji chciałabym udowodnić Wam, że naprawdę warto po nią sięgnąć. Osobiście jestem zaskoczona bardzo pozytywnie, "Rhett Butler" znajduje się już na półce: ulubione.
Rhett Butler. Przeminęło z wiatrem - kontynuacja - Donald McCaig   Akcja powieści rozgrywa się w latach 1843-1874 i skupia się głównie na losach Rhetta Butlera, którego poznajemy w momencie, gdy jest dwunastolatkiem. Czytelnicy mają okazję śledzić poszczególne wydarzenia, które ukształtowały jego mroczną osobowość. Hazardzista, uwodziciel, lubiący alkohol, wyrzucony z akademii wojskowej, wyklęty z rodziny. Poznamy także szczegółowo historię Rosemary - jego ukochanej siostry, Belle Watling - prostytutki, "przyjaciółki" Rhetta, Tunisa Bonneau - czarnoskórego przyjaciela z dzieciństwa. Oczywiście nie zabraknie także Scarlett, jego wielkiej miłości. "Rhett Butler" to nie tylko wydarzenia z "Przeminęło z wiatrem" opisane z męskiego punktu widzenia, ale również wcześniejsze i późniejsze dzieje bohaterów słynnej powieści Margaret Mitchell.
  Najpierw chciałabym powiedzieć, że ta książka w żadnym stopniu nie niszczy "Przeminęło z wiatrem", ale pomaga nam bardziej zrozumieć bohaterów i zapoznać się z takimi wydarzeniami z ich życia, których jeszcze nie znaliśmy oraz spojrzeć inaczej na te już znane. Odkrywa również wiele tajemnic, jest więc świetnym uzupełnieniem. Poza tym 100 ostatnich stron to wzruszająca kontynuacja losów Scarlett i Rhetta, inna niż "Scarlett" Alexandry Ripley. Trudno powiedzieć, czy lepsza, bo każda ma swój urok, ale moim zdaniem bardziej prawdopodobna. Wielu czytelników pisało, że motywy poszczególnych zachowań Rhetta zostały spłycone, z tym także nie mogę się zgodzić. Książka udowadnia, że on naprawdę kochał Scarlett i wbrew pozorom zależało mu na wielkiej i prawdziwej miłości. Kolejne oburzenia wywołał zupełnie nowy obraz Melanii, ale przecież logiczny! W końcu nawet w "Przeminęło z wiatrem" Scarlett zastanawiała się, jaka naprawdę ona jest i czy rzeczywiście niczego się nie domyśla.
   Losy Rhetta są niezwykle przejmujące, ten mężczyzna miał trudne życie, owszem, po części na własne życzenie, ale nie tylko. Wiem, że Scarlett przez długi czas go raniła, ale wydaje mi się, że moment, w którym ją poznał, znów zaczął go zmieniać. Dzięki niej, po latach stał się innym człowiekiem, lepszym. Czasami trudne chwile, cierpienia mogą nam bardzo pomóc. Nie zgadzam się z opinią, że nie jest tą samą postacią co w "Przeminęło z wiatrem", przecież to nadal Rhett. "- Jesteś przyrodnikiem? (...) - Nie, panie. Jestem buntownikiem" - s.34. Donald McCaig doskonale odtworzył bohaterów. Scarlett też jest taka sama, rzuca wazonami, kłóci się, wytrwale dąży do celu i nie potrafi docenić prawdziwego uczucia, oczywiście do czasu. Uważam, że to jedna z najciekawszych bohaterek literackich, która pomimo wielu wad, ma również zalety i jeśli coś lub kogoś kocha, jest w stanie poświęcić wszystko. To silna postać, która nigdy się nie poddaje, ciągle walczy.
  Podobał mi się wątek dotyczący Rosemary. Dziewczyna wbrew swojej rodzinie kocha brata, doradza mu, chce aby był szczęśliwy. Niestety, również popełnia błędy, cierpi. Także ona jest bardzo silną kobietą, ale w jej życiu nie wszystko kończy się dobrze... Cały czas intrygowały mnie także relacje Belle i Rhetta i muszę przyznać, że nadal są tajemnicze. Historia o nieślubnym synu Rhetta również zaskakuje. Autor nie zapomniał również o wojnie - okrutnej, brutalnej, zbierającej krwawe żniwo. McCaig wnika do serc i umysłów bohaterów, ale w książce nie znajdziecie długich opisów. "Rhett Butler" to opowieść o ludziach pragnących szczęścia, miłości. Uświadamia nam, że prawdziwe uczucie ma ogromną siłę i jest w stanie przezwyciężyć wszystko. Stara się nam przekazać, abyśmy nie odrzucali miłości i nie popełniali takich błędów jak Scarlett i Rhett.
   Tę książkę polecam wszystkim wielbicielom "Przeminęło z wiatrem", którzy chcieliby przypomnieć sobie wydarzenia z powieści i dowiedzieć się, jak skończyła się ta historia oraz poznać tajemnice i szczegóły z życia ulubionych bohaterów. "Rhett Butler" to wzruszająca, zaskakująca i bardzo ciekawa powieść, która nie pozwala o sobie zapomnieć.
"Oczywiście, że jej wybaczam. Jest, kim jest. Nie mogę wybaczyć sobie" - s.464.

