środa, 2 marca 2016

"Thomas Morgenstern. Moja walka o każdy metr"

Okładka książki Moja walka o każdy metr
TYTUŁ: THOMAS MORGENSTERN. MOJA WALKA O KAŻDY METR

AUTOR: THOMAS MORGENSTERN
WYDAWNICTWO: SINE QUA NON
ROK WYDANIA: 2016
LICZBA STRON: 240
MOJA OCENA: 10/10


"Kiedy obudził się w szpitalu, nic nie pamiętał. Czuł tylko przeszywający ból i paraliżujące pieczenie twarzy. Kilka godzin wcześniej w Kulm przeżył dramatyczny upadek, po którym cały narciarski świat na moment wstrzymał oddech.

Mimo, że do igrzysk w Soczi pozostał niespełna miesiąc, zdecydował, że musi tam wystartować. Rehabilitacja, powrót do formy, ale przede wszystkim walka ze strachem. Z poczuciem, że może już nigdy nie zobaczyć swojej córeczki Lilly..." (tekst z tylnej okładki)

Thomasa Morgensterna kojarzy pewnie większość z Was, nawet jeśli nie oglądacie systematycznie skoków narciarskich. Mistrz olimpijski, mistrz świata, zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni, dwukrotny zdobywca Kryształowej Kuli oprócz wielu wspaniałych chwil doświadczył w swoim życiu również tych trudnych, dramatycznych momentów. Swoimi przeżyciami postanowił podzielić się z fanami za pomocą tej oto autobiografii, którą od stycznia możecie znaleźć w księgarniach.

Książka została napisana naprawdę dobrze. Stylu mógłby pozazdrościć niejeden autor. Byłam naprawdę w szoku, gdyż z reguły autobiografie napisane są w dość prosty sposób i niekiedy czytelników wręcz irytuje bardzo przeciętny, niczym niewyróżniający się styl. W tym przypadku tak nie jest. Miałam wrażenie, że czytam powieść, na dodatek napisaną płynnie, z dbałością o każdy szczegół, bez unikania metafor, porównań i innych środków stylistycznych. Niesamowite. Jest to jeden z powodów, dla których ta autobiografia zostaje w pamięci na bardzo długo.

Dla fanów skoków narciarskich książka z pewnością okaże się skarbnicą ciekawostek o ich ukochanym sporcie i jednym z najpopularniejszych oraz najlepszych skoczków ostatniej dekady. Morgenstern podkreśla, że jest to dyscyplina, która nie wybacza błędów technicznych. Wystarczy dosłownie drobnostka, żeby nie zagrało już nic. Ponadto doskonałym uzupełnieniem książki są liczne zdjęcia, dzięki którym można "zobaczyć wspomnienia".

Przede wszystkim jest to historia o skoczku, który pomimo kilku poważnych upadków nie zamierzał się poddać. Czytelnicy mają okazję dowiedzieć się, jak walczył ze strachem. Lęk potrafi być paraliżujący. Kontuzji z reguły można się pozbyć, ale o wiele gorzej jest uporać się ze strachem. Morgenstern szczegółowo opisuje swoje zmagania z tym jakże trudnym przeciwnikiem. Poza tym to opowieść o niezwykłej determinacji. Wiele osób mogłoby uznać, że to szalone, krótko po tak poważnym wypadku wybierać się na Igrzyska Olimpijskie, ale właściwie dlaczego miałby tego nie zrobić? W książce został dokładnie opisany powrót na skocznię, przygotowania do Soczi, a także te przykre chwile, które przybliżały go do decyzji o zakończeniu kariery.

Oprócz tego w autobiografii tego skoczka możecie przeczytać o początkach jego kariery, relacjach z trenerem, kolegami z kadry, w szczególności Gregorem Schlierenzauerem, co budzi wśród czytelników chyba najwięcej emocji. Jedni twierdzą, że nie powinien poruszać tego tematu, drudzy uważają wręcz przeciwnie. Oceńcie sami. Thomas Morgenstern opowiada także o swojej córeczce oraz problemach uczuciowych, między innymi rozstaniu z Kristiną, z którą był związany przez dziesięć lat. Interesujący, a jednocześnie bardzo smutny jest także wątek dotyczący mediów. Przeczytajcie sami, do czego zdolni są co niektórzy dziennikarze, żeby zdobyć jakieś informacje i jak wiele krzywd potrafią wyrządzić swoimi osądami, które są natychmiastowo "połykane" przez ludzi. To naprawdę okropne.

"Thomas Morgenstern. Moja walka o każdy metr" to historia o człowieku, który nie poddawał się pomimo wielu upadków i problemów. Opowieść o prywatnym i zawodowym życiu lubianego przez wielu fanów skoków sportowca, o lęku, trudnych decyzjach, walce. Czyta się ją z zainteresowaniem, jak powieść napisaną bardzo dobrym stylem. Myślę, że wielu osobom przypadnie do gustu, bo to nie jest zwykła autobiografia.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.

niedziela, 10 stycznia 2016

"Córka Imperium" Raymond E. Feist, Janny Wurts

Czy ktoś z Was słyszał lub czytał kiedyś o takim autorze jak Raymond E. Feist? Ja jeszcze do niedawna nie. Zupełnie przypadkowo, przeglądając jakąś stronę o fantastyce, natknęłam się na powieść "Córka Imperium", którą Feist napisał razem z Janny Wurts. To pierwszy tom trylogii "Imperium" wydany w 1987 r., a w Polsce w 1995. Jeszcze kilka lat temu ludzie licytowali ją na allegro i aby kupić, musieli sporo zapłacić. Na szczęście w 2011 r. Dom Wydawniczy REBIS wznowił całą serię, a ja jakiś czas temu stałam się posiadaczką pierwszej części. Czułam, że to będzie dobra powieść i wcale się nie pomyliłam.

W świecie Kelewanu można zapomnieć o spokoju. Przywódcy najpotężniejszych klanów walczą ze sobą o wpływy w Imperium Tsuranuanni. Intrygi, podstępy, zabójstwa są tam na porządku dziennym. Tymczasem ginie ojciec i brat siedemnastoletniej Mary z rodu Acoma. Dziewczyna musi zrezygnować ze wstąpienia do klasztoru, ponieważ teraz to ona jest głową rodu. Z czasem okazuje się, że armia, przymierza, gospodarka to nie jedyne problemy. Mara będzie musiała poślubić syna wroga, bardzo niebezpiecznego przeciwnika, a także odnaleźć się wśród niezliczonych intryg i uważać, by nie stracić życia... Czy młoda kobieta jest w stanie spiskować równie dobrze jak doświadczeni i przebiegli politycy?

To bardzo dobrze, że wydawnictwa odnawiają nieco już starsze powieści. Nowe wydanie "Córki Imperium" zasługuje na uznanie. Podoba mi się okładka, ma swój klimat i moim zdaniem jest lepsza od tej poprzedniej. Poza tym nie zauważyłam literówek, czy innych błędów, a z reguły rzucają się one w oczy. Na uznanie zasługuje także styl autorów oraz wykreowana przez nich rzeczywistość. Elementów fantastycznych nie jest ani za dużo, ani za mało. Znajdziecie ciekawe zwyczaje, wierzenie oraz tajemniczy lud Cho-ja podobny trochę do owadów i skorupiaków.

Interesujący są bohaterowie, a nie ma ich aż tak wielu jak w niektórych powieściach tego typu. Z pewnością czytelnik nie będzie miał problemu z zapamiętaniem kto jest kim i z jakiego rodu pochodzi. Mara to bardzo ciekawa postać, od początku ją polubiłam. Można podziwiać jej odwagę, spryt, ale i współczuć. Nie ma nawet czasu na żałobę, od razu musi przejąć obowiązki zmarłego ojca, choć planowała zupełnie inną przyszłość. Poza tym jej obowiązkiem jest postępowanie według prawa, co oznacza np. skazanie na śmierć przyjaciela. Dziewczyna musi stale ukrywać własne emocje i uczucia, na płacz może sobie pozwolić jedynie w swojej komnacie. Jest przedstawiona bardzo realnie: z jednej strony głowa rodu, a z drugiej wrażliwa osoba, która także cierpi. Polubiłam również wiernego Papewaio, sprytnego Arakasiego, dobroduszną Nacoyę.

"Córka Imperium" to historia pełna intryg, politycznych spisków itd., co jest ogromnie ciekawe, ale wymaga od czytelnika skupienia i uwagi, aby wszystko zrozumieć i nie pogubić się. Naprawdę podziwiam autorów za taką wyobraźnię oraz pomysły na te polityczne gry. Akcja pędzi do przodu jak szalona, o nudzie w ogóle nie ma mowy. To bardzo wciągająca opowieść o próbie ocalenia rodu w trudnych czasach. Uświadamia nam, że władca to też człowiek, który tak jak inni ma uczucia. Oczywiście tych bezwzględnych i okrutnych też znajdziecie. Poza tym powieść mówi o honorze, przyjaźni, wierności i walce do końca.

"Córkę Imperium" polecam nie tylko fanom fantastyki, myślę, że może spodobać się każdemu, gdyż przede wszystkim jest opowieścią o ludziach. Osobiście oczarowała mnie ta powieść i wprost nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam kolejne części.

sobota, 2 stycznia 2016

"Małe wielkie odkrycia" Steve Johnson

Okładka książki Małe wielkie odkryciaTYTUŁ: MAŁE WIELKIE ODKRYCIA
AUTOR: STEVE JOHNSON
WYDAWNICTWO: SINE QUA NON
ROK WYDANIA: 2015
LICZBA STRON: 288

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałoby wasze życie bez oświetlenia, lodówek, telefonów, zegarków itd.? A czy wiecie komu zawdzięczamy poszczególne wynalazki i jaka była droga do tego, aby móc dziś z nich korzystać? Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś na ten temat, zachęcam do przeczytania książki "Małe wielkie odkrycia".

Książka zwraca uwagę już swoją okładką, na której znajdują się kolorowe, nieco zabawne grafiki, informujące o tym, co można znaleźć w środku lektury. Szczególnie podoba mi się oczywiście metaforyczna żarówka. Natomiast na stronach tej książki znajdziecie również wiele ilustracji i zdjęć, dzięki którym na własne oczy możecie zobaczyć o kim i o czym czytacie. To doskonałe uzupełnienie treści.

"Małe wielkie odkrycia" składają się z sześciu rozdziałów, które opowiadają o: szkle, dźwięku, higienie i środkach czystości, mrożeniu, świetle, mierzeniu czasu. Każdy z nich to niezwykła opowieść, która przenosi nas wiele lat wstecz i przemierzając różne epoki, dociera do teraźniejszości. Czytelnik ma więc okazję dowiedzieć się o zupełnych początkach danego wynalazku, potem o tym, jak rozwijał się on w czasie oraz jak wygląda i jakie ma zastosowanie obecnie. Okazuje się, że różne czynniki decydowały o tym, że coś odkryto, wynaleziono. Czasami był to zwykły przypadek, innym razem chęć zysku, często także ciekawość, dociekliwość, marzenia o poprawie życia ludzkości, czy po prostu potrzeba opracowania czegoś, co rozwiąże dany problem.

To niesamowite jak długa droga prowadziła do obecnego stanu wielu używanych przez nas przedmiotów. Ile osób pracowało nad danym wynalazkiem, a każdy dorzucał coś nowego, przeprowadzał kolejne modyfikacje, szukał nowych rozwiązań. Niektórzy zyskali dzięki temu sławę, inni byli szykanowani, niektórych nie doceniono, a o jeszcze innych całkowicie zapomniano. Dzięki tej książce, te postacie mogą odżyć na nowo, zyskać pośmiertne uznanie, bo ludzie często nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele im zawdzięczają. Poza tym może dzięki tej książce zaczniemy bardziej doceniać to, co mamy i szanować to? A może stanie się ona inspiracją do nowych odkryć?

Niesamowite jest także to, w jaki sposób oddziaływały na siebie poszczególne wynalazki i jakim były bodźcem do rozwijania danej dziedziny i do kolejnych odkryć! Czasami jedno niepozorne zdarzenie, jedna myśl, jedno spostrzeżenie tak bardzo zmienia świat. Interesujące jest również to, jaki wpływ na to wszystko ma tło historyczne, i na odwrót, bowiem wynalazki odkrywają często wielką rolę w kwestiach politycznych, społecznych itp.

"Małe wielkie odkrycia" to książka, z którą każdy powinien się zapoznać, zarówno nastolatek, jak i osoba dorosła. Myślę, że taka wędrówka w czasie spodoba się każdemu, tym bardziej, że lektura ta jest niezwykle ciekawa i szybko się ją czyta. To także źródło wiedzy z różnych dziedzin i odrobina tak ważnej historii.

wtorek, 29 grudnia 2015

"Dziesięć płytkich oddechów" K. A. Tucker

Okładka książki Dziesięć płytkich oddechówTYTUŁ: DZIESIĘĆ PŁYTKICH ODDECHÓW
SERIA: TEN TINY BREATHS #1
AUTOR: K. A. TUCKER
WYDAWNICTWO: FILIA
ROK WYDANIA: 2014
LICZBA STRON: 421
MOJA OCENA: 8/10


Moje spotkania z literaturą typu New Adult nie zawsze są udane, ale pomimo tego co jakiś czas sięgam po taką powieść. Wybrałam "Dziesięć płytkich oddechów", ponieważ zazwyczaj recenzenci oceniali ją bardzo wysoko. Poza tym tematyka Zespołu Stresu Pourazowego wydała mi się interesująca i poważna.

"Jak sobie poradzisz kiedy na Twoich oczach świat rozsypuje się na kawałki? Co zrobisz kiedy wszystko idzie źle? Kiedy ból rozsadza Twoją duszę? Po prostu oddychasz. Dziesięć płytkich oddechów…

Kilka lat temu życie dwudziestojednoletniej Kacey Cleary rozpadło się na kawałki. Wraz z młodszą siostrą Livie, z biletami autobusowymi w kieszeni, wyruszają do Miami.
Goniąc za marzeniami i uciekając przed koszmarem, dziewczyny trafiają do apartamentowca niedaleko plaży. Rozpoczynają nowe życie.
I wszystko przebiegałoby zgodnie z planem, gdyby Kacey nie spotkała Trenta Emersona z mieszkania 1D.
Zamknięta w sobie Kacey nie chce niczego czuć. Tak jest bezpieczniej. Dla wszystkich. Jednak w końcu ulega, otwiera serce i zaczyna wierzyć, że może pozostawić za sobą koszmarną przeszłość, by zacząć od nowa. Niestety okazuje się, że nie tylko Kacey kryje tajemnicę. Pozornie perfekcyjny mężczyzna ukrywa prawdę o wydarzeniach, których nie da się wybaczyć. Odkryta przeszłość Trenta sprawi, że Kacey powróci w przerażający mrok i samotność.
Piękna powieść o bliznach, o których nie można zapomnieć, o winie, której nie da się odkupić i o światełku w tunelu, które sprawia, że nawet najbardziej poraniony człowiek szuka w sobie siły, która pozwoli mu wykonać dziesięć płytkich oddechów…"
(lubimyczytac.pl)

Najpierw krótko napiszę, co mi się nie podobało, a potem przejdę już do plusów. Otóż na początku książka wydała mi się bardzo schematyczna i wręcz nudnawa. Nie działo się nic szczególnie interesującego. Poza tym wiele rzeczy przewidziałam już na samym początku lektury (na szczęście pewne wydarzenia mnie zaskoczyły!). Jednak chyba najbardziej irytujące było to, że czytelnik po prostu skazany jest na czytanie o tym, jak bardzo Kacey pożąda Trenta i jak próbuje go uwieść. Oczywiście autorka trochę wyjaśniła, dlaczego tak jest itp., ale nadal uważam, że było tego trochę za dużo.

Spodobało mi się natomiast to, że wreszcie znalazłam książkę, w której autorka bardzo skupiła się na psychice bohaterów. Nie ukrywa przed czytelnikiem ich przeżyć wewnętrznych, wyjaśnia motywy ich działań, dokładnie opisuje targające postaciami emocje. Przez to odnosi się wrażenie, że cała historia jest głębsza. Szczególnie zapadające w pamięć są sceny z kliniki. Wręcz nie rozumiem, jak w powieściach tego typu można ten aspekt ominąć. Jak wtedy uwierzyć bohaterom? Jak im współczuć? Na szczęście Tucker o tym nie zapomniała.

Jeśli chodzi o bohaterów to samej Kacey jakoś szczególnie nie polubiłam, ale jej historia mną wstrząsnęła i życzyłam jej jak najlepiej. Trent okazał się za to bardzo zaskakującą postacią i... skomplikowaną. Sympatyczną bohaterką wydała mi się Livie, podziwiam ją za ogromną miłość do siostry i troskę o nią, pomimo tak młodego wieku. Najbardziej chyba jednak polubiłam Storm, która też boryka się z przeszłością i różnymi problemami. Jej historia zainteresowała mnie jakoś szczególnie. Oprócz nich w powieści pojawia się wiele innych postaci, a każda coś wnosi do całości.

"Dziesięć płytkich oddechów" to bardzo emocjonalna i wstrząsająca powieść. Każe czytelnikowi zastanowić się, co zrobiłby na miejscu bohaterów. Odpowiedź nie jest bowiem oczywista... To historia o wielkiej tragedii i różnych sposobach na radzenie sobie z nią, przy czym większość z nich niestety nie prowadzi do niczego dobrego. To również piękna opowieść o trudnej miłości, przebaczeniu, które czasami jest naprawdę trudne i wydaje się wręcz niemożliwe, a także o wielkiej przyjaźni, trosce o drugą osobę, pomocy. Może być także swego rodzaju przestrogą. Przed czym? Tego dowiecie się podczas lektury.

niedziela, 27 grudnia 2015

"Z dala od zgiełku" Thomas Hardy

Okładka książki Z dala od zgiełku
TYTUŁ: Z DALA OD ZGIEŁKU
AUTOR: THOMAS HARDY
WYDAWNICTWO: NASZA KSIĘGARNIA
ROK WYDANIA: 2015 (1874)
LICZBA STRON: 480
MOJA OCENA: 7/10


"Znana brytyjska powieść o sile miłości i namiętności, na której podstawie powstał wzruszający film z Carey Mulligan i Tomem Sturridge’em.

Prowincja dziewiętnastowiecznej Anglii. Betsaba Everdene dziedziczy po wuju farmę. Postanawia sama zająć się gospodarstwem, nie czekając na księcia z bajki. Jej uroda oraz niezależność działają jednak na mężczyzn jak magnes. O względy dziewczyny zabiega trzech dżentelmenów, każdy o silnej osobowości. Jest wśród nich Gabriel Oak – poczciwy farmer, właściciel ziemski William Boldwood oraz Franciszek Troy – sierżant królewskich dragonów, kobieciarz i hulaka.

Nieoczywiste wybory, sercowe rozterki oraz pomyłki losu – życie niesie wiele niespodzianek, ale Betsaba zrobi wszystko, żeby się odnaleźć w świecie rządzonym przez mężczyzn"
(opis ze strony lubimyczytac.pl)

Film bardzo mi się spodobał, więc uznałam, że muszę przeczytać i książkę. Nie do końca spełniła ona moje oczekiwania, ale zacznę od plusów. Przede wszystkim w "Z dala od zgiełku" urzekł mnie klimat tej opowieści, który jest taki... swojski. Tutaj wszystko toczy się swoim własnym rytmem, czytając tę książkę można zapomnieć o pośpiechu, wielkich miastach, komercji itp. Naprawdę czuć, że jest się z dala od zgiełku. Poza tym zachwyciły mnie wspaniałe opisy krajobrazu, zjawisk. Burza była naprawdę rewelacyjnie opisana! Nie oznacza to jednak, że nie znalazłam paru zbędnych opisów, bowiem i takie się zdarzały, ale można przymknąć na to oko, będąc pod wrażeniem tych pozostałych.

Powieść nie jest nudna, a to sobie bardzo cenię. Uwielbiam dynamiczną akcję, jej niespodziewane zwroty, kłody rzucane bohaterom pod nogi itp. Oczywiście pewne wydarzenia można spokojnie przewidzieć, ale myślę, że każdego czytelnika chociaż coś zaskoczy. Szkoda tylko, że akcja kręci się właściwie jednie wokół miłosnych perypetii bohaterów. Myślę, że przydałyby się jeszcze jakieś inne wątki. Nie zniechęcajcie się jednak tym, bo książka nie jest przez to irytująca, ale po prostu czegoś jej brakuje.

Liczyłam na to, że w przeciwieństwie do filmu, w książce znajdę trochę więcej emocji. Skoro jest to historia głównie o miłości, te przydałyby się i to bardzo. Film za mało wniknął w wewnętrzne przeżycia bohaterów. W książce było niestety tylko trochę lepiej. Autor bardzo skupił się na postaci Gabriela, a także Williama, których zresztą polubiłam. Czytelnik ma okazję poznać ich uczucia, pobudki nimi kierujące itp. Te postacie naprawdę "udały się" Hardy'emu. Wbrew pozorom, mało za to dowiadujemy się o tym, co czuje Betsaba, bądź co bądź główna bohaterka. Nie była zbyt wiarygodna według mnie... Natomiast Troy już w ogóle jest wielką zagadką. To na tyle ciekawa postać, że autor mógł opisać jego myśli, emocje, sprzeczności itp., a tak to musiałam się tylko domyślać.

Niestety, nie polubiłam Betsaby, nie potrafiłam zrozumieć jej zachowań, często denerwowała mnie. Uważam, że postępuje nieracjonalnie, niekonsekwentnie, bezmyślnie. Jako farmerka rzeczywiście się sprawdza bo jest zdeterminowana, surowa, pracowita itp., ale w kwestii uczuć już tak dobrze nie jest. Poza tym jakoś jej nie wierzę w to, co mówi i robi. Jej naiwność i nagłe zmiany zdania strasznie mnie irytowały.

Pomimo wszystkich wad polecam wam tę powieść, tak dla relaksu i oderwania się od codzienności. "Z dala od zgiełku" to historia o życiowych wyborach, konsekwencjach swoich decyzji, błędach, a przede wszystkim oczywiście miłości. Jeśli lubicie taką tematykę, a niekoniecznie macie ochotę na kolejne New Adult, sięgnijcie po powieść Thomasa Hardy'ego.

sobota, 26 grudnia 2015

Wyzwanie Literackie Krajobrazy

O jakie książki chodzi?
Do wyzwania możecie zgłaszać książki, w których:
- bohaterowie podróżują i mają okazję zobaczyć wiele niesamowitych miejsc (pod względem krajobrazowym), np. moi ukochani "Zwiadowcy",
- akcja dzieje się w lasach, górach itp., czyli tam, gdzie przeważa natura, a ingerencja człowieka jest niewielka,
- zazwyczaj do tego tematu pasuje wiele baśniowych powieści,
- poezja.

Jeżeli macie jeszcze jakieś pomysły to oczywiście zgłaszajcie!

Kilka zasad:
- Warunkiem wystartowania wyzwania jest zgłoszenie się minimum 10 osób.
- Muszą to być książki przeczytane w 2016 r., ewentualnie zgadzam się na to, że jeśli ktoś dawno ją czytał, może teraz przeczytać drugi raz, ale warunkiem jest to, że wcześniej nie publikował na swoim blogu recenzji tej książki lub napisze recenzję jeszcze raz (inne spojrzenie na książkę itp.).
- Gdy przeczytacie książkę, napiszcie jej recenzję (nie musi być długa, każdy pisze inaczej), a link do recenzji zamieście w komentarzach pod specjalnym postem, który będzie publikowany na początku każdego miesiąca.
- Co miesiąc opublikuję jakieś podsumowanie, a na koniec roku osobie, która przeczyta takich książek najwięcej, wyślę książkową niespodziankę.
- Do wyzwania możecie dołączyć w każdej chwili w ciągu roku, zgłaszajcie się już teraz w komentarzach.
- Wyzwanie trwa od 1.01.2016 r. do 31.12.2016 r.
- Warunkiem wzięcia udziału w wyzwaniu jest umieszczenie informacji o wyzwaniu na swoim blogu oraz tego oto bannera i podlinkowanie go do tego posta:


Książki dla bloggerek od Wydawnictwa Wymownia!

Myślę, że może zainteresować Was akcja Wydawnictwa Wymownia:

"Jesteśmy wydawnictwem z pasją i chcielibyśmy podzielić się z Tobą nie tylko naszym zamiłowaniem do książek, ale również naszymi książkami. I to zupełnie za darmo. Jeśli zainteresuje Cię nasza inicjatywa, będziesz otrzymywać na swój adres mailowy ebooki i audiobooki zupełnie za darmo. Maile będziemy wysyłać regularnie, co pewien czas, byś mogła znaleźć dla siebie coś wśród literatury, którą Ci zaproponujemy. Książki pochodzić będą z naszego wydawnictwa oraz z pozycji literackich dostępnych w domenie publicznej"

Szczegóły tutaj: http://wymownia.pl/darmowe-ebooki-dla-blogerek/

Czytelnicy