środa, 16 sierpnia 2017

"Piękne Istoty" - Kami Garcia, Margaret Stohl

TYTUŁ: PIĘKNE ISTOTY
SERIA: KRONIKI OBDARZONYCH #1
AUTOR: KAMI GARCIA, MARGARET STOHL
TŁUMACZ: IRENA CHODOROWSKA
WYDAWNICTWO: ŁYŃSKI KAMIEŃ
LICZBA STRON: 536
ROK WYDANIA: 2010
MOJA OCENA: 10/10

Czy macie czasami dość swojej miejscowości? Wydaje się ona taka spokojna, nudna, nic ciekawego się nie dzieje, rutyna. Takie zdanie ma o Gatlin Ethan Wate, bohater powieści „Piękne Istoty” autorstwa Kamii Garcii i Margaret Stohl. Dopiero po długim czasie przekonuje się, jak bardzo się mylił. Od miesięcy śni mu się dziewczyna, której nigdy nie spotkał. Pewnego dnia widzi ją na szkolnym korytarzu i nie może przestać o niej myśleć. Nie wiadomo skąd przybywa, ale jest inna niż pozostałe dziewczyny. To siostrzenica tajemniczego Macona Ravenwooda, na dodatek skrywa klątwę ciążącą na jej rodzinie. Jeden sekret niesie ze sobą kolejne zagadki, a małe miasteczko już nigdy nie będzie takie jak kiedyś...

Przygodę z „Pięknymi Istotami” zaczęłam już kiedyś od drugiej części, ale bez znajomości pierwszej ciężko było się połapać w tym wszystkim. Później postanowiłam zacząć przygodę od nowa, od pierwszego tomu. To paranormal romance, ale nie taki jak reszta. Różni się przede wszystkim tym, iż ma bogatą, niebanalną fabułę, różnorodne postacie i niepowtarzalny, magiczny klimat. Naprawdę ciekawa powieść, której nie chce się odkładać na półkę. Potrafi zainteresować czytelnika, oczarować go. Gdyby wszystkie paranormal takie były, uwielbiałabym je. „Dajcie to fanom Zmierzchu” – głosi napis na okładce. Przecież „Piękne Istoty” są nieskończenie więcej razy lepsze, to zupełnie inna liga! Właśnie one zasługują na miano światowego bestsellera.

Książka wyjątkowa, ma w sobie „to coś”. Akcja w ogóle się nie dłuży, wszystkie tajemnice zostają odkrywane powoli, przez cały czas, a nie tylko na końcu. Przerażające bagna, stare cmentarzyska, budzący grozę dwór Ravenwoodów potęgują mroczny, gotycki nastrój. Opisy są bardzo ciekawe, styl autorek idealny jak na powieść dla młodzieży. Nie potrafię znaleźć jakichś wyraźnych minusów, znaczących wad. Nie mogę też powiedzieć, że czegoś mi w niej brakowało, gdyż uważam, że w tej powieści wszystko jest wyważone, brak przesady w jakąkolwiek stronę. Zaletą i nowością jest również to, iż narratorem jest chłopak, Ethan. Podobało mi się nawiązanie do wojny secesyjnej i wizje z przeszłości, która ma ogromny wpływ na teraźniejszość. Książka wiele na tym zyskała, powstała jakaś niepewność, kolejna mroczna zagadka.

Bardzo współczuję Lenie, dziewczyna ma naprawdę ciężkie życie. Przeprowadzki, nieakceptacja ze strony rówieśników, kpiny. Nastolatka nie jest w stanie w pełni kontrolować swoich mocy, szczególnie w chwilach złości, żalu, rozpaczy. Obawia się, że jej życiem rządzi przeznaczenie, a ona nie ma w tej kwestii żadnych wpływów. Wie, że nigdy nie będzie mogła być tak do końca szczęśliwa. Postać Macona niezmiernie intryguje – samotnik, odizolowany od świata, z pozoru obce mu uczucia. A może po prostu był zmuszony zrezygnować z nich? Warto także zwrócić uwagę na Ridley, straszną manipulantkę i okrutną Istotę Ciemności. Jednak nie można o niej powiedzieć tylko, że jest zła. To o wiele bardziej skomplikowana postać. Czytelnicy poznają też Linka, wzór dobrego przyjaciela, troskliwą, przesądną ale niepozbawioną tajemnic Ammę oraz przewrażliwioną, zbyt ostrożną i surową panią Lincoln. Na nudę narzekać nie można.