środa, 24 lipca 2013

"Anna Karenina"

   Pomimo rozczarowania "Wichrowymi Wzgórzami" postanowiłam kontynuować swoją przygodę z klasykami i wypożyczyłam z biblioteki słynną powieść Lwa Tołstoja pt.: "Anna Karenina". Jest ona uznawana za jedną z największych historii o miłości. W rzeczywistości porusza także problemy współczesnych autorowi rodzin. Niestety i tym razem spodziewałam się czegoś lepszego. Może przesadzam, ale takie są moje odczucia.
   Dolly dowiaduje się, że jej mąż ma romans z guwernantką ich dzieci. Zażegnać kryzys ma Anna Karenina, jego siostra. Kobieta poznaje Wrońskiego i oboje zakochują się w sobie, jednak ich miłość jest zakazana, bowiem Anna to mężatka i matka ośmioletniego Sierioży. Przed nią trudne wybory, musi zdecydować, kto jest dla niej ważniejszy - syn, czy ukochany mężczyzna. Czy kobieta kiedykolwiek będzie szczęśliwa? Czy uda jej się uniknąć tragedii?
   Właściwie Anna Karenina ma jedną główną wadę: nudzi. Nie chodzi mi oczywiście o to, że główny wątek jest nieciekawy. Po prostu autor wplótł do powieści wiele nieistotnych scen i wydarzeń, na dodatek opisanych zbyt szczegółowo, za długo. Przyznam się, że często musiałam omijać nawet kilka stron, czego nie lubię, ale inaczej nie byłabym w stanie dobrnąć do końca. Dlaczego Tołstoj nie skupił się na tym, co naprawdę ważne? Wiem, widocznie miał inną wizję, poza tym może niektórych czytelników to zainteresowało. Pewnie miał to być obraz społeczeństwa, polityki, ale mimo wszystko nieudany. Kiedy streszczam komuś treść tej książki, właściwie nie mam wiele do opowiadania, bo niewiele się działo.
   Zapominając o wszystkich niedoskonałościach, trzeba przyznać, że "Anna Karenina" to książka bardzo przejmująca i smutna. Nie wiem tylko, czy mam współczuć głównej bohaterce, żałować jej, czy też potępiać ją? Myślę, że trzeba próbować zrozumieć uczucia i emocje, które nią targały i prowadziły do takich, a nie innych działań. Z pewnością to postać nieszczęśliwa, która wyszła za mąż za człowieka, którego nie kocha i twierdzi, że małżonek również nic do niej nie czuje. Właściwie bardziej współczułam właśnie jemu, nie jej. Jednak Anna bardzo kocha syna, toteż rozstanie z nim jest bolesne. Co ciekawe, z Wrońskim również nie jest szczęśliwa, co może doprowadzić do fatalnych skutków.
   Czytelnicy mają okazję poznać obyczaje i zasady panujące w ówczesnym społeczeństwie. Anna jest postrzegana jako kobieta upadła, nie jest mile widziana w dobrym towarzystwie, wręcz nie ma wstępu na żadne spotkania, uroczystości. Oczywiście w przeciwieństwie do Wrońskiego, przecież to takie normalne i oczywiste, że mężczyźni mają kochanki. Zachowanie męża Dolly jest okrutne. Ta kobieta kocha go, poświęca całe życie i urodę dla niego i licznego potomstwa, a on śmie twierdzić, że już nie potrafi jej kochać, bo zbrzydła i się zestarzała!
   W powieści pojawia się także trzeci wątek. Miłość Kitty oraz Lewina, tak inna od uczucia Anny i Wrońskiego. Czeka na nich wiele przeciwności losu, ale może to właśnie ich związek przetrwa? Czytelnicy mają okazję zapoznać się i porównać różne rodziny, a także uczucia. Książka uświadamia nam, że każdy wybór niesie ze sobą konsekwencje, a czasu przecież nie jesteśmy w stanie cofnąć. Czasem musimy zdecydować co lub kto jest dla nas ważniejszy. Życie jest trudne, to nie bajka, która kończy się szczęśliwie, jednak to od nas zależy, co z nim zrobimy.
   "Annę Kareninę" polecam przede wszystkim wytrwałym i cierpliwym czytelnikom, którzy tak łatwo się nie zrażają. To powieść poruszająca wiele problemów rodzinnych, uczuciowych. Gdyby nie miała tej jednej istotnej wady, byłaby całkiem niezła, rewelacyjna raczej nie, do tego brakuje akurat wiele. Nie zgadzam się z opiniami, że to arcydzieło, chociaż coś w sobie ma.

