piątek, 28 sierpnia 2015

"Eleonora i Park" Rainbow Rowell

Okładka książki Eleonora i ParkTYTUŁ: ELEONORA I PARK
AUTOR: RAINBOW ROWELL
WYDAWNICTWO: OTWARTE
ROK WYDANIA: 2015
LICZBA STRON: 358
MOJA OCENA: 10/10

Znów miałam to szczęście, że trafiłam na kolejną mądrą i nietuzinkową powieść dla młodzieży. Tematyka może z początku wydawać się zwyczajna, ale Rainbow Rowell potrafiła stworzyć z tego bardzo ciekawą historię, na dodatek napisaną dość specyficznym stylem.

Park każdego dnia musi uważać, aby nie podpaść kolegom ze szkoły, którzy gdy zaczną kogoś nękać, już nie przestaną. Fakt, że jego matka jest z Azji, nie działa na korzyść chłopaka. Pewnego dnia w szkolnym autobusie pojawia się Eleonora, ruda, nieco pulchniejsza niż pozostałe dziewczęta, a na dodatek dziwacznie ubrana. Wszyscy od razu zwracają na nią uwagę, ale nie oznacza to niczego dobrego... Park jako jedyny pozwala jej usiąść obok siebie, lecz ma nadzieję, że dziewczyna nie będzie chciała zawrzeć z nim znajomości. Doskonale wie, że mógłby przez to stać się kolejną ofiarą.

Powieść pisana jest z dwóch punktów widzenia, Parka i Eleonory. Można więc uznać, że to historia kompletna i dopracowana. Autorka posługuje się dość nietypowym stylem, który pewnie nie każdemu przypadnie do gustu, ale mi jak najbardziej odpowiada. Otóż rozdziały nie są długie, opisy także, lecz czytelnik nie odnosi wrażenia, że czegoś brakuje. Nie jest to bowiem również książka, w której przeważają dialogi. Po prostu nie ma lania wody. Wspaniale zostały za to pokazane emocje, myśli i pobudki kierujące bohaterami. Często ich czyny mówią wiele... Całość zaś zdecydowanie wciąga i nie nudzi.

Bohaterowie są bardzo ciekawi i intrygujący. Park ma wiele rozterek związanych ze swoją osobą, poza tym ciężko jest mu się dogadać z ojcem, który wiele od niego oczekuje. Poza tym nie chce być kozłem ofiarnym w szkole, ale potrafi także przeciwstawić się. Natomiast Eleonora to dziewczyna z kompleksami, która jednak przyzwyczaiła się do przykrych docinek i stara się ignorować je. Niestety nie ma świadomości własnej wartości. Jej największym problemem jest bardzo ciężka, wręcz patologiczna sytuacja rodzinna. Zarówno Park, jak i Eleonora to indywidualiści, ale oboje potrzebują drugiej osoby.

"Eleonora i Park" nie jest banalną opowiastką. To momentami zabawna i urocza, ale także smutna i bolesna historia. Pokazuje jak okrutna i zepsuta potrafi być młodzież. Często zupełnie bez powodu potrafi niszczyć komuś życie, obniżać jego samoocenę, zamieniać każdy szkolny dzień w koszmar. Dorośli jednak często nie są lepsi... Ojczym Eleonory zrobił z domu piekło. Wszyscy się go boją, uważają na każde słowo i czyn, a to często nie wystarcza. Matka dziewczyny nic nie robi, aby pomóc sobie i dzieciom. Niektóre sceny są bardzo wstrząsające, a najgorsze jest to, że takie rzeczy w wielu rodzinach i szkołach są na porządku dziennym.

Rainbow Rowell stworzyła także piękną opowieść o miłości, która rodzi się powoli, ukradkiem, ale niespodziewanie. Między bohaterami wspaniale widać braterstwo dusz. Łączy ich muzyka, wspólne czytanie komiksów, zaufanie. Oczywiście nie wszystko jest idealne, popełniają błędy, a poza tym problemem jest ojczym dziewczyny. Jednak mimo tych przeciwności ich uczucie trwa, co jest naprawdę piękne, budujące i dające nadzieję. Czy im się uda? Tego nie mogę wam zdradzić.