Książka mówi o tym, że każdy wybór ma swoje konsekwencje, plusy i minusy. Porusza także wiele trudnych tematów, takich jak odrzucenie, samotność. Bohaterowie nie potrafią poradzić sobie sami z niektórymi problemami. Lena wychowuje się bez rodziców: ojciec nie żyje, a matka jej nie kocha i potrzebuje tylko do odwiecznej walki. Ethanowi zmarła ukochana mama, zaś tata od tego czasu zamknął się w pokoju, twierdząc, że pisze. Ma on bardzo poważne kłopoty z psychiką. Czytelnicy dowiedzą się też, że ukrywanie pewnych tajemnic, aby kogoś chronić, może okazać się bardzo złym pomysłem, fatalnym w skutkach. Uświadamia nam także, jak ważna jest w naszym życiu obecność drugiej osoby, przyjaźń, miłość. Bez wsparcia jesteśmy słabi, nie widzimy sensu życia.


„Piękne Istoty” polecam właściwie wszystkim, nawet tym, którzy nie lubią książek tego typu. Warto także wiedzieć, że powieść została zekranizowana. Film również mi się podobał, aczkolwiek różni się od pierwowzoru. Wiele scen nie zostało w nim zawartych, reżyser dużo pozmieniał, ale nie mogę powiedzieć, żeby efekt był zły. Szkoda tylko, że wydawnictwo nie wydało ostatniej, czwartej części serii, na szczęście pozycja jest dostępna w języku angielskim i z pewnością ją przeczytam. Po polsku wydano za to książki o niektórych bohaterach z tej serii.

piątek, 11 sierpnia 2017

"Ross Poldark" - Winston Graham

TYTUŁ: ROSS POLDARK
SERIA: DZIEDZICTWO RODU POLDARKÓW #1
AUTOR: WINSTON GRAHAM
TŁUMACZ: TOMASZ WYŻYŃSKI
WYDAWNICTWO: CZARNA OWCA
ROK WYDANIA: 2016
LICZBA STRON: 463
MOJA OCENA: 6/10

Winston Graham jest autorem wielu powieści z tłem historycznym, ale w Polsce jego twórczość zaczęła się ukazywać dopiero od zeszłego roku. Najsłynniejszym jego dziełem jest cykl "Dziedzictwo rodu Poldarków" i to właśnie on jest aktualnie wydawany w Polsce. Na jego podstawie powstał zresztą serial BBC "Poldark - Wichry losu". Pierwszą część serii, zatytułowaną "Ross Poldark" miałam właśnie okazję przeczytać. Czy rzeczywiście okazała się ona wielowątkową epicką opowieścią?

Kornwalia, rok 1783, Ross Poldark po krwawej wojnie w Ameryce powraca do Wielkiej Brytanii. Swoich bliskich widział bardzo dawno temu. Niestety, spotkanie nie jest tak szczęśliwe, jak mogłoby się wydawać. Ojciec mężczyzny nie żyje, majątek popadł w ruinę, a na domiar złego kuzyn planuje ślub z jego ukochaną. Ross musi jednak szybko wziąć się w garść i ciężko pracować, aby ocalić rodzinny majątek. Cały czas nie potrafi niestety zapomnieć o Elisabeth. Któregoś dnia spotyka na jarmarku ubogą dziewczynę, która doświadcza w domu przemocy i wielu okrucieństw. Ross postanawia zabrać ją do siebie. Czy zmieni to jego życie?

Książkę czytało się bardzo szybko, aczkolwiek zdarzały się momenty, które nieco mnie nudziły. Jednak pomimo wszystko historia zainteresowała mnie i cały czas byłam ciekawa, co dalej się wydarzy. Istotne jest również to, że właściwie w ogóle nie czuć, iż powieść została napisana kilkadziesiąt lat temu. Czytelnika nie dręczy bowiem trudny język, przestarzałe zwroty itp. Może momentami opisy są przydługawe, ale akcja cały czas gna, a wszystko okraszone jest naprawdę dobrymi dialogami.