piątek, 19 lipca 2013

"Przeznaczenie Adhary" - do trzech razy sztuka

   Właśnie przekonałam się, że powiedzenie "do trzech razy sztuka" jest słuszne. Otóż przeczytałam pierwszy tom trylogii "Legendy Świata Wynurzonego" pt." "Przeznaczenie Adhary" autorstwa Licii Troisi (Videograf II) i książka ta pozytywnie mnie zaskoczyła. Czytałam kiedyś "Wojny Świata Wynurzonego" i nie byłam szczególnie zachwycona, momentami nudziłam się, aczkolwiek niektóre wątki i wydarzenia zainteresowały mnie. Nieco później sięgnęłam po "Testament Thubana" i nawet nie wytrwałam do końca, chyba dlatego, że ta seria została skierowana do nieco młodszych czytelników. Zaś tym razem powieść Troisi oczarowała mnie. Dlaczego?

   W Świecie Wynurzonym już od kilkudziesięciu lat panuje pokój, ale mieszkańców zaczyna nękać tajemnicza i niebezpieczna choroba, która niszczy sielankę. Tymczasem Amhal, uczeń Jeźdźca Smoka, ratuje przed napaścią nieznaną dziewczynę, która nic o sobie nie wie. Nazywa ją Adharą i zabiera ze sobą na dwór królewski. Moc dziewczyny zauważa kapłan. Wkrótce do Makratu przybywa San, wnuk Nihal i Sennara, który zaginął wiele lat temu. Od tego czasu pojawiają się kłopoty...
   Książka zachwyca wieloma rzeczami. Autorka stworzyła niesamowity świat, nietuzinkowych bohaterów. Poza tym posługuje się wręcz profesjonalnym stylem. Dialogi są dynamiczne, poruszające, opisy bardzo interesujące. "Przeznaczenie Adhary" aż kipi od emocji, uczuć. Zaskakuje, ale też wzrusza. Nie spodziewałam się, aż tak mnie pochłonie. Cały czas myślami jestem w Świecie Wynurzonym, przejmuję się losem bohaterów, kibicuję im, wręcz chciałabym tam być i im pomóc. Z zapartym tchem śledziłam ich poczynania i razem z nimi przeżywałam wszystko, co ich spotykało. Sama nie wiem, jak Licia Troisi tego dokonała, chyba po prostu ma ogromny talent.
   Powieść pokazuje czytelnikom, że człowiek pod wpływem drugiej osoby potrafi się bardzo zmienić, niestety niekoniecznie na lepsze. Silne jednostki są w stanie manipulować innymi, podporządkować sobie i z ich "pomocą" realizować własne cele. Czasami jeden błąd prowadzi do kolejnych i może zesłać wiele nieszczęść. Jeśli wpadamy w złe towarzystwo, ciężko jest uwolnić się od niego. Jednocześnie mamy okazję uświadomić sobie, że zawsze możemy zawrócić, wycofać się, ale niekoniecznie tego chcemy, czasem nie potrafimy. "Przeznaczenie Adhary" to także powieść o poszukiwaniu siebie, swojej prawdziwej osobowości, gdyż często sami dla siebie jesteśmy największą zagadką. Książka pokazuje też, jak bolesna jest utrata bliskiej osoby, a także, jak bardzo należy uważać z zaufaniem...
   Nie brakuje oczywiście wątków dotyczących uczuć. Adhara i Amhal zakochują się w sobie, jednak dziewczyna dotychczas nawet nie znała słowa "miłość". On zaś toczy walkę z samym sobą, często dręczą go napady furii, które doprowadzają nawet do morderstw. Chłopak boi się, że skrzywdzi ukochaną, ona jednak się nie poddaje. Walczy o niego, o miłość, chce mu pomóc wrócić na właściwą drogę. Wierzy w to, że jej uczucie do niego ma wielką siłę i moc. Oprócz tego Adhara poznaje smak przyjaźni, przekonuje się, że należy o nią dbać, a porozumienie się z drugą osobą nie zawsze jest proste.
   Wszyscy wielbiciele książek fantasy powinni sięgnąć po "Przeznaczenie Adhary" i zapoznać się z tą historią o determinacji, miłości, nienawiści, zdradzie, intrygach. Najchętniej już teraz biegłabym do biblioteki po kolejne części, bo zdaję sobie sprawę z tego, że to dopiero początek... Kto wie, może rzeczywiście przekonam się do twórczości tej autorki?

recenzja także na moim drugim blogu: agdzia13ewangelina.blogi.kotek.pl

czwartek, 18 lipca 2013

"Wichrowe Wzgórza"