"Eleonora i Park" to kolejna powieść dla osób lubiących ambitną literaturę młodzieżową. Książka zwraca uwagę czytelnika na problemy, które dotykają wielu młodych ludzi. Każe zastanowić się, czy można biernie przyglądać się, jak inne osoby są prześladowane. Ważniejsza jest sprawiedliwość, dobro drugiej osoby, czy nasze bezpieczeństwo. Jak zachować się, gdy jedna osoba tyranizuje całą rodzinę? Czy człowiek jest w stanie to wytrzymać? I czy pierwsza miłość ma jakąkolwiek szansę na przetrwanie?

wtorek, 25 sierpnia 2015

"Maybe someday" Colleen Hoover

Okładka książki Maybe SomedayTYTUŁ: MAYBE SOMEDAY
AUTOR: COLLEEN HOOVER
WYDAWNICTWO: OTWARTE
ROK WYDANIA: 2015
LICZBA STRON: 381
MOJA OCENA: 10/10


Colleen Hoover to autorka, która potrafi mnie bardzo pozytywnie zaskoczyć, ale i rozczarowania już mi się zdarzały. "Maybe someday" zapowiadało się całkiem obiecująco, toteż czułam, że muszę tę powieść przeczytać. Na szczęście mogę z czystym sumieniem napisać, że za tę książkę należą się autorce wielkie brawa.

Ridge od kilku lat jest w szczęśliwym związku, gra na gitarze i tworzy piosenki dla zespołu, do którego należy. Niestety od pewnego czasu brakuje mu weny i nie potrafi wymyślić dobrych tekstów do swojej muzyki. Jednak któregoś razu spostrzega, że dziewczyna z przeciwnego balkonu słucha jego gry, a na dodatek do niej śpiewa. Chłopak czuje, iż to jedyna szansa na słowa do jego piosenek i proponuje dziewczynie współpracę.
Sydney uczęszcza na studia muzyczne i musi sama się utrzymywać. Ojciec nie daje jej pieniędzy, ponieważ... zrezygnowała z prawa! Ma chłopaka Huntera, ale w dniu swoich urodzin dowiaduje się czegoś, co rujnuje jej dotychczasowe życie. Kiedy poznaje Ridge'a uświadamia sobie, że może być jeszcze gorzej...

"Maybe someday" to książka, która wciąga już od pierwszych stron i nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Została napisana lekkim, ale bardzo płynnym stylem, a co najważniejsze - aż kipi od emocji! Bałam się, że "Hopeless" to jedyna powieść Hoover, która jest emocjonalna do takiego stopnia, ale na szczęście "Maybe someday" również. Emocje wprost wylewają się ze stron, towarzyszą bohaterom i czytelnikowi od początku do końca. Poza tym autorka odpowiednio je dozuje i dzięki temu tworzy niepowtarzalny klimat. Całości dopełnia naprawdę świetne przedstawienie skomplikowanych relacji międzyludzkich. Tutaj nic nie jest proste i oczywiste, a wręcz przeciwnie, bolesne, trudne, wykraczające poza logikę.

Powieść ta zasługuje na uwagę także ze względu na problematykę. Stawia ona wiele pytań czytelnikowi, skłania do refleksji i próby zrozumienia działania ludzkich uczuć. To opowieść o miłości, od której trudno uciec, chociaż by się chciało. Miłości silniejszej od woli. Książka o moralności, uczciwości i wierności. O tym, jak łatwo zranić drugą osobę, ale i siebie. Bohaterowie znaleźli się w naprawdę trudnej sytuacji, z której każde wyjście jest w pewien sposób złe i bolesne dla kogoś. Ridge kocha swoją dziewczynę, wiele razem przeżyli, ale czuje, że między nim, a Sydney zaczyna się coś dziać. Jak postępować w takiej sytuacji? Natomiast Sydney doskonale wie, jak czuje się osoba zdradzona i nie chce, aby ktoś czuł się tak przez nią. Wie jednak także, jak to jest cierpieć z powodu niespełnionego uczucia... Uwierzcie, że sytuacja w jakiej postawieni są bohaterowie jest bardzo skomplikowana. Ich postępowanie można oceniać różnie, ale czy w ogóle istnieje jakaś recepta, jak zachowywać się w takich momentach?

