sobota, 8 lipca 2017

"Anne of Avonlea"


Z pewnością wiele osób, nawet tych, którzy uwielbiają całą serię o Ani z Zielonego Wzgórza, nie zdaje sobie sprawy z tego, że w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku BBC postanowiło nakręcić serial na podstawie tych wspaniałych książek. W 1972 roku miała miejsce premiera serialu "Anne of Green Gables", niestety okazuje się, że taśma ze wszystkimi odcinkami gdzieś zaginęła i aktualnie nie ma możliwości zapoznania się z tym serialem, który podobno zbierał dużo pozytywnych opinii. Natomiast w 1975 roku nakręcono sequel pt.: "Anne of Avonlea", który składa się z sześciu odcinków, trwających po około pięćdziesiąt minut. Na szczęście one nie zaginęły i nadal można je obejrzeć, aczkolwiek tylko w wersji angielskiej. Czy warto?


Ania (Kim Braden) obejmuje posadę nauczycielki w szkole w Avonlea. Dzięki temu może zostać na Zielonym Wzgórzu i pomagać Maryli (Barbara Hamilton). Dziewczyna razem z Dianą (Jan Francis), Ruby (Kim Hardy), Gilbertem (Christopher Blake), Jane (Zuleika Robson) oraz innymi przyjaciółmi zakłada Koło Miłośników Avonlea. Tymczasem daleka krewna Maryli jest ciężko chora i prosi ją o zaopiekowanie się swoimi dziećmi. Czy Ania już na zawsze musi porzucić marzenia o uniwersytecie? I czy wreszcie spotka swój ideał mężczyzny?

Ucieszyłam się, że każdy odcinek trwa prawie godzinę, bowiem oznaczało to ekranizację niemal sześciogodzinną! Poza tym okazało się, że serial bazuje nie tylko na drugiej części serii o Ani, czyli "Ani z Avonlea", ale również trzeciej pt.: "Ania na uniwersytecie". Czy serial rzeczywiście jest wierny książkom? Okazuje się, że tak, toteż to prawdziwa gratka dla tych, którzy chcieliby obejrzeć wierną ekranizację dalszych przygód Ani. Pojawia się tu wiele postaci, o których nie wspominano w ekranizacjach Sullivana, a więc panna Lawenda, pan Harrison, Philippa, Tadzio, Tola, Roy Gardner, ciocia Kubcia, Paweł Irving itd. Poza tym byłam w szoku, że wiele nawet tych najmniej słynnych wydarzeń z książki również się tu pojawiło. Oczywiście można odnaleźć trochę różnic, ale nie rzucają się one w oczy i większość doskonale komponuje się z całością. W ostatnim odcinku twórcy trochę nakombinowali, ale raczej mi to nie przeszkadzało. Może jedna rzecz trochę mi nie pasowała, ale nie będę zdradzać szczegółów. Szkoda jedynie, że zapomniano o Stelli, a rolę Priscilli znacznie ograniczono.

Teraz kilka słów o bohaterach. Kim Braden w roli Ani wypadła całkiem wiarygodnie. Może nie do końca tak sobie wyobrażałam Anię, ale już charakter i zachowanie naprawdę pasują. Czasami tylko wydawało mi się, że jej gra jest zbyt teatralna Niektóre gesty, ton głosu, zachowania były odrobinę przesadne. Zupełnie nie tak wyobrażałam sobie Marylę, ale trzeba przyznać, że za to dokładnie tak wyobrażałam sobie jej zachowanie i jakoś szybko przyzwyczaiłam się do tej Maryli i bardzo ją polubiłam. Idealnie została za to przedstawiona pani Linde (Madge Ryan), pan Harrison (David Garfield), Roy Gardner (Anthony Forrest), Karol Sloane (Peter Settelen), Philippa (Sabina Franklyn). Rozczarowałam się trochę co do panny Lawendy (Kathleen Byron), bowiem wyglądała w serialu na starszą niż w rzeczywistości była, a w książce wyraźnie jest powiedziane, iż wyglądała młodo. Priscilla (Sandra Dickinson) niestety była irytująca, zwłaszcza jej głos. Wspaniale za to wypadł Christopher Blake jako Gilbert. Idealnie pasował do tej roli zarówno wyglądem, jak i grą aktorską.

Serial bardzo mi się podobał również dlatego, iż twórcom doskonale udało się oddać niezwykły klimat i urok Avonlea. Podczas oglądania odnosiło się zresztą wrażenie, że właśnie czyta się te książki. Jedyne do czego mogę jeszcze się przyczepić to długość niektórych scen. Mam wrażenie, że czasami pewne wydarzenia zostały rozwleczone w serialu, a inne przedstawione dość pobieżnie. Szkoda, że uniwersyteckie lata Ani to tylko dwa odcinki. Myślę, że lepsze byłoby równe podzielenie odcinków między te dwie książki. "Ania z Avonlea" nie była wcale dłuższa niż "Ania na uniwersytecie".

Serial jest wzruszającą opowieścią o marzeniach, przyjaźni, miłości, dążeniu do wyznaczonych celów. Poszczególne odcinki raz wzruszają, raz bawią, także emocji tu nie brakuje. Istotne jest także to, że to historia wielowątkowa, dzięki czemu widzowie się nie nudzą i każdy może znaleźć oraz wynieść z niej coś dla siebie. To obowiązkowy serial dla wszystkich fanów Ani, a zwłaszcza tych, którzy chcieliby obejrzeć ekranizację wierną książkowym pierwowzorom. Oczywiście może spodobać się również tym, którzy poza pierwszą częścią nie czytali serii o Ani.

środa, 28 czerwca 2017

"Królowe przeklęte" Cristina Morato


TYTUŁ: KRÓLOWE PRZEKLĘTE
AUTOR: CRISTINA MORATO
TŁUMACZENIE: MARTA BOBERSKA
WYDAWNICTWO: ŚWIAT KSIĄŻKI
LICZBA STRON: 511
ROK WYDANIA: 2017

Od dawna interesuje mnie historia, a zwłaszcza ciekawe opowieści o historycznych postaciach. Według mnie najbardziej intrygujące są te o władcach, władczyniach, ich rodzinach i bliskich. Z chęcią zatem sięgnęłam po książkę "Królowe przeklęte" autorstwa Cristiny Morato. Nie wiedziałam czego się po niej spodziewać, bo nie miałam pojęcia, czy są to opowiadania, czy raczej biografie, a może jeszcze coś innego.

W historii świata było wiele królowych, które od początku inspirowały i fascynowały twórców. Mówiono i nadal mówi się o nich wiele. Postacie te wzbudziły sporo kontrowersji i krążą o nich zarówno złote, jak i czarne legendy. W niniejszej książce skupiono się na sześciu władczyniach. Są to: Sissi, Maria Antonia, Krystyna Wazówna, Eugenia de Montijo, Wiktoria Hanowerska oraz Aleksandra Romanow. Każda z nich oprócz bycia królową, była przede wszystkim człowiekiem, który miał swoje smutki, marzenia, dramaty, miłości itd. Poznaj ich prawdziwą historię, a nie tylko tę znaną z telewizji.

Wielu osobom wydaje się, że królowe, cesarzowe, księżniczki miały życie jak z bajki. Wszyscy je kochali, przechadzały się w pięknych sukniach po pałacowych ogrodach, mieszkały we wspaniałych komnatach i miały tyle biżuterii, co sklepy jubilerskie, a nawet i więcej. Cały świat leżał u ich stóp, nie musiały niczym się przejmować i na dodatek miały u swojego boku wymarzonego księcia. Oczywiście nie ma to zbyt wiele wspólnego z prawdą. Dzięki tej książce możecie dowiedzieć się, jak naprawdę wyglądało życie tych kobiet, czy rzeczywiście były szczęśliwie, szanowane i uwielbiane. Okazuje się, że każda z nich miała wiele problemów. Aranżowane małżeństwa, trudne porody, obowiązek urodzenia dziedzica, problemy małżeńskie, brak akceptacji ze strony teściowej, bunty poddanych, plotki, oszczerstwa, choroby, rewolucje. Wcale nie brzmi jak bajka, prawda?

Książka składa się z sześciu historii, które bazują na faktach biograficznych i historycznych. Nie są to jednak nudne notki biograficzne, ale pasjonujące opowieści, które nie omijają licznych kontrowersji, ciekawostek i szczegółów dotyczących życia tych kobiet. Oczywiście w internecie i książkach można znaleźć różne inne wersje pewnych wydarzeń, ale widać, że autorka starała się wybrać te najbardziej prawdopodobne i często sygnalizowała, że na dany temat wciąż trwają spory historyków itd. Poza tym istotne jest to, że Cristina Morato nie zapomina również o aspekcie ludzkim. Pisze o emocjach, dramatach, pragnieniach. Poza tym wszystko okraszone jest fragmentami z pamiętników, listów i różnego rodzaju zapisków oraz dokumentów.

"Królowe przeklęte" czyta się bardzo szybko i z zainteresowaniem. To, o czym czytałam, pojawiało mi się przed oczami. W wyobraźni doskonale wszystko widziałam. Poza tym książka znacznie zwiększyła i wzbogaciła moją wiedzę na temat tych postaci. Przede wszystkim dała bardziej realne spojrzenie na Sissi, bowiem filmy zbyt cukierkowo przedstawiają jej życie. Polepszyło się za to moje zdanie o Marii Antoninie, którą w podręcznikach traktują niekiedy okrutnie. Podobnie zresztą było w przypadku Aleksandry Romanow. Bardzo ciekawą i szaloną postacią była Krystyna Wazówna, naprawdę świetnie czytało się o jej losach. O Eugenii de Montijo wcześniej w ogóle nie słyszałam, także była to dla mnie nowość. Natomiast jeśli chodzi o Wiktorię to wydaje mi się, że autorka przedstawiła za mało szczegółów. Wynika to jednak prawdopodobnie z jej długiego życia, o którym można byłoby rzeczywiście rozpisać się na całą osobną książkę.

Mam nadzieję, że Cristina Morato postanowi napisać także o innych postaciach historycznych, bowiem naprawdę świetnie jej to wychodzi. Książka z pewnością spodoba się wielbicielom opowieści o królach i królowych, a także wzbudzi wiele emocji. Tych sześć opowieści wzrusza, bawi, intryguje.

czwartek, 22 czerwca 2017

"Ania, nie Anna"

Znalezione obrazy dla zapytania ania nie annaJuż od wielu lat uwielbiam książki z serii "Ania z Zielonego Wzgórza" i wszystko co z nimi związane. Kiedy więc usłyszałam o tym, że Netflix zamierza wyprodukować serial o losach Ani, bardzo się cieszyłam i nie mogłam doczekać. Ostatecznie serial został wyreżyserowany przez Niki Caro na podstawie scenariusza Moiry Walley-Beckett oraz Antonio Ranierego i swoją premierę na świecie miał 19 marca bieżącego roku. Polscy widzowie mogli zapoznać się z nim dwa miesiące później. Pierwszy sezon składa się z siedmiu odcinków, z czego pierwszy trwa około 1,5 h, a pozostałe niecałe 45 minut. Twórcy serialu zapewniali, że chcą bazować na oryginalnej serii, a jednocześnie dostosować go do współczesnych odbiorców. Jaki jest tego efekt?

O Ani słyszał chyba każdy, ale w razie czego przypomnę. Maryla i Mateusz Cuthbertowie to starzejące się już rodzeństwo, które decyduje się na przygarnięcie chłopca z sierocińca. Miałby on pomagać im w pracy przy Zielonym Wzgórzu. Zachodzi jednak pomyłka i znajoma Cuthbertów przywozi z sierocińca rudowłosą Anię, wygadaną marzycielkę i romantyczkę, która ma talent do wpadania w tarapaty, ale jest zarazem bardzo bystra i zaradna. Czy rodzeństwo zdecyduje się zostawić dziewczynkę na Zielonym Wzgórzu i czy jest szansa, aby tutejsza społeczność zaakceptowała Anię?

Przede wszystkim ciężko jest pisać tę recenzję skoro tak się uwielbia wersję książkową. Poza tym co jakiś czas wracam chętnie do ekranizacji z lat osiemdziesiątych i chcąc nie chcąc porównuję do siebie obie wersje. Wybaczcie zatem nawiązania do tych wersji filmowych. Zacznę może od tego, że serial przypadł mi do gustu i nie mogę powiedzieć, że się rozczarowałam, a to już coś. Jeśli zaś chodzi o wierność wobec wersji książkowej to różnie z tym bywa. Ogólny sens całej historii jest zachowany, dużo wydarzeń z książki zostało odtworzonych, ale i sporo pominięto, a w zamian dodano wymyślone przez scenarzystów. Muszę przyznać, że pierwsza część wersji filmowej z lat osiemdziesiątych była bardziej wierna książce niż ten serial. Dopiero w kolejnych częściach twórcy zaczęli odbiegać od wersji książkowej, co szczerze mówiąc mi akurat nie przeszkadzało, bo i tak powstały z tego wspaniałe filmy. Czy odbieganie od oryginału przeszkadzało mi w tym serialu? Niby nie, ale trochę szkoda, że niektóre sceny z książki, które naprawdę lubiłam, nie zostały tu przedstawione. Zamienniki zaoferowane przez twórców serialu właściwie pasują do ich zamysłu na ten serial i komponują się z całością całkiem dobrze, ale mimo wszystko wolałabym chyba te, które zostały pominięte.
Znalezione obrazy dla zapytania ania nie anna
Poza tym "Ania, nie Anna" jest utrzymana w nieco innym klimacie niż książki. Jest to wersja nieco smutniejsza, mroczniejsza. Muszę się przyznać, że nawet trochę brakowało mi tej radości, tego uroku Wyspy Księcia Edwarda itd. Ten serial jest o wiele bardziej surowy. Moim zdaniem trochę za bardzo. Chyba żeby nie porównywać go do książki, wtedy można go uznać rzeczywiście za dramat o sierocie, która zmaga się z brakiem akceptacji itp. W filmie poruszono również takie tematy jak np. samobójstwo. Nie do końca pasuje mi to do danej postaci, jeśliby odnieść się do książki, aczkolwiek w serialu wypadło nawet wiarygodnie. Momentami miałam jednak wrażenie, że twórcy trochę przesadzili z dramatycznymi scenami, nie musiało ich być aż tyle w każdym odcinku. Zabrakło trochę tej codzienności w Avonlea.

Co do unowocześnienia, nie jest ono aż tak rażące, ale można z łatwością je zauważyć. Otóż w "Ania, nie Anna" większość kobiet z Avonlea zaczyna walczyć o swoje prawa. W dziewiętnastym wieku rzeczywiście zaczęły się feministyczne ruchy, aczkolwiek nie sądzę, żeby kobiety z takich małych miejscowości były wówczas feministkami. Niektóre pewnie tak, ale czy było to aż na taką skalę? Niektóre momenty wtrącono tam moim zdaniem na siłę. Według mnie wystarczyło to, że Ania chciała się kształcić, być samodzielna itd. Po co wtrącać tu jakiś Klub Postępowych Matek? O którym zresztą po jednym odcinku słuch zaginął. Co do poruszenia tematu miesiączki to akurat wypadło to bardzo naturalnie i oceniam ten motyw na plus. Jednak rozmowy z koleżankami odnośnie płodzenia dzieci były już co najmniej dziwne i zupełnie nie pasowały do całości. Wydaje mi się także, że twórcy między słowami ukryli w serialu motyw homoseksualny, co również w tym przypadku nie było konieczne, bowiem nie sądzę, aby osoba w sędziwym wieku w tamtych czasach przyznawała się do tego trzynastolatce, która chyba nawet nie zrozumiała tego. Po prostu nie wypadło to wiarygodnie.

Znalezione obrazy dla zapytania ania nie annaTeraz napiszę coś o głównych bohaterach i aktorach ich grających. Amybeth McNulty moim zdaniem pasuje do roli Ani. Jest wiarygodna i widać, że ma talent aktorski. Poza tym myślę, że Ania mogła rzeczywiście wyglądać właśnie tak. Brakuje mi tu jednak trochę tego charakterystycznego optymizmu Ani, tej radości. Owszem, dziewczyna potrafiła "być na dnie rozpaczy", ale zawsze szybko się z tego podnosiła. Ta Ania taka nie jest, ale myślę, że jest to spowodowane raczej scenariuszem, a nie błędem aktorki. Właściwie wydaje mi się, że wszyscy aktorzy grają na bardzo wysokim poziomie, a pewne nieścisłości wynikają po prostu z wizji reżyserskiej. Najlepiej została chyba przedstawiona Maryla, zagrana przez Geraldine James. Jest naprawdę świetnie ucharakteryzowana i doskonale pokazane jest to, że kobieta nie potrafi  uzewnętrzniać swoich uczuć. Z Mateuszem (Rhobert Thomson) jest zaś różnie, nie mogę w tej kwestii zbyt wiele zdradzać, żeby nie spoilerować. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie Dianę (Dalila Bela), ale szybko przyzwyczaiłam się do niej i naprawdę ją polubiłam. Pani Linde (Corrine Koslo) jest niestety zbyt nijaka, za mało wścibska itd. W pierwszym odcinku jeszcze taka była, a później nagle coś się z nią stało. Trochę rozczarowałam się też, jeśli chodzi o wątek Gilberta. Grający go Lucas Jade Zumann pasuje do roli, choć jest trochę za niski. Problemem jest jednak to, że jego relacje z Anią zupełnie straciły swój charakter, a i on raczej nie przypomina tego książkowego Gilberta. Jest przede wszystkim za mało zawadiacki. Można powiedzieć, że w serialu jest typem takiego dobrego przyjaciela, a przecież nie o to tu chodziło, nie na początku. Brakowało mi tej zaciętej rywalizacji, złości na kilka lat itp. Niby to wszystko jest jakoś wspomniane, ale tak słabo i niewiarygodnie i niekonsekwentnie... Nie mówię, że ta postać jest zła, ale to po prostu jest zupełnie inny Gilbert i według mnie szkoda, że zabrakło tu tego prawdziwego. Irytujące było również to, że cechami Josie Pye zostały obdarowane również inne koleżanki, między innymi Ruby Gillis (Kyla Matthews). Właściwie to Ruby jest tu przez pewien czas tą złośliwą, zazdrosną Josie. Podobało mi się za to rozwinięcie wątku Jerry'ego Buttoe (Aymeric Jett Montaz), który okazał się całkiem ciekawą postacią.

O czym jest ten serial? Przede wszystkim o potrzebie miłości i akceptacji, chęci przynależenia do jakiegoś domu, do rodziny, społeczności. Zarazem jest to też opowieść o uprzedzeniach, szkolnym prześladowaniu, dręczących wspomnieniach z przeszłości, stracie itp. Oczywiście to również historia o szkolnej codzienności, sile przyjaźni, walce z przeciwnościami. Z pewnością można z niej wiele wynieść i nauczyć się czegoś.
Podobny obraz
Pomimo tego, że serial nie jest do końca taki, jaki bym sobie wyobrażała, podobał mi się. Jeśli zrezygnowałoby się z porównywania go do książki i spojrzało na niego nieco innym okiem, to jest to rzeczywiście naprawdę dobra produkcja, która zasługuje na nagrody. Bardzo zaintrygowało mnie zakończenie i mam wrażenie, że oznacza ono, że producenci nie chcą poprzestać na jednym sezonie. Taką mam nadzieję. Aczkolwiek sygnalizuje ono też, że w tym kolejnym sezonie znów będzie dużo różnic między serialem, a książką. Oczywiście zachęcam wszystkich do obejrzenia tego serialu, zarówno fanów Ani, jak i osób, które nie czytały tej książki. Możliwe, że tym drugim spodoba się on nawet bardziej. Ja czekam na drugi sezon, aczkolwiek moją ukochaną ekranizacją Ani pozostaje ta z Megan Follows w roli głównej.

Zamieszczone ilustracje pochodzą ze stron Gazety Wyborczej, Netflix, NaTemat, Program TV

środa, 21 czerwca 2017

Pióromani

Recenzja pojawi się jutro albo pojutrze, a tymczasem dziś chciałam Was zachęcić do odwiedzenia pewnej strony, a mianowicie http://pioromani.pl/, czyli konstruktywnego portalu pisarskiego.
Znalezione obrazy dla zapytania pióromani
Lubisz pisać, ale nie wiesz, gdzie możesz publikować swoje teksty? Zależy Ci na konstruktywnej opinii o Twoich tekstach? Potrzebujesz porad? Pióromani to portal właśnie dla Ciebie!

Ostatnio postanowiłam wrócić do pisania i to nie tylko recenzji, ale i opowiadań. Pisałam chyba już kiedyś, że marzy mi się napisanie własnej powieści. Zdaję sobie sprawę z tego, że droga do tego jest długa i niełatwa, toteż postanowiłam zacząć od małych kroków i tak oto znalazłam ten portal. Można publikować na nim swoje opowiadania, a nawet dłuższe formy i czekać na opinie innych. Jeśli chce się mieć pewność, że nasz utwór zostanie przeczytany i oceniony, należy "oddać go pod lupę". Jest to opcja, która gwarantuje, że otrzymamy opinię od najlepszych krytyków tego portalu. Istotne jest to, że ich komentarze są kulturalne i zgodne z zasadami fachowego recenzowania. Udzielają oni wielu praktycznych porad, które z pewnością przydadzą się przy poprawianiu danego tekstu i pisaniu kolejnych. Poza tym komentować opowiadania mogą również Ci, którzy je piszę. Ponadto organizowane są tu konkursy literackie. Portal ma także swoją grupę i stronę na Facebooku.

Kilka dni temu opublikowałam tam jedno opowiadanie i myślę, że na tym się nie skończy. Jeśli chcecie przeczytać, zapraszam: http://pioromani.pl/proza.php?proza=370 I zachęcam do dołączenia i publikacji własnych tekstów.

http://pioromani.pl/index.php

sobota, 17 czerwca 2017

Powrót

Witajcie!

Nie publikowałam nic na blogu już od pół roku, a i wtedy recenzje pojawiały się sporadycznie. Zatęskniłam jednak za blogowaniem i postanowiłam wrócić. Skąd wynikała moja nieobecność? Przede wszystkim z życiowych zawirowań. Zdecydowałam się zmienić kierunek studiów oraz uczelnię. Z pasji wybrałam geologię. Bardzo zaangażowałam się w studia, dołączyłam do koła naukowego, mam dużo wyjazdów, a do uczelni dojeżdżam 3-4 razy w tygodniu ponad 70 km, ale warto. Skończyłam już pierwszy rok i uznałam, że nadszedł czas odkopać również inne swoje pasje. Oczywiście studia nie były jedynym powodem zaniechania blogowania. Zaczęłam dorabiać jako copywriter, co również zajmuje sporo czasu, gdy chce się więcej zarobić. Oprócz tego miałam swego rodzaju kryzys twórczy.

Teraz wracam i z pewnością na początku nie będzie łatwo, ale wierzę, że uda mi się wszystko "ogarnąć". Oczywiście nie będę dodawała recenzji co drugi dzień, lecz postaram się czytać i pisać systematycznie. Planuję również poodwiedzać Wasze blogi, zobaczyć co się zmieniło, jakie książki przeczytaliście. Przyznam, że niektórych czasami z ciekawości odwiedzałam, ale nie zostawiałam komentarzy, bo było mi głupio, że u mnie już nic się nie dzieje.

Aktualnie czytam "Królowe przeklęte" Cristiny Morato oraz oglądam serial "Ania, nie Anna" produkcji Netflixa i myślę, że wkrótce powinny pojawić się recenzje.

 Znalezione obrazy dla zapytania ania nie anna

piątek, 2 grudnia 2016

"Ślady" Jakub Małecki

Jakub Małecki to obecnie jeden z najpopularniejszych polskich młodych pisarzy. Początkowo specjalizował się w fantastyce, obecnie zaś zajmuje się prozą obyczajową. Jednym z jego najsłynniejszych dzieł jest powieść "Dygot", dzięki której został laureatem Nagrody Literackiej im. J. Żuławskiego. Całkiem niedawno ukazała się najnowsza książka Małeckiego pt.: "Ślady". To zbiór opowiadań, na dodatek niestandardowy, wymykający się jakimkolwiek ramom...

Okładka książki ŚladyTadeusz Markiewicz jest na wojnie. Niestety, nie udaje mu się uciec od śmierci i w pewnym momencie pocisk rozrywa mu głowę. Tadeusz nie umiera całkowicie, od teraz jego część żyje życiem innych. Dzięki temu czytelnik może śledzić losy bliskich Tadeusza, a także wszystkich osób w jakikolwiek sposób powiązanych z nimi. Są to historie proste, ale pełne emocji, dramatów, marzeń, bólu. Jedni całe życie czegoś szukają, inni wciąż tylko uciekają. Jedni kochają, drudzy nienawidzą. Dla każdego kiedyś następuje koniec świata.

"Ślady" to zbiór opowiadań, który na długo zostaje w pamięci. Momentami jest on bardzo przejmujący, czasami wręcz wstrząsający. To opowieść o rzeczywistości, która choć wydaje się zwyczajna, nigdy taka nie jest. Autor przygląda się teoretycznie zwykłym ludziom, o których wydawałoby się, że nie można wiele powiedzieć i napisać. Okazuje się jednak, że każda z tych osób ma jakąś historię. Każda coś przeżyła, każdą czekają chwile cierpienia, ale i radości. Niestety, proporcje między nimi są zachwiane. Czytelnik może zastanowić się, co decyduje o osobistym końcu świata. Pech? Złe decyzje? Przeznaczenie? Inni? Na to pytanie bardzo trudno znaleźć odpowiedź.

O czym jeszcze mówi ta książka? Przede wszystkich o różnego rodzaju relacjach międzyludzkich. O błędach, które niekiedy mają wpływ na całe nasze życie. O tym jak często nie zauważamy ludzi, którzy są tuż obok nas. Oceniamy ich, nie wyciągamy pomocnej dłoni, pozwalamy by powoli znikali. Ciekawą postacią jest chociażby Bożena Czerska, która w swoim życiu na pierwszym miejscu postawiła karierę. Poza tym nieustannie romansowała, ale czy mogło to przynieść jej szczęście? A może nie potrafiła żyć inaczej?

"Ślady" czyta się bardzo szybko, tym bardziej, że każde opowiadanie ma jakiś choćby najmniejszy związek z poprzednim i następnym. Warto zobaczyć w jak ciekawy sposób autor przeskakuje od jednej historii do drugiej. Zresztą w życiu też tak jest, że historia jednego człowieka, łączy się z historiami innych. Czasami tylko jedną nicią, czasami przez przypadek, ale jednak... Koniecznie trzeba zapoznać się z tą książką, nawet jeśli ktoś nie jest wielbicielem opowiadań. Uwierzcie, że ten zbiór jest zupełnie inny.

poniedziałek, 5 września 2016

Kupuj szybko i korzystnie!

Lubisz robić zakupy? Często korzystasz z ofert sklepów internetowych, ale masz już dość poświęcania ogromnej ilości czasu na wyszukiwanie odpowiednich dla Ciebie ofert? Portal www.cozacena.pl jest właśnie dla takich osób jak Ty!

Co za cena to internetowa porównywarka, która znacznie ułatwia zakupy online. Przedstawia ona ofertę internetowych sklepów, uwzględniając przy tym aktualne promocje. Korzystanie z tego serwisu jest niezwykle proste. Należy wpisać produkt, którego poszukujemy, a wtedy system wyświetli nam sklepy, w których dostępna jest dana rzecz. Od razu mamy rówież wgląd do cen tego produktu, informacji i wysyłce i sklepie. Oferty możemy sortować według wybranego przez nas kryterium. Gdy zdecydujemy się na którąś, wystarczy tylko kliknąć i zostajemy automatycznie przekierowani do sklepu. Wszystko odbywa się bardzo szybko.

Portal ten umożliwia nam także dodawanie opinii o kupionych produktach, które z pewnością pomogą innym użytkownikom. Dodatkową opcją jest sprawdzanie na mapie, w jakich miejscowościach możemy kupić wybraną rzecz. Osoby, które mają jakieś pytania, mogą z łatwością skontaktować się z działem pomocy przez specjalny formularz. Ci, którzy nie wiedzą, co dokładnie chcą kupić, mogą wybrać dowolną kategorię i tam przeglądać różne oferty.

Serwis ten jest korzystny również dla samych sklepów, ponieważ umożliwia rozpowszechnianie swojej oferty, śledzenie poczynań konkurencji i odpowiedni dobór cen sprzedawanych produktów. Wystarczy tylko się zarejestrować.

Z portalu Co za cena z pewnością każdy użytkownik będzie bardzo zadowolony. Skończy się problem braku czasu na zakupy i dylematy, który produkt wybrać. Serwis współpracuje z wieloma renomowanymi sklepami internetowymi, jak chociażby Avanti, co jest gwarancją udanych i bezpiecznych zakupów. Regulamin napisany jest w niezwykle przystępnej formie, dzięki czemu niczego nie musimy się obawiać. Przekonajcie się sami!

Czytelnicy