   W ubiegłe wakacje byłam oczarowana książką "Przeminęło z wiatrem" i oczywiście nadal jestem, więc postanowiłam sięgnąć po inne klasyki. "Wichrowe Wzgórza" Emily Bronte (Prószyński i S-ka) to słynna powieść o miłości, nienawiści i zemście. Spodziewałam się arcydzieła, jednak czekało mnie rozczarowanie. Moim zdaniem Emily Bronte nie miała takiego talentu jak jej siostra Charlotte, autorka "Dziwnych losów Jane Eyre".
   Heathcliff to znajda, przygarnięty przez pewną "dobrą", cieszącą się szacunkiem rodzinę. Przez wiele lat znosi upokorzenia, nawet ze strony służby. Gdy dorasta, zakochuje się z wzajemnością w córce swych opiekunów, Katarzynie, z którą łączy go wielka przyjaźń od dzieciństwa. Dziewczyna wychodzi jednak za mąż za innego, gdyż zdaje sobie sprawę z tego, że nigdy nie mogłaby być z Heathcliffem. Jej decyzja wywołuje prawdziwą lawinę. Niespełniona miłość budzi złość, chęć zemsty, nienawiść, a to z kolei doprowadza do wielu nieszczęść i tragedii, także w kolejnych pokoleniach.
   Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się tytuł oraz sceneria powieści. Angielskie wrzosowiska, wzgórza, wiatr - to wszystko tworzy niepowtarzalny klimat i właściwie idealnie pasuje do opisywanych wydarzeń oraz tematyki powieści. Niestety, ma ona wiele wad, które nie pozwoliły mi zachwycać się nią. Przede wszystkim denerwowali mnie bohaterowie. Katarzyna w ogóle nie walczy o miłość, a później ma pretensje do całego świata. Poza tym zostali tak wykreowani, a cała historia tak napisana, że nie potrafiłam ich ani polubić, ani im współczuć. Wątków niby było dużo, ale nie mogę powiedzieć, że wiele się działo. Akcja monotonna, całość raczej mało przekonywująca. Myślę, iż autorka miała dobry pomysł, ale źle go zrealizowała.
   "Wichrowe Wzgórza" pokazują nam, że nienawiść ma niszczycielską siłę i potrafi wykończyć całą rodzinę. Chęć zemsty powoduje utratę wartości, wyzbycie się pozytywnych uczuć, doprowadza do tego, że krzywdzimy najbliższych. Heathcliff manipuluje wszystkimi, swoje nieszczęście chce przelać na innych i nie dopuścić do tego do tego, by byli szczęśliwi. Większość bohaterów popada w obłęd i choroby psychiczne. Może się wydawać, że nad tymi ludzi wisi jakaś klątwa, fatum. Właściwie nie widzę w tej książce żadnej miłości, tylko same negatywne uczucia. Odnoszę wrażenie, iż po prostu zebrała się grupa podobnych osób, napawających się nieszczęściem, nienawiścią, zemstą i nawzajem niszczą sobie życie.
   Jeśli lubicie dramaty, klasyki - przeczytajcie, ale nie spodziewajcie się nie wiadomo czego. "Przeminęło z wiatrem" jest od "Wichrowych Wzgórz" tysiąc razy lepsze, bo bohaterowie są bardziej realni, z krwi i kości, możemy razem z nimi wszystko przeżywać. Gdy czytałam "Wichrowe Wzgórza" niestety tak nie było. Nie chcę Was zniechęcać do tej książki, bo przecież każdemu podoba się coś innego, każdego bardziej przekonuje inna powieść. Przeczytajcie i oceńcie sami - myślę, że to najlepsze rozwiązanie.