Niestety, powieść trochę zawiodła moje oczekiwania. Spodziewałam się większej ilości wątków, intryg itp., a tymczasem wszystko jest jakieś takie okrojone. Możliwe, że w kolejnych częściach fabuła stanie się bardziej rozbudowana, ale szczerze mówiąc, z tego, co wiem o następnych tomach, wydarzenia zaczynają przypominać te rodem z "Mody na sukces", a też nie o to przecież chodzi. Brakowało mi też jakichś głębszych emocji, budowania napięcia, nagłych zwrotów akcji, nieprzewidywalności.  Relacje między bohaterami mogłyby być również lepiej przedstawione, czasami brakowało mi tam iskry. Jestem ciekawa, czy serial wypada lepiej.

Jeśli chodzi o bohaterów to bardzo polubiłam Demelzę. Była ciekawą postacią, nietuzinkową, niby wieśniaczka, ale inteligentna. Ross za to wydał mi się trochę nijaki. Właściwie niewiele o nim wiadomo. Niby kochał Elisabeth i zabolał go jej ślub, ale w te jego uczucia trochę ciężko uwierzyć. Polubiłam za to Jinny, która chciała przeciwstawić się rodzinie, a poza tym była bardzo sympatyczna. Pozostali jakoś nie wzbudzili we mnie większych emocji. Możliwe, że w kolejnych częściach i ta kwestia wypada lepiej.

O czym jest ta powieść? Przede wszystkim o determinacji, dążeniu do celu, rodzinnych więzach, miłości, zranionych uczuciach. Uświadamia nam, że czasami przypadek może zadecydować o całym naszym dalszym życiu. Mówi również o tym, że niekiedy szczęście jest tuż obok nas i nie zawsze to, czego pragniemy, jest dla nas dobre. Jeśli zatem lubicie tego typu opowieści, osadzone w dawnych czasach, jest szansa, że książka spodoba się wam. Osobiście sama nie wiem, czy sięgnę po dalsze części. Trochę się ich boję. Może za to skuszę się na serial.

wtorek, 8 sierpnia 2017

"Kwitnący krzew tamaryszku" Wanda Majer-Pietraszak

TYTUŁ: KWITNĄCY KRZEW TAMARYSZKU
AUTOR: WANDA MAJER-PIETRASZAK
WYDAWNICTWO: MUZA
ROK WYDANIA: 2015
LICZBA STRON: 560
MOJA OCENA: 5/10

Przyjaźń jest bardzo ważna w życiu każdego człowieka. Czasami mówi się nawet, że może być silniejsza i trwalsza niż miłość. Niestety, wcale nie tak łatwo znaleźć przyjaciół, którzy rzeczywiście będą z nami na dobre i złe, którzy będą darzyli nas uczuciem pozbawionym egoizmu, zazdrości itd. Takie szczęście spotkało jednak bohaterki powieści autorstwa Wandy Majer-Pietraszak, pt.: "Kwitnący krzew tamaryszku".

Myszka, Basia, Iwona i Jaśka przyjaźnią się od czasów szkolnych. Zbliża się właśnie zjazd absolwentów, a więc okazja do spotkania, powspominania, oderwania się od codzienności. Przez lata w życiu tych kobiet wiele się zmieniło. Pozostała jednak łącząca je przyjaźń. Basia, pielęgniarka, wyszła z alkoholizmu, ale po śmierci męża jej cała uwaga skupiona jest na roli "młodocianej babci". Jaśka, architekt, spełnia się zawodowo za granicą. Iwona, aktorka, nie potrafi znaleźć mężczyzny, który byłby kimś więcej niż przelotnym kochankiem. Myszka, malarka, musiała porzucić swoją pasję z powodu męża, który zresztą nagle oznajmia jej, że odchodzi. Kobieta postanawia przenieść się do małej miejscowości i tam ułożyć sobie życie. Czy ona oraz jej przyjaciółki odnajdą szczęście?

Niestety, mam mieszane uczucia co do tej książki. Oczekiwałam ciepłej, urokliwej opowieści o sile przyjaźni, podnoszeniu się po przykrych doświadczeniach, a tymczasem otrzymałam bardzo niedopracowaną jeszcze powieść. Przede wszystkim książkę momentami ciężko się czytało. Autorka za bardzo rozwlekała niektóre sytuacje, pojawiło się dużo niepotrzebnych scen i czasem zwyczajnie się nudziłam. Na szczęście później wreszcie coś ruszyło, zaczęło się dziać, akcja się rozwinęła i nie odczuwałam już znudzenia. Irytowały mnie jednak nadal zbyt długie opisy. Miałam wrażenie, że autorka nie potrafiła zachować w tej kwestii umiaru. Styl, jakim została napisana ta powieść, również nie zachwycił mnie jakoś szczególnie, brakowało mu lekkości. Trudno mi było także połapać się w tych nagłych przeskokach czasu, niekiedy o kilka albo i więcej lat, właściwie nawet nie wiadomo o ile.

Kolejnym problemem jest naiwność tej historii. Wiele zdarzeń było kompletnie nierealnych. Poza tym bohaterki zachowywały się czasem jak trzynastolatki, a przecież w momencie rozpoczęcia powieści miały przynajmniej te 35 lat. Ile dokładnie, tego niestety nie wiemy. Oczywiście nie twierdzę, że dojrzałe kobiety mają być poważne itp., ale nie są przecież tak infantylne i naiwne. Wracając do tych wydarzeń, to nierealne, że ktoś przy zdrowych zmysłach po chwili znajomości, krótkiej rozmowie wyznaje miłość, chce się żenić itd. Ta relacja między pewną dwójką bohaterów była kompletnie niewiarygodna. Poza tym bohaterki całkowicie ufają nieznanym osobom, adopcja odbywa się bardzo szybko, podpalenie domu to dla nich nic takiego. Czasami naprawdę byłam w szoku.

Co do bohaterów, polubiłam Iwonę, bo była dość trzeźwo myślącą osobą, konkretną, nieco zabawną. Basia może trochę nijaka, ale czasami potrafiła pokazać pazur. Jasia właściwie była tu postacią epizodyczną. Irytowała mnie za to Myszka, która właściwie jest główną bohaterką całej historii. Zaprasza zakochanego faceta na święta właściwie tylko po to, żeby się z nim przespać, a on biedny myśli, że ona chce z nim się związać. To oczywiście nie jedyne jej dziwne zachowanie. Nie potrafiłam zrozumieć i zaakceptować jej poczynań. Moją sympatię wzbudził za to pan Roman, Michał (choć zachowuje się absurdalnie) i... pies.

Pomimo tych wszystkich niedociągnięć, można jednak odnaleźć w książce coś, co nam się spodoba. Przede wszystkim jest to bardzo urokliwa opowieść, taka swojska, przyjemna. Poza tym można aż pozazdrościć głównym bohaterkom tej przyjaźni, naprawdę każdy chciałby mieć takie bratnie dusze. Oprócz tego jest to książka o tym, że na szczęście nigdy nie jest za późno i warto do niego dążyć w każdym wieku i po każdych przejściach. Komu zatem może spodobać się "Kwitnący krzew tamaryszku"? Osobom, które poszukują wakacyjnej lektury i nie zamierzają spodziewać się po niej nie wiadomo czego. Mnie ta powieść nieco rozczarowała, ale w którymś momencie naprawdę zaczęły mnie interesować losy bohaterek i chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej. Wielbiciele powieści obyczajowych dla kobiet, gotowi przymknąć oko na pewne wady, możliwe, że będą zadowoleni z lektury.

środa, 2 sierpnia 2017

"Ostatni pociąg do Babylon" Charlee Fam


TYTUŁ: OSTATNI POCIĄG DO BABYLON
AUTOR: CHARLEE FAM
TŁUMACZ: ZUZANNA BYCZEK
WYDAWNICTWO: JAGUAR
ROK WYDANIA: 2015
LICZBA STRON: 319
MOJA OCENA: 8/10

W telewizji, internecie bardzo często słyszymy o samobójstwach. Niestety, prawdopodobnie większość z nas znała kogoś, kto je popełnił. Zazwyczaj dotyczy to młodych osób, choć nie ma na to reguły. Czasami samobójstwo popełniają osoby, które sugerowały, że to zrobią, innym razem osoby, po których w ogóle byśmy się tego nie spodziewali. Dlaczego niektórzy odbierają sobie życie? Czy można temu zapobiec, uchronić ich przed tym, a może ocalić także siebie? Tą tematyką postanowiła zająć się Charlee Fam w poruszającej powieści "Ostatni pociąg do Babylon".

Poznajcie Aubrey Glass. Dziewczyna posiada całą kolekcję własnych listów pożegnalnych. Nie jest jeszcze pewna, czy chce odejść, ale czasem przechodzi jej to przez myśl i ma wrażenie, że kiedyś alkohol już jej nie pomoże poradzić sobie z tym wszystkim. Niestety, któregoś dnia na samobójstwo decyduje się Rachel, jej ex-przyjaciółka. Przed śmiercią nagrywa dla Aubrey wiadomość na pocztę głosową. Dziewczynie jedni współczują, a inni obwiniają ją o śmierć Rachel. Nikt jednak nie wie, z jakimi demonami walczy każdego dnia. Czy wizyta w rodzinnym mieście pomoże Aubrey? A może wręcz przeciwnie, przyczyni się do jej ostatecznego upadku?

Książka została napisana bardzo wiarygodnie. Nie jest sztuczna, ani dramatyczna na siłę, nie wciska nam także morałów. Nic z tego. Jest to po prostu historia, która może rozgrywać się tuż obok nas. Może nawet uczestniczymy w niej, a może ktoś, kogo znamy. To zarazem bardzo trudna lektura, skłaniająca do refleksji, do uważniejszego obserwowania tego, co dzieje się wokół. Może styl Charlee Fam nie jest jeszcze idealny, ale potrafi tworzyć świetne opisy przeżyć i dialogi. Zresztą myślę, że na drobne mankamenty można w tym przypadku przymknąć oczy. Liczy się przede wszystkim treść.

"Ostatni pociąg do Babylon" to ogromna dawka emocji. Książka porusza, wstrząsa, ale nie ma w niej przesady, przerażających opisów itp. Autorka skupia się na uczuciach bohaterki, jej wspomnieniach, na wydarzeniach, które mogą doprowadzić do czegoś bardzo złego. Pokazuje cierpienie, które ktoś dusi w sobie, bo się boi, bo się wstydzi, bo ma wrażenie, że nikt go nie rozumie, bo zawodzą nawet najbliżsi. Przeżycia Aubrey są tak realne, dotykające czytelnika, powodujące, że rodzi się współczucie dla tej dziewczyny, a zarazem wiara, że uda jej się przetrwać.

Autorce udało się naprawdę doskonale wykreować bohaterów. Są wiarygodni, niejednoznaczni. Aubrey jest postacią, której czytelnik od początku kibicuje. Jej dusza ma wiele ran, ale dziewczyna mimo wszystko ma charakter. Potrafi dosadnie odpowiedzieć, potrafi zrobić komuś na złość, potrafi się odegrać. Nie potrafi tylko poradzić sobie z przeszłością. Intrygującą postacią jest Rachel. Budzi ona mieszane uczucia, ciężko ją rozszyfrować i ocenić. Tak samo jest w przypadku Adama. Czytelnik może odczuwać złość na niego, ale zarazem mu współczuje. Szkoda tylko, że tak mało jest tu Danny'ego. Chciałabym poznać jego uczucia, dowiedzieć się o nim czegoś więcej.

Powieść opowiada nie tylko o problemie samobójstwa i jego motywach, ale także o wielkich krzywdach, które mogą zniszczyć człowieka. Mówi o toksycznej przyjaźni, zdradzie najbliższych, niezrozumieniu. Porusza także temat poczucia winy. Czy możemy czuć się winni za własne krzywdy? A czy możemy być winni czyjegoś samobójstwa? Czasami ciężko powiedzieć, kto jest ofiarą, a kto oprawcą. Niekiedy ofiara nie potrafi się przyznać do tego, że nią jest. "Ostatni pociąg do Babylon" uświadamia nam, że od przeszłości nie da się uciec, ale można z czasem pogodzić się z nią i zacząć żyć dalej.

Cieszę się, że Charlee Fam nie wybrała prostych rozwiązań. Pokazała, że czasami jest za późno, aby naprawić niektóre krzywdy, za późno, by odnowić niektóre relacje, ale nigdy nie jest za późno, by się podnieść i wybrać życie. Zakończenie tej powieści pozostawiło jednak pewien niedosyt i właściwie liczyłam na to, że powstała kolejna część, ale póki co nie znalazłam takiej informacji. Szkoda. Mogę jednak tę książkę polecić każdemu, bo nie jest to żadna banalna powieść obyczajowa, ani łzawa historia o miłości. To poważna książka, z którą każdy powinien się zapoznać.

Czytelnicy