"Maybe someday" to również powieść o muzyce, zatracaniu się w niej, odczuwaniu wszechobecnych dźwięków całym ciałem, o jej oddziaływaniu na człowieka i zdolności spajającej. Colleen Hoover napisała także o głuchocie, która dla nas jest czymś niewyobrażalnym i strasznym... Problemy z mówieniem, utrudniony kontakt z otoczeniem, a przede wszystkim brak możliwości usłyszenia czegokolwiek! Autorka pokazuje jednak, że nawet w takiej sytuacji można odnaleźć w sobie siłę, nie rezygnować z normalnego życia i tego, co się kocha.

Bohaterowie w "Maybe someday" borykają się naprawdę z różnymi problemami. Oprócz tych, które już wymieniłam, są to także: kłopoty rodzinne, ciężkie wspomnienia z dzieciństwa, nieuleczalna choroba itd. Zostali bardzo ciekawie wykreowani. Z jednej strony czytelnik ich lubi, kibicuje im, ale z drugiej nie zawsze popiera ich poczynania. Hoover świetnie opisuje ich rozterki, myśli, rozdarcie wewnętrzne. Niczego i nikogo nie idealizuje, pisze szczerze i do bólu realnie. Również postacie drugoplanowe są intrygujące, chociażby Warren, który pomimo wszystkich swoich wad, ma w sobie coś, co sprawia, że czytelnik się uśmiecha i nie potrafi go nie lubić.

"Maybe someday" to idealna propozycja dla tych, którzy lubią niebanalne, mądre, skłaniające do refleksji powieści. Nie jest to kolejna infantylna historyjka o słodkiej miłości, tylko książka o tym, jak bardzo ta miłość jest trudna, jak łatwo przez nią kogoś zranić i zwyczajnie się pogubić, jak mocno czasami chciałoby się od niej uciec. Poza tym to wzruszająca opowieść o muzyce i niepełnosprawności, o przełamywaniu barier i słabości.

czwartek, 20 sierpnia 2015

"Ławka" Jerzy Jaworski

Okładka książki ŁawkaTYTUŁ: ŁAWKA
AUTOR: JERZY JAWORSKI
WYDAWNICTWO: DZIEWIĘĆ MUZ
ROK WYDANIA: 2015
LICZBA STRON:224
MOJA OCENA: 7/10


Zapewne prawie każdy z was zastanawia się czasami, czym tak naprawdę jest miłość oraz jak ją rozpoznać. Wydaje się, że nie ma na te pytania takiej odpowiedzi, która pasowałaby wszystkim, a właściwie może odpowiedzi nie ma w ogóle... Ostatnio miałam okazję przeczytać książkę, która skłania do refleksji właśnie na ten temat, a mianowicie jest to "Ławka" debiutującego Jerzego Jaworskiego.

Trzydziestoletni dziennikarz każdego dnia przychodzi do parku, żeby popatrzeć na młodszą od niego o dziesięć lat dziewczynę. Mężczyzna czuje, że ze znajomości z nią mogłoby wyniknąć coś więcej, ale boi się zrobić pierwszy krok... Z kolei on podoba się córce redaktora naczelnego, Asi, na którą jednak nie zwraca uwagi. Nie ma też pojęcia, że wkrótce w jego życiu zacznie się dziać naprawdę wiele i nieoczekiwanie może znaleźć się na rozdrożu... Oprócz problemów sercowych boryka się także z weną i nie tak fantastyczną, jak mogłoby się wydawać, pracą dziennikarza.

Okładka książki doskonale pasuje do treści, ale nie da się ukryć, że mogłaby być nieco lepiej zrobiona, ponieważ wygląda odrobinę sztucznie. Aczkolwiek co do grafiki, gusta są różne, a poza tym nie ona jest tu najważniejsza.

Na początku powieść mnie zbytnio nie wciągnęła, a momentami wręcz na siłę brnęłam przez kolejne strony. Wkrótce jednak coś zaczęło się dziać i wcześniejsze negatywne odczucia zniknęły. Musicie zaś wiedzieć, że jest to książka bardzo specyficzna. Przede wszystkim akcja nie pędzi do przodu jak szalona, Autor bardziej skupia się na przeżyciach głównego bohatera, to one są tu najważniejsze. Właściwie "Ławka" przypomina taki pamiętnik, w którym ktoś opisuje praktycznie wszystko, co go spotyka, dzieli się swoimi rozterkami, uczuciami, ale i takimi najzwyklejszymi rzeczami, jak chociażby obiad. Nie każdemu może się to podobać. Osobiście lubię taką formę, lecz uważam, że autor nie musiał opisywać wszystkich całkowicie prozaicznych czynności. Opisy w ogóle momentami są nieco za długie. Te dotyczące przyrody z reguły przypadły mi do gustu. Były bardzo plastyczne i po prostu przyjemne, ale pozostałe momentami nużyły.

Jeśli chodzi o bohaterów to najbardziej polubiłam Asię, po prostu za to, jaka była. Cierpliwa, pełna życia, sympatyczna. Z kolei dziewczyna z ławki jest owiana tajemnicą, więc ciężko ją ocenić, ale wydaje mi się, że mogła zostać przedstawiona trochę ciekawiej. Natomiast główny bohater bardzo często doprowadzał mnie do szału. Kompletnie nie zgadzam się z jego decyzjami, nie do końca potrafię zrozumieć jego postępowanie i momentami trudno było mi uwierzyć, że to trzydziestoletni facet! Wiem, że można być nieśmiałym, ale przez tyle czasu bać się zagadać do dziewczyny? Absurdalne jest też nazywanie miłością zwykłego zauroczenia... Nie potrafię się też pogodzić z tym, że upierał się przy czymś, co zupełnie nie miało sensu.

Pomimo wad "Ławka" jest ciekawą powieścią z zaskakującym zakończeniem i wieloma kwestiami do przemyślenia. Wbrew pozorom nie znajdziecie tu typowego trójkąta miłosnego. Mówi o poszukiwaniu miłości, szczęścia, ale też o tym, jak łatwo przegapić uczucie. Każe zastanowić się, co jest ważniejsze: fascynacja kimś, a przede wszystkim jego wyglądem, czy też tzw. "pokrewieństwo dusz", doskonałe rozumienie się itd. Miłość do każdego przychodzi inaczej, ale trzeba uważać, bo czasami ciężko pozbyć się zaślepienia i łatwo rozminąć się z kimś. Poza tym powieść opowiada też o frustracji wynikającej z niespełnionych ambicji, poszukiwaniu swojej drogi zawodowej, pisaniu powieści.

"Ławka" w ostatecznym rozrachunku podobała mi się, choć uważam, że potencjał tej historii nie został w pełni wykorzystany. Myślę jednak, że wielu osobom może ona przypaść do gustu, szczególnie tym, którzy lubią pamiętniki i pełne refleksji opowieści o życiu. Po cichu liczę na to, że powstanie kolejna część...

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

"Losing Hope" Colleen Hoover

Okładka książki Losing HopeTYTUŁ: LOSING HOPE
SERIA: HOPELESS #2
AUTOR: COLLEEN HOOVER
WYDAWNICTWO: OTWARTE
LICZBA STRON: 355
ROK WYDANIA: 2015
MOJA OCENA: 8/10

Ostatnio coraz bardziej popularne jest pisanie wersji danej książki z punktu widzenia drugiego bohatera. Co do takich zabiegów mam dość mieszane uczucia, zresztą chyba nie tylko ja. Z jednej strony, miło jest drugi raz powrócić do tej samej historii, ale dowiedzieć się czegoś nowego, poznać myśli przeciwnej strony. Z kolei faktem jest też to, że takie powieści często są pisane na siłę i nie wnoszą zbyt wiele. Jak było z "Losing Hope", wersją "Hopeless" z punktu widzenia Holdera?

Dean Holder od lat ma wyrzuty sumienia. Nie potrafi wybaczyć sobie, że jako dzieciak pozwolił, by jego przyjaciółkę porwano. Przez cały ten czas próbował ją znaleźć i często wydawało mu się, że ją widzi. Tym razem znów spotyka dziewczynę podobną do Hope, ma wręcz pewność, że to ona... "Losing Hope" to historia o wielkiej tragedii dzieci, a potem młodych ludzi. O traumatycznych przeżyciach, z którymi nie każdy z ich trójki był w stanie się uporać...

Ta recenzja nie będzie długa, ponieważ pisałam już o "Hopeless", a "Losing Hope" to przecież ta sama historia. "Hopeless" podobało mi się bardzo, natomiast co do "Losing Hope" mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony interesująco było poznać punkt widzenia Holdera, jego uczucia, przeżycia itd. Dzięki temu cała historia stała się kompletna. Aczkolwiek można też stwierdzić, że niedopowiedzenia są czasami lepsze od odkrywania wszystkich kart. Rzecz gustu i sama do końca nie wiem, po której stronie opowiadam się bardziej.

Myślę, że "Losing Hope" nie było pisane na siłę, ale niestety nie jest już tak emocjonalne jak "Hopeless". Tamta część była ogromnym zastrzykiem różnorodnych emocji, natomiast ta sprawiała wrażenie nieco stonowanej. Może tak miało być, może taki właśnie jest Holder. Nie wiem. Czyta się ją jednak bardzo dobrze i sprawnie.

Szkoda tylko, że "Losing Hope" nie wnosi zbyt wiele nowego do historii tych nastolatków. Dowiedziałam się jedynie czegoś więcej o Less, ale cała reszta była już w "Hopeless". Pewnie miałam się tego spodziewać, ale chyba liczyłam na to, że w książce pojawią się jakieś nowe wątki, jakieś rozwinięcie pewnych kwestii... Takie coś bardzo by się przydało. Dla przykładu: czytałam jakiś czas temu książkę napisaną z punktu widzenia Rhetta, znanego z "Przeminęło z wiatrem" i byłam pozytywnie zaskoczona. Pojawiło się tam wiele wydarzeń przed i po akcji utworu Margaret Mitchell. Poza tym na wielu bohaterów można było spojrzeć z zupełnie innej strony, a wiele wątków zostało rozwiniętych. Tutaj zaś tego nie było.

Ogólnie książka mi się podobała, co nie jest dziwne, skoro podobało mi się "Hopeless", ale ostrzegam Was, że to ta sama historia, na dodatek z nieco okrojonymi emocjami. Sami zdecydujcie, czy chcecie ją przeczytać. 


sobota, 1 sierpnia 2015

Serie fantastyczne, które uwielbiam

Myślę, że wiecie, iż uwielbiam czytać fantastykę. Chciałabym przedstawić Wam moje ulubione serie i poprosić, abyście w komentarzach pisali, jakie książki z tego gatunku, Wy pokochaliście i moglibyście mi polecić. Może dzięki Wam poznam jakieś niesamowite serie!

1. "Zwiadowcy" John Flanagan
Zwiadowcy. Ruiny GorlanuZwiadowcy. Płonący MostZwiadowcy. Ziemia skuta lodemZwiadowcy. Bitwa o SkandięZwiadowcy. Czarnoksiężnik z PółnocyZwiadowcy. Oblężenie Macindaw
Zwiadowcy. Okup za ErakaZwiadowcy. Królowie ClonmeluZwiadowcy. Halt w niebezpieczeństwieZwiadowcy. Cesarz Nihon-JaZwiadowcy. Zaginione historieZwiadowcy. Królewski zwiadowca

W tych książkach kocham po prostu wszystko! Okładki, bohaterów, humor, wartką akcję itd. Mogę je czytać wiele razy i nigdy mi się znudzą. Tyle się tam dzieje. Bohaterowie przemierzają różne krainy i królestwa, więc nie ma mowy o nudzie. Oprócz tego seria przekazuje nam uniwersalne wartości i można z niej wyciągnąć wiele wspaniałych cytatów. Idealna propozycja dla osób, które uwielbiają serie stylizowane na średniowiecze.

2. "Drużyna" John Flanagan
WyrzutkiNajeźdźcyPościgNiewolnicy z SocorroGóra Skorpiona

Kolejna seria Flanagana. W stylu "Zwiadowców", a więc znów humor, przygody, sympatyczni bohaterowie itp. Doskonała seria dla tych, którzy lubią piratów, statki, wikingów itd.

3. "Trylogia Imperium" Raymond E. Feist, Janny Wurts
Córka ImperiumSługa ImperiumWładczyni Imperium

Niesamowita trylogia, która niestety nie należy do tych popularnych... A szkoda, bo jest rewelacyjna i każdemu wielbicielowi fantastyki przypadłaby do gustu. Intrygi polityczne, zabójstwa, zdrady, miłość, a przede wszystkim ciekawa i wspaniale wykreowana główna bohaterka! Trylogia dostarcza wiele emocji i trzyma w napięciu.

4 "Hyperversum" Cecilia Randall
HyperversumHyperversum 2. Sokół i lew

W trylogii tej zakochałam się od pierwszych stron, a teraz z niecierpliwością czekam na trzecią część po polsku. Wspaniałe połączenie historii i fantastyki. Wojny, rycerze, porwania, intrygi, miłość i... łzy. A we wszystko główni bohaterowie zostali wplątani przez przypadek. O pierwszej części pisałam na maturze z polskiego!

5. "Namiestniczka" Wiera Szkolnikowa
Namiestniczka. Księga INamiestniczka. Księga IINamiestniczka. Księga III

O tej trylogii krążą różne opinie, ale według mnie jest świetna! Znów gratka dla osób, które uwielbiają opowieści o fikcyjnych królestwach, imperiach itd. W serii pojawia się cała masa wyjątkowych bohaterów, których autorka ani trochę nie oszczędza. I wbrew pozorom główną bohaterką nie jest w sumie kobieta, więc jestem pewna, że trylogia spodoba się także panom.

6. "Wojna czarownic" Maite Carranza
Klan wilczycyLodowa pustyniaPrzekleństwo Odi

Trylogia przypadła mi do gustu, ale wcale nie ze względu na Anaid, tylko na historię jej matki, która jest główną bohaterką drugiej części i odgrywa też istotną rolę w trzeciej. Opowieść o Selene była niesamowicie wciągająca i nieprzewidywalna, a na dodatek przez długi czas rozgrywała się w Skandynawii, której opisy mnie kompletnie oczarowały.

7. "Gone: Zniknęli" Michael Grant
Faza pierwsza: NiepokójFaza druga: GłódFaza trzecia: KłamstwaFaza czwarta: PlagaFaza piąta: CiemnośćFaza szósta: Światło

Bardzo wciągająca, pełna tajemnic i przerażająca seria. Opowieść o nastolatkach, którzy musieli sobie radzić w ekstremalnej sytuacji. Zawsze miałam po niej koszmary, ale było warto. Szkoda tylko, że dwie ostatnie części mnie nieco zawiodły.

8. "Chemical Garden" Lauren DeStefano
AtrofiaFeverSever

Jedna z niewielu dystopii, która przypadła mi do gustu. Jest niesamowita, mroczna i łamie serce, ale warto! Trzyma  w napięciu do ostatnich stron. Masa tajemnic, uczucia, toksyczne relacje, eksperymenty medyczne, ciekawi bohaterowie itd. 

9. "Kroniki Obdarzonych" Kami Garcia, Margaret Stohl
Piękne istotyIstoty CiemnościIstoty chaosuBeautiful Redemption

Jedna z niewielu serii typu paranormal romance, która przypadła mi do gustu. Bardzo wciągająca, tajemnicza i mroczna. Polecam nawet tym, którzy nie lubią książek w tym stylu.

10. "Gorączka" Dee Shulman
GorączkaGorączka 2

Kolejna seria, która zbiera mieszane opinie, ale mi się podobała. Intrygujący wirus, podróże w czasie, miłość, tajemnice, Starożytny Rzym. Mam nadzieję, że doczekam się trzeciej części.


Teraz Wasza kolej! Piszcie w komentarzach, jakie serie zrobiły na Was największe wrażenie! Jakie polecacie mi książki tego typu (szczególnie w stylu serii 1-6)?

Recenzja książki "Losing Hope" ukaże się dopiero w połowie sierpnia, ponieważ wyjeżdżam w góry :)

Czytelnicy