wtorek, 25 września 2012

"Scarlett"

  Kiedy skończyłam czytać "Przeminęło z wiatrem" autorstwa Margaret Mitchell, czułam pewien niedosyt, smutek, żal, ale i ogromną ciekawość, bowiem zakończenie tej powieści, aż się prosi o kontynuację. Niestety, autorka zginęła w wypadku, pozostawiając jednak notatki odnośnie dalszych losów Scarlett i Retta. Po długich staraniach o prawa autorskie Alexandra Ripley podjęła się nie lada wyzwania, napisała kontynuację "Przeminęło z wiatrem", zatytułowaną "Scarlett". Czy udało jej się?
  Po książkę sięgałam z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę czytać, z drugiej zaś nieco się obawiałam, gdyż "Scarlett" zyskała wiele nieprzychylnych opinii w internecie. Czy są one słuszne? Moim zdaniem nie...
  Powieść rozpoczyna się dość przygnębiająco, pogrzebem Melanii, jedynej przyjaciółki Scarlett, którą główna bohaterka doceniła dopiero w chwili jej śmierci. Jednocześnie Scarlett rozpoczyna walkę o odzyskanie swojego męża, Retta, który odszedł twierdząc, że po tych wszystkich nieszczęściach i upokorzeniach, jego uczucie do niej wygasło. I tu pojawia się ważne pytanie: czy prawdziwa miłość może się skończyć, "przeminąć z wiatrem"?
  Alexandra Ripley zgodnie z powieścią Mitchell przedstawia postać Scarlett. Kobieta posiada te same cechy, co dawniej: upór, pomysłowość, siłę. Bardzo podoba mi się to, że nigdy się nie poddaje, wytrwale dąży do celu i walczy o miłość. Próbuje pokonać wszelkie przeciwności i wygrać z losem. "Nie wolno dopuścić, by los nami pomiatał, trzeba iść ciągle do przodu." - t.II str.471. Jednocześnie bardzo się zmienia. Nareszcie zauważa swoje błędy i chce je naprawić. Między innymi właśnie o tym jest ta książka. Myślę, że postawa Scarlett może również czytelnikom dodać sił i chęci do zmiany swojego życia. "Jeśli całą drogę idziesz w dół, w końcu dosięgniesz dna, a wtedy to już tylko pod górę. Jeśli sfuszerowałam życie, teraz trzeba posprzątać brudy i naprawić fuszerkę. Nie będę leżała w gnoju. Nie będę żyła w zakłamaniu." - t.I str.20.
  A Rett? Wydaje mi się, że ta postać może wzbudzić nieco więcej kontrowersji. Mężczyzna wyjeżdża do Charlestonu, wraca do rodziny, próbuje także zapomnieć o przeszłości ze Scarlett i ułożyć sobie życie na nowo. Z pewnością ta wizja jego dalszych losów jest dość realna i prawdopodobna. Jednak kiedy przeczytałam "Przeminęło z wiatrem", miałam o tym nieco inne wyobrażenie. Odniosłam wrażenie, że bohater zwyczajnie się stoczy, a przynajmniej będzie na drodze do tego. On jednak radzi sobie dosyć nieźle, nie licząc tego, że również popełnia masę błędów. Żegna Scarlett słowami: " Jesteś trucizną mojej krwi, chorobą mej duszy (...) lecz skoro już udało mi się przed tym uciec, nie będę ryzykował po raz drugi. Nie chcę się zniszczyć dla ciebie." t.I str.307.
  "Scarlett" to nie jest banalna opowieść o miłości. To książka o ludzkich problemach, cierpieniach i nieszczęściu. Małżeństwo Scarlett i Retta nie było udane. Ona kochała innego mężczyznę, upokarzała go, on zaczął szukać szczęścia u boku kochanki. Ranili siebie nawzajem, tragicznie zmarło ich dziecko. Nie byli w stanie wspierać się w trudnych chwilach, doprowadzali siebie do samozagłady. Czy po takich przejściach mogą jeszcze być razem? Mówi się przecież, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, jednak skoro zrozumieli swe błędy i nareszcie oboje czują to samo, czy nie mogą zacząć od nowa? Cierpienia potrafią przecież wzmacniać. "Rett... och, tutaj popełniła tyle błędów, że trudno zliczyć. Poślubiła go, kiedy go nie kochała, a potem nawet nie zadała sobie trudu, aby uczynić go szczęśliwym, co więcej - nic ją nie obchodziło to, że był nieszczęśliwy... dopóki nie było za późno." t.II str.190.
  Wielu czytelników narzeka, że nastrój powieści jest bardzo ponury, przygnębiający, szary. Cóż, zwolenników komedii i lekkich książek odesłałabym pod inny adres. "Scarlett" to poważna historia, poruszająca poważne, ale bliskie ludziom tematy. Przygnębiająca? Przecież to historia o kobiecie, która straciła wszystko: rodziców, dziecko, jedyną przyjaciółkę, a także ukochanego mężczyznę. Jak więc ma się czuć?! Poza tym bez przesady, nie jest to tylko książka, która wywołuje smutek, łzy, przygnębienie. Przecież Scarlett podnosi się z każdego upadku i nie wpada w depresję. Jej pomysły, jak odzyskać męża zaskakują, a nawet bawią czytelników. Mamy też ciekawą Irlandię, do której wyruszyła Scarlett na poszukiwanie swoich korzeni i rodziny. Ponadto jak zwykle, interesy i inwestycje głównej bohaterki oraz elementy historyczne, których co prawda jest mniej niż w powieści Mitchell.
  Uważam, że autorka wywiązała się ze swojego zadania. Widać, że bardzo się starała, pisała realnie i wiarygodnie. Owszem, miałam nieco inną wizję takiej kontynuacji, ale to moje osobiste wyobrażenie. Wiadomo, że "Scarlett" napisana jest nieco innym stylem niż pierwsza część, ale nic dziwnego - każdy autor posługuje się innym stylem! Są pewne niedociągnięcia, elementy, które można byłoby zmienić, ale mimo tego to naprawdę dobra książka. Skłania do refleksji, płaczu i zastanowienia się nad własnym życiem. Każdy kto pokochał "Przeminęło z wiatrem" powinien po nią sięgnąć. Uprzedzam - najlepiej czytać ją, kiedy ma się dobry humor.

środa, 12 września 2012

"Okup za Eraka" - Droga przez pustynię



  Tym razem John Flanagan w kolejnej, siódmej już księdze „Zwiadowców” pt.: „Okup za Eraka” powraca do czasów, gdy Will był jeszcze uczniem Halta. Uważam, że jest to świetny pomysł i bardzo spodobała mi się historia z dawnych lat. Z pewnością uzupełnia ona serię, gdyż między czwartą a piątą częścią jest duża różnica czasu aralueńskiego. Jeśli ktoś nie sięgnął jeszcze po piątą księgę, warto najpierw przeczytać tę.
  Oberjarl Erak wyrusza na swoją ostatnią łupieżczą wyprawę. Plan wydaje się sprytny i przebiegły, ale w Arydii na Skandian czeka przykra niespodzianka: Erak zostaje porwany. Aralueńczycy ruszają na pomoc przyjacielowi, okazuje się jednak, że zarówno ober jarlowi, jak i im grozi poważne niebezpieczeństwo. Na pustynni grasują bowiem przerażający JEŹDŹCY BEZ TWARZY.
  „Okup za Eraka” jest znacznie grubszą częścią niż poprzednie. Na czytelników czeka kolejny kraj o odmiennej kulturze i problemach politycznych. Razem z bohaterami przemierzycie niebezpieczną pustynię i będzie walczyć z licznymi przeciwnościami. Pojawi się naprawdę dużo tajemnic i zagadek do rozwikłania. Nie zabraknie również zupełnie niespodziewanych i zaskakujących wydarzeń. Zapewniam, że nie będziecie się nudzić.
  Ku mojej ogromnej radości autor przypomniał sobie o Evanlyn i w tej książce jest ona jedną z głównych postaci. Dziewczyna po raz kolejny wykazuje się ogromną odwagą i determinacją. Udowadnia, że księżniczka potrafi sobie radzić w trudnych i groźnych sytuacjach i nie jest tylko kapryśną panienką. Wielbiciele Alyss również nie będą rozczarowani, aczkolwiek osobiście nie lubię tej dziewczyny. Denerwuje mnie jej przesadna zazdrość oraz złośliwość wobec Evanlyn, która ma przecież prawo przyjaźnić się z Willem!
  W „Okupie za Eraka” z wieloma problemami boryka się Will. Kończy się czas jego nauki i już niebawem stanie się pełnoprawnym zwiadowcą. Oznacza to wielką odpowiedzialność i samodzielność. Chłopak dotychczas mógł liczyć na rady i pomoc Halta, ale kiedy obejmie własne lenno, będzie musiał radzić sobie sam. Cóż, dorosłe życie to nie tylko przywileje, ale także wiele obowiązków i konieczność podejmowania samodzielnie trudnych decyzji. Wielkim ciosem jest dla niego zaginięcie Wyrwija. Chłopak samotnie wyrusza na poszukiwania swojego wierzchowca. Podróż nie jest łatwa, a co najgorsze – pełna pułapek. Jeden błąd może okazać się śmiertelny.
  „Okup za Eraka” to powieść podkreślająca znaczenie przyjaźni w naszym życiu. Podobało mi się, jak Will, Horace, Evanlyn i reszta ruszyli na pomoc Erakowi, wiele ryzykując. Niestety, ich życie wisi na włosku, a jedyna nadzieja w Willu. Czy chłopak zdąży na czas, by uratować przyjaciół? Czy udowodni, że jest godzien tytułu zwiadowcy? Musicie przeczytać.

sobota, 8 września 2012

"Pierścień i róża" - klucz do szczęścia

  Akcja toczy się w dwóch fikcyjnych państwach Paflagonii i Krymtatarii. W obu tych krająch rządzą uzurpatorzy. W pierwszym Walorozo, który zagarnął tron prawowitego następcy tronu Lulejki, a w drugim Padella, który pokonał króla Kalafiore, rządzi na jego miejscu przekonany o śmierci jego córki – prawowitej następczyni tronu. Książę Lulejko żyje beztrosko nie przejmując się brakiem korony. Jest zaręczony z piękną królewną Angeliką, córką Walorozo, o której rękę stara się także przystojny syn Padelli książę Bulbo. Nie zdaje sobie sprawę, że Angelika zawdzięcza swoją urodę magicznemu pierścieniowi, a podobnie jak Bulbo magicznej róży. (Wikipedia)

  „Pierścień i róża” to baśniowa opowieść autorstwa Williama Thackeraya. Została napisana z przymrużeniem oka, dzięki czemu bawi zarówno młodszych, jak i starszych czytelników. Jest pozbawiona nudnych i długich opisów, a akcja toczy się bardzo dynamicznie. Idealna powieść dla miłośników intryg, których w tej książce nie brakuje. Mamy też rozkapryszoną księżniczkę, śliczną służącą, Czarną Wróżkę, hrabinę Gburię-Furię i wiele innych interesujących postaci. Książkę wzbogacają karykatury, które są dziełem samego autora.
  Pomimo tego, iż jest to lekka i zabawna baśń, może czytelników czegoś nauczyć. Angelika i Bulba są piękni i lubiani, dzięki magicznym przedmiotom. Jednak czy mogą one zapewnić im szczęście? Z pewnością mają jednego mocnego przeciwnika, z którym trudno wygrać. Prawdziwą miłość. Kim okażą się królewskie dzieci, kiedy nie będą mieli ich przy sobie? Powieść ta mówi nam, że kłamstwo ma krótkie nogi, a prawda prędzej, czy później wyjdzie na jaw. Czasem trzeba wiele wycierpieć, aby później zyskać i docenić szczęście.
  „Odrobina niedoli, którą wam w darze ofiarowałam, wyszła wam obojgu na dobre. Gdyby Lulejka nie zaznał był trochę biedy, byłby zapewne do dziś dnia nie umiał pisać ani czytać. Byłby zgnuśniał do reszty w próżniaczym życiu, jakie wiódł na królewskim dworze, i nie byłby nigdy dobrym, rozumnym królem. I ty, Różyczko, byłabyś uwierzyła pochlebstwom dworaków i nie umiałabyś ocenić uczucia Lulejki, jak nie oceniła go Angelika, której się wydawało, że Lulejka jest niegodzien jej ręki.” (str.122)
  Myślę, że każdy, kto lubi baśnie, powinien sięgnąć po tę powieść. Dostarczy ona wam wiele śmiechu i wzruszeń. Pozwoli ocenić jak cenne są prawdziwe uczucia i uświadomi, że uroda i bogactwo to nie wszystko.

niedziela, 2 września 2012

Przyjaciele wrogami, wrogowie przyjaciółmi w "Lodowej Pustyni"

WITAJCIE! JAKIŚ CZAS TEMU WYSŁAŁAM DO GAZETY VICTOR GIMNAZJALISTA SWOJĄ RECENZJĘ "LODOWEJ PUSTYNI". KU MOJEJ WIELKIEJ RADOŚCI, ZOSTAŁA OPUBLIKOWANA. TERAZ DODAJĘ JĄ NA BLOGA :)

Chłodny powiew wiatru, niespokojne morze, rozległe lasy iglaste, bezkresny śnieg i... miłość - to wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w powieści "'Lodowa Pustynia" (autorka Maite Carranza). Teoretycznie jest to druga część serii "Wojna Czarownic". Osobiście nie czytałam pierwszego tomu i na razie na to się nie zanosi, ale ten pochłonął mnie całkowicie. Trylogia opowiada o Anaid, młodej dziewczynie - czarownicy. Niestety, jej losy nie wydały mi się aż tak ciekawe. Jednak "Lodowa Pustynia" jest zupełnie inna i naprawdę warta przeczytania.
  W "Lodowej Pustyni" główną bohaterką jest Selene, matka Anaid. W książce została opisana historia z jej młodości. Pewnego dnia Selene zakochała się na zabój w tajemniczym i pięknym Gunnarze (flirciarzu i łamaczu serc z Północy). On pokochał ją równie mocno. Dziewczyna oskarżona o morderstwo oraz będąc w ciągłym konflikcie z matką, ucieka przed swym rzekomym przeznaczeniem, wraz z ukochanym, do jego ojczyzny, pięknej Skandynawii.
  Książka spodobała mi się, ponieważ opowiada o przepięknej miłości, która musi pokonać wiele przeszkód. Uczucie bohaterów jest tak silne, że czytelnik czuje tę miłość ukrytą na kartach powieści. A nie każdy pisarz potrafi to sprawić. Właściwie na końcu nie ma happy end'u, ale to właśnie dodaje jej uroku! Przecież nie każda
historia musi zakończyć się słowami "i żyli długo i szczęśliwie". Poza tym, czasem przyjemnie jest wylać litry łez.
  Często bywa tak, że rozległe opisy powodują, iż czytelnik się nudzi. Nie w tym przypadku! Akcja powieści rozgrywa się w Skandynawii oraz na Grenlandii. Opisy tych pięknych krajobrazów są niezwykle urokliwe. Czułam się tak, jakbym była tam razem z bohaterami. W mojej wyobraźni pojawiły się te niesamowite wybrzeża i cały czar Północy. Czytając "Lodową Pustynię" naprawdę można zakochać się w tamtych regionach.
  Zaletą "Lodowej Pustyni" jest jej nieprzewidywalność. Często domyślamy się, co wydarzy się w jakiejś książce za kilka stron. Nie tym razem! Ta powieść pełna jest nieoczekiwanych zwrotów akcji, tajemnic, grozy. Tu nie ma nic pewnego. Przyjaciele okazują się wrogami, a wrogowie przyjaciółmi. Również sam Gunnar nie jest wcale księciem z bajki. Selene dowie się o nim najgorszych rzeczy. Jednak może nic nie jest zupełnie oczywiste? Może prawdziwa miłość mimo wszystko jest silniejsza?
  Powieść przedstawia nam także trudne relacje dzieci i rodziców. Czego oczekuje po Gunnarze jego zła matka? Jaki sekret skrywa Demeter, matka Selene? Z pewnością to historia o trudnej miłości między dziećmi a rodzicami. Historia o przeszłości, która zawsze do nas wraca i tak trudno się od niej uwolnić...
  "Lodowej Pustyni" nie potrafiłam ani na chwilę odłożyć. Zatonęłam w tej książce, a Was czeka to samo. Gorąco polecam ją każdemu, kto wątpi w miłość. Ona istnieje, nawet jeśli zakochani nie mogą być razem...

JEŚLI CHCECIE DOWIEDZIEĆ SIĘ JAK OSTATECZNIE ZAKOŃCZY SIĘ HISTORIA SELENE I GUNNARA SIĘGNIJCIE PO TRZECIĄ CZĘŚĆ TEJ SERII "PRZEKLEŃSTWO ODI"!

sobota, 1 września 2012

W świecie baśni - "Zaklęta"



   Będąc wielką miłośniczką baśni, z przyjemnością i ciekawością sięgnęłam po powieść „Zaklęta”. Jest to druga wydana powieść młodziutkiej Polki – Michaliny Olszańskiej, nazywanej „Szeherezadą młodej literatury”. Czy autorka zasługuje na takie miano? Myślę, że tak, ale jej książka wzbudziła we mnie mieszane uczucia.
   Roszpunka wychowywana jest przez starą zielarkę w lesie. Jej domem jest także wieża, w której zamyka ją Baba. Kobieta za wszelką cenę stara się odizolować dziewczynę od ludzi i „zepsutego świata”, o którym Roszpunka w ogóle nie ma pojęcia. Problemy zaczynają się, gdy wbrew staruszce, dziewczyna zaczyna go odkrywać i dowiaduje się, czym jest miłość. Jednak czy ma jakiekolwiek szanse na to, by żyć inaczej niż dotychczas?
   „Zaklęta” to nic innego jak znana baśń braci Grimm pt.: „Roszpunka” w interpretacji Michaliny Olszańskiej. Autorka miała bardzo dobry pomysł, gdyż baśń ta w oryginale jest krotka, ale fascynująca i aż się prosi o stworzenie z niej powieści. W pierwszej połowie „Zaklęta” wydaje się wierna oryginałowi, później jednak pojawia się zupełnie inny motyw, pasujący do całości i jak najbardziej udany. Co nie spodobało mi się? Zakończenie. Wiadomo, że pisząc swoją wersję baśni mamy prawo, a wręcz musimy spojrzeć na nią innym okiem, swoim okiem. Myślę, że każdy zupełnie inaczej niż pozostali ludzie odbiera, interpretuje i wyobraża sobie pewne zdarzenia, bohaterów, przenośnie. Jednak wydaje mi się, że istnieje pewna granica, która dzieli autora od przesady. Mam wrażenie, że Michalina Olszańska cały morał baśni odwróciła do góry nogami. „Roszpunka” mówi nam, że człowiek nie może unikać towarzystwa innych ludzi, nie da się tak zupełnie od nich odizolować, bo to wbrew naszej naturze. A w „Zaklętej” zostało to obalone, co akurat mojej aprobaty nie zyskało.
   Autorka jak na osiemnastolatkę posługuje się zaskakująco dobrym stylem. Potrafi wprowadzić czytelników w magiczny, pełen marzeń nastrój. Opisy są barwne, pozwalające mocno przeżywać całą historię i wyobrazić sobie wszystko, co wydarzyło się w książce. Z pewnością jest ona pełna czaru, tajemnic i baśniowości. Nieadekwatna do całości jest tylko okładka. Akcja „Zaklętej” rozgrywa się w średniowieczu, a dziewczyna z okładki ma na sobie współczesną, letnią sukienkę. Możliwe, że miał to być swego rodzaju paradoks, jednak do mnie nie przemówił i moim zdaniem odbiera książce jej urok.
   Historia Roszpunki opisana przez Olszańską zawiera elementy psychologiczne, refleksyjne. Porusza temat odizolowania, samotności i potrzeby miłości. Uświadamia nam, jak ważne w życiu człowieka jest wychowanie. Ma ono ogromny wpływ na naszą przyszłość. Osobiście uważam, że towarzystwo zwierząt i roślin nie wystarczy istocie ludzkiej, jednak „Zaklęta” ma dla czytelników zupełnie inne wnioski. Autorka ukazała świat jako zły i zepsuty, czy jednak on naprawdę cały taki jest? Czy nie ma ani krzty czegoś dobrego, pozytywnego? Wiadomo, nie ma rzeczy idealnych, ale nie można wszystkich ludzi wrzucić do jednego worka…
   Kolejne pytanie – czy możemy znaleźć szczęście daleko od swojego domu? Roszpunka porzuciła las, ale czy w innym świecie odnalazła to, czego szukała? „Wyrusza więc człowiek, idzie naprzód i naprzód, szukając tego, czego nie mógł dojrzeć. Przemierza światy, krzyżuje swój los z losami innych wędrowców (…) Ale prędzej czy później, zataczając koło życia, w które go pchnięto, wraca tam, skąd wyruszył. I wtedy dostrzega to dawne porzucone i tak usilnie poszukiwane spełnienie, szczęście, czekające na niego wiernie przy palenisku (…) Szczęście nie jest „gdzieś tam”, ono jest „tu”, zawsze „tu”.” (str. 456 i 457). Myślę, że nie każdy zgodzi się z tymi słowami, ja też mam pewne zastrzeżenia co do nich, ale stwierdzenie jest ciekawe, idealne do rozważań.
   Oczywiście „Zaklęta” to także opowieść o miłości. Miłości od pierwszego wejrzenia, namiętnej, ale … nie mającej zbyt dużych szans na przetrwanie. I nie chodzi tu wcale tylko o sprzeciw ze strony opiekunki dziewczyny. Zakochani są z dwóch różnych światów, zupełnie inaczej postrzegają tak wiele spraw. Jednak wydaje mi się, że prawdziwa miłość jest w stanie przetrwać wszystko. Jeśli kogoś kochamy, nie zostawimy go od tak, tylko dlatego, że nie jest taki jak my. Czy miłość Roderyka i Roszpunki okaże się prawdziwa?
   „Zaklęta” to powieść przewrotna i oryginalna. Myślę, że każdy wielbiciel literatury, a tym bardziej baśni, powinien po nią sięgnąć. Osobiście nie żałuję, że ją przeczytałam, ale z pewnością już do niej nie powrócę. Uważam, że podważa wiarę w ludzi i uczucia. Co nie znaczy, że każdy będzie miał takie zdanie jak ja. Ta książka jednych zachwyci, drugich rozczaruje, może nawet zdenerwuje. Ma dużo zalet, ale i tyle samo wad. Można odebrać ją na wiele sposobów. Wydaje mi się, że chodzi w niej o coś jeszcze… Otóż w pewnym momencie człowiek odłączył się od natury, poszedł swoją drogą, w zupełnie innym kierunku. Powstały różnice niemożliwe do zlikwidowania. „I choć te dwa światy, świat ludzi i ten drugi, nigdy się nie połączą, jest coś, co zawsze będzie między nimi wspólne: baśń”(str. 470).

Czytelnicy