Recenzja także na moim drugim blogu: agdzia13ewangelina.blogi.kotek.pl

środa, 17 lipca 2013

"Nigdy i na zawsze"

recenzja także na moim drugim blogu: agdzia13ewangelina.blogi.kotek.pl

   Po książkę "Nigdy i na zawsze" wydaną przez Wydawnictwo otwarte sięgnęłam, gdy zauważyłam, że napisała ją Ann Brashares, autorka jednej z moich ulubionych serii "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów". Sama nie wiedziałam czego się spodziewać, ale powieść zaskoczyła mnie. Właściwie pozytywnie, choć nie jest pozbawiona wad.
Nigdy i na zawsze - Ann Brashares   Daniel rodził się, żył i umierał już wiele razy, sam nie wie ile. Co ciekawe, większość poprzednich żyć doskonale pamięta. Ciągle kocha tę samą kobietę, potrafi rozpoznać ją w innym wcieleniu. Niestety, nigdy nie jest im dane wspólne życie. W końcu Daniel postanawia, że tym razem im się uda. Jest jednak problem: Lucy nie ma takiej pamięci jak on i nie wie, że kiedyś była jego ukochaną Sophią.
   Interesująca jest już sama budowa tej powieści. Daniel w narracji pierwszoosobowej opowiada o swojej przeszłości, jednak historia ta jest przerywana rozdziałami opisującymi w narracji trzecioosobowej teraźniejszość, aż w końcu przeszłość łączy się z teraźniejszością. Pomysł autorki i fabuła są według mnie rewelacyjne. "Nigdy i na zawsze" to połączenie wielu gatunków: romans, dramat, coś w stylu science-fiction. Całość czyta się bardzo szybko, książka naprawdę wciąga. Tak mnie zainteresowały losy głównych bohaterów, że nie byłam w stanie odłożyć jej na półkę, dopóki nie przeczytałam ostatniej strony.
   Oczywiście "Nigdy i na zawsze" ma swoje wady. Największą z nich, o której chcę napisać jest główna bohaterka, Lucy. Nie polubiłam jej. Jest dosyć nijaka, bez wyrazu. Nadużywa słowa "aha", co oznacza, że albo nie ma nic do powiedzenia, albo zwyczajnie "olewa" rozmówcę. Co jeszcze razi? Chyba przede wszystkim jej krótki romans z młodszym bratem przyjaciółki. Wiem, że gdy ona miała już około dwudziestu lat, to trzy lata różnicy nie wydawały jej się przeszkodą, tym bardziej, że chciała się tylko "zabawić", ale autorka mogła sobie podarować ten epizod, którym raczej zniesmaczyła czytelników. Niby kocha Daniela, chce go odnaleźć, ale chyba nie aż tak bardzo...
   "Nigdy i na zawsze" to wzruszająca powieści o miłości, niesamowitej pamięci, a przede wszystkim przeznaczeniu. Pozwala wierzyć, że jeśli dwie osoby mają się spotkać, to w końcu to się stanie. Czy tak jest naprawdę? Z pewnością każdy ma inną odpowiedź na to pytanie. Książka pokazuje nam, jak wielką siłę mają wspomnienia oraz miłość, która jest w stanie pokonać czas, śmierć, wszystko. Historia dająca nadzieję. Mogę ją Wam szczerze polecić, choć zaznaczam, że została przeznaczona raczej dla starszych nastolatków. Osoby, które nie lubią schematów powinny, być zadowolone.

niedziela, 14 lipca 2013

Anioł w piekle - "Hades"

   Ostatnio wydawnictwa oferują czytelnikom wiele powieści, w których bohaterami są anioły. Co ciekawe, z reguły są to anioły upadłe, zagrażające niekiedy całej ludzkości. Nie mogę powiedzieć, że takie książki szczególnie mnie zachwycają. Jednak młoda pisarka, Alexandra Adornetto miała zupełnie inny pomysł. Ukazała nam anioły w ich pierwotnym świetle, jako istoty dobre, niosące pomoc, kochające Boga. I wiecie co? "Blask" to książka ciepła, pełna uroku, zdobywająca sympatię czytelnika. Kilka dni temu przeczytałam kolejną część tej trylogii, pt.: "Hades" wydanej przez Bukowy Las. Nie zawiodłam się, choć tym razem jest ona o wiele bardziej mroczna...
   Uczucie pomiędzy Bethany a Xavierem jest bardzo silne, zakochani spędzają ze sobą dużo czasu, co skazuje ich na kpiny ze strony znajomych. Fatalny błąd dziewczyny oraz paskudny podstęp Jack'a zaprowadzają ją do piekła, skąd przecież nie ma wyjścia. Czy Beth zawalczy o siebie i bliskich? Czy nadal będzie wierzyła, kochała?
   Naprawdę podziwiam autorkę za jej wyobraźnię, styl. "Hades" to bardzo ciekawa książka, z pewnością nie słabsza niż "Blask". Akcja jest wartka, potrafi zaskoczyć czytelnika. Według mnie warto zwrócić uwagę na główną bohaterkę, Bethany. Jako anioł, powinna być idealna, tymczasem ona popełnia błędy, może więc rzeczywiście jest bardziej ludzka niż anielska? Widać różnice między nią, a Ivy i Gabrielem. Czy w takiej sytuacji Niebo powinno mieć do niej pretensje?
   Pisałam już, że ta część jest mroczna, wskazuje zresztą na to tytuł. Wszystko zaczyna się od pozornie niewinnych zabaw w Halloween, aż po seanse spirytystyczne. Zostaje uwolniony demon. Myślę, że jest to swego rodzaju przestroga dla czytelników. Ciekawie zostaje przedstawione piekło, a w nim uwięziony anioł. Niektóre opisy tego miejsca oraz sytuacji pozostają w pamięci, są przerażające. Panuje tam wszechobecna nienawiść, nie ma możliwości ucieczki. Oprócz tego znajdziecie także scenę egzorcyzmów, opętaną zakonnicę.
   "Hades" to historia o wielkiej miłości, która musi walczyć z przeciwnościami, z nienawiścią, z całym piekłem. Bethany, by uratować życie ukochanego jest zdolna do największych poświęceń. Czy aby ocalić bliską nam osobę możemy grzeszyć? Książka uczy nas tego, że nigdy nie powinniśmy zostawić drugiego człowieka bez pomocy. Beth ma okazję uciec z piekła, zostawi tam jednak cierpiących znajomych, jak postąpi? Ważne jest także to, aby nigdy nie tracić wiary i nadziei. Beth to piękny przykład tego. Pamiętajcie: miłość jest silniejsza od nienawiści.
   Ta seria to jedna z najlepszych z gatunku paranormal romance, za którym przecież aż tak nie szaleję, ale "Blask" bardzo lubię. Ma on w sobie jakiś czar. "Hades" polecam wszystkim, którzy są zainteresowani historiami o aniołach, a także wielkiej miłości. To książka dla osób wrażliwych na uczucia, cierpienie innych ludzi.

środa, 10 lipca 2013

"Namiestniczka. Księga II"



Recenzja opublikowana także na moim blogu: agdzia13ewangelina.blogi.kotek.pl     
           Kiedy „Namiestniczka. Księga II. Dzieci Pogranicza” Wiery Szkolnikowej trafiła do mych rąk, byłam bardzo zadowolona, ponieważ pierwsza część tej trylogii podobała mi się. Moim zdaniem ta jest jeszcze lepsza, gdyż widać, że autorka popracowała nad pewnymi rzeczami, poprawiła swój styl, ale o tym za chwilę.
                Po śmierci Enrissy namiestniczką zostaje Salome Jasna, jest ona jednak zbyt słaba, co wykorzystuje Wielka Rada. Tak naprawdę to właśnie magowie rządzą w Imperium Anryjskim. Niestety, w kraju dzieje się coraz gorzej. Tajemnicza zaraza okalecza i zabija wielu poddanych. Konflikt między ludźmi a elfami narasta. Płoną całe wioski, a jedyną nadzieją jest zapowiadany od wieków powrót króla.
                Znowu jestem pod wrażeniem fabuły tej powieści. Autorka stworzyła tak wiele postaci i wątków, a mimo tego nie można się w tym pogubić. Niektórzy twierdzą, że jeśli ominie się kilka kartek, dalej jest się w tym samym miejscu, bo w książce nic konkretnego się nie dzieje.  Nie zgadzam się z tym. To książka, która pozwala nam obserwować życie pewnej społeczności. Dostrzegamy, jak ogromny wpływ mają poczynania władzy nawet na zwykłego, prostego człowieka. Wielki plus dla Wiery Szkolnikowej za to, że tym razem skupiła się także na uczuciach, opisała przeżycia  wewnętrzne, emocje bohaterów. W poprzedniej części trochę tego brakowało, owszem zakochiwali się, nienawidzili, ale czytelnicy nie mogli wniknąć do ich serc.
                Salome to kobieta tak bardzo inna niż Enrissa i właściwie żadna z nich nie była wzorową namiestniczką. Władca powinien być zarazem dobry i stanowczy, sprawiedliwy, wrażliwy na krzywdę poddanych, ale nie może też być zbyt pobłażliwy. Salome jest za słaba, nie ma własnego zdania, pozwala sobą manipulować. To nie jest zła osoba, ma dobre serce, ale cechuje ją nieporadność. Dziewczyna zdaje sobie z tego sprawę i cierpi, bo wie, że to przez nią np. zginęło wielu poddanych. Jednak pomimo chwil zwątpienia, wciąż wierzy, że król powróci. Kocha go, choć nie wie jaki jest, wyimaginowała sobie go. Czy jej wiara i uczucie zostaną wynagrodzone?
                Oczywiście pozostałe wątki są również niezmiernie ciekawe i długo mogłabym o nich pisać, ale wspomnę o tych najważniejszych dla mnie. Bardzo wzruszyła mnie historia Solli i jej męża, niegdyś marynarza, oderwanego przez władzę od ukochanego morza. Kobieta widzi, jak jej małżonek się męczy i tęsknie patrzy na błękitną wodę. Postanawia pomóc mu uciec, wiedząc, że będzie to koniec ich związku. Tę sytuację świetnie opisuje powiedzenie: „Jeśli kogoś kochasz, musisz pozwolić mu odejść, a jeśli ta osoba cię kocha, wróci”. Czy będzie happy end? Przeczytajcie.
                Oprócz tego kontynuowany jest wątek magicznej więzi pomiędzy bliźniętami. Niektórzy będą próbowali z tym walczyć, uwolnić się. Na czytelników czekają także opowieści o zemście, nienawiści, chorej miłości matki do syna, a także wielkiej miłości Tairin i księcia Kve-Erro, wystawionej na wiele ciężkich prób. Będą intrygi, aranżowane małżeństwa, egzekucje, a także nowa ustawa, która mówi, że narzeczeni mają rok na to, by się poznać i pokochać zanim wezmą ślub. Czy miłością można usprawiedliwić zdradę? Czy można poświęcić się dla dobra poddanych?
                „Namiestniczka” nie spodoba się każdemu, ale polecam ją wielbicielom fantasy, opowieści o władzy, królestwie, intrygach, miłości i nienawiści, a przede wszystkim ludziach, takich jak my. Ponad 550 stron powieści zapewni Wam świetną rozrywkę na wakacje, myślę, że czasu spędzonego z tą lekturą nie pożałujecie, wręcz będziecie chcieli do niej powrócić. Tymczasem ja planuję kupić sobie trzecią część, gdyż już od dłuższego czasu jest w sprzedaży. Powiem Wam jeszcze tylko tyle, że w tej książce, tak jak w życiu, nie wszystko kończy się dobrze.

wtorek, 9 lipca 2013

Top 10 - ulubione bohaterki literackie (dokończenie)

Coś się dzieje z blogiem, chyba za dużo zdjęć, więc dokończyć top10 muszę w osobnym poście. Przypominam, że część pierwsza tutaj: http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/2013/07/top-10-ulubione-bohaterki-literackie_9.html



8. Lydia (seria "Drużyna" John Flanagan) – dziewczyna, która nie boi się podróżować z wilkami morskimi, walczyć z piratami. Odważna, pomocna, po śmierci dziadka, jedynego opiekuna potrafi odnaleźć swoje miejsce i dalej żyć. Nie daje się namówić do małżeństwa z człowiekiem, którego nie kocha. Mistrzyni ciętej riposty (zwłaszcza jeśli chodzi o chłopaków).




9. Bethany Church (seria "Blask" Alexandra Adornetto) – nastoletni anioł, który zstąpił z misją do miasteczka Venus Cove. Beth jest jednak bardzo ludzka, ma uczucia, emocje. Z czasem uświadamia sobie, że jej miejsce jest w świecie ludzi, bowiem tak jak my popełnia błędy, a poza tym pokochała ziemskiego chłopaka. Czuć jednak, że nastolatka należy do dwóch światów, jest połączeniem ziemskości i anielskości. Dziewczyna nie traci wiary, nadziei, nawet podczas najtrudniejszych prób. Nie był jej w stanie zmienić nawet pobyt w piekle, ani zmusić do oddania czci Lucyferowi. Potrafi poświęcić się dla najbliższych, a dla miłości ostatecznie zostaje na Ziemi.
 
10. Jagienka ze Zgorzelic ("Krzyżacy" Henryk Sienkiewicz) – inteligentna, mająca swoje zdanie, sympatyczna. Nie potrafiła się gniewać, modliła się za Danusię, pomimo tego, że była zakochana w Zbyszku. Odważna, potrafiła pływać, jeździć konno, polować. Idealna żona dla rycerza.

Czytelnicy