niedziela, 27 kwietnia 2014

"Gra o tron" George R. R. Martin

TYTUŁ: GRA O TRON
AUTOR: GEORGE R. R. MARTIN
SERIA: PIEŚŃ LODU I OGNIA #1
WYDAWNICTWO: ZYSK I S-KA
DATA WYDANIA: 2011 (ZA GRANICĄ 1996)
LICZBA STRON: 838
MOJA OCENA: 3/10

Są takie książki, o których mówi się, że każdy powinien je przeczytać i często nie są to wcale powieści sprzed wieków. Kilkanaście lat temu świat po raz pierwszy usłyszał o "Grze o tron" George'a R. R. Martina i wkrótce o powieści tej zrobiło się naprawdę głośno. Uważa się, że to obowiązkowa lektura dla wszystkich miłośników fantastyki oraz politycznych intryg i walk o władzę. "Grę o tron" miałam w planach już od dawna, ale trochę się jej obawiałam. Okazuje się, że słusznie, lecz z zupełnie innych powodów.

W Zachodnich Krainach, po pokonaniu Aerysa Targaryena, Żelazny Tron objął buntownik Robert, który nie jest idealnym władcą, podobnie zresztą jak jego żona, rzekomo zdradzająca go z własnym bratem. Po obalonym władcy pozostało jednak potomstwo, bardzo niebezpieczne, które nie zamierza tak łatwo zrezygnować z władzy. Rozpoczyna się walka o tron, a kandydatów jest naprawdę wielu... Tymczasem Robert prosi o pomoc swojego dawnego przyjaciela, Eddarda Starka i ustanawia go Namiestnikiem. Wkrótce sytuacja staje się coraz poważniejsza. Kto zwycięży?

Przede wszystkim powieść czyta się bardzo ciężko i z wielkim trudem brnęłam przez te wszystkie rozdziały. Niestety, ale nudziłam się, wiele razy miałam ochotę zwyczajnie odłożyć ją na półkę. Może oczekiwałam zbyt wiele? Jednak na blogach wciąż przybywa pozytywnych recenzji, więc sądziłam, że o czymś to świadczy. Zupełnie nie zainteresowała mnie ta historia, jedynie momentami coś się zaczynało dziać. Co ciekawe, według mnie to wcale nie jest wina opisów, tylko raczej braku konkretnej akcji... Te ponad osiemset stron zapełniło dużo jakichś nieistotnych wydarzeń. Zrobiłam zresztą pewien eksperyment i po lekturze "Gry o tron" przeczytałam jej streszczenie, które miało kilka stron. I wiecie co? Było ono tysiąc razy ciekawsze, bo nie zawierało niczego zbędnego. To, co istotne w tej powieści, ginie wśród całej masy niepotrzebnych rzeczy. Wielka szkoda.

Okazuje się jednak, iż problem jest jeszcze poważniejszy, gdyż główna intryga i wątki nie są szczególnie rewelacyjne, rozbudowane, a przecież powinny. Nie zachwycił mnie pomysł autora, mógł wszystko bardziej skomplikować, a tak wyszła z tego nieszczególnie porywająca opowieść. Jeśli chodzi o bohaterów, również się zawiodłam. Martin poświęcił im zbyt mało uwagi i sprawił, że czytelnik nie jest w stanie się do nich przywiązać. Często nie miałam pojęcia, co w danej chwili czują, przypominali trochę roboty. Wynikać to może z tego, że każdy rozdział jest o kimś innym, a tych postaci znajdziecie w "Grze o tron" sporo. Nie interesowały mnie np. historie związane z dziećmi Catelyn i Neda, wręcz nudziły mnie.

"Gra o tron" miała być opowieścią o miłości, nienawiści, zdradzie, wojnie, okrucieństwie, zabójstwach i walce o władze. Niestety, to wszystko jest za mało wiarygodne. Liczyłam na to, że emocje będą wręcz się wylewały z tej książki, że nie będę mogła o niej zapomnieć, ale zabrakło mi tego. Szczerze mówiąc, wcześniej obawiałam się, iż będzie ona z byt brutalna, ale niesłusznie. Owszem, jest tam przemoc, ale tyle co w każdej tego typu powieści, zaś sceny erotyczne są głównie tylko wspomniane, a nie opisane. Co do elementów fantastycznych - na razie odgrywają małą rolę i również za mało zostały rozwinięte.

Właściwie odnoszę wrażenie, że "Gra o tron" jest po prostu prologiem, wstępem do dłuższej historii. Liczę na to, że kolejne części są o wiele lepsze i autor skupił się w nich na tym, co ważne. Myślę więc, że za jakiś czas sięgnę po kontynuację i tym razem się nie zawiodę. Czy polecam tę powieść? Napisałabym, że niezbyt, ale biorąc pod uwagę fakt, iż to pierwsza część, a poza tym jednak wielu osobom się podoba, myślę, że możecie spróbować. Po prostu nie oczekujcie skomplikowanych intryg, wielkich uczuć i emocji, porywającej akcji. Może "Gra o tron" ma inne zalety, których akurat ja nie potrafię dostrzec lub do mnie nie przemawiają?

Wyzwania:

czwartek, 24 kwietnia 2014

"Synowie boga" M. D. Lachlan

TYTUŁ: SYNOWIE BOGA
AUTOR: M. D. LACHLAN
WYDAWNICTWO: PRÓSZYŃSKI I S-KA
DATA WYDANIA: 2011
LICZBA STRON: 579
MOJA OCENA: 10/10

Ostatnio dużą popularnością cieszą się powieści fantasy, które nawiązują do mitologii. Chyba każdy słyszał chociażby o Ricku Riordanie. Jednak od pewnego czasu czytelnicy coraz bardziej zainteresowani są mitologią nordycką i okazuje się, że wydawnictwa oferują im niemało takich książek. Osobiście bardzo lubię czytać powieści, których akcja rozgrywa się w Skandynawii, toteż niezmiernie się ucieszyłam, gdy na moją półkę trafili "Synowie boga" M. D. Lachlana. Moje oczekiwania były dość wysokie, gdyż znalazłam prawie same pozytywne opinie i recenzje tej książki. Na szczęście nie zawiodłam się.

Saitada to młoda dziewczyna, ale przez te kilkanaście lat los jej nie oszczędzał. Pewnego dnia obiecuje sobie, że nigdy nie zwiąże się z żadnym mężczyzną. Wszystko się zmienia, gdy spotyka przystojnego i tajemniczego nieznajomego, ale wkrótce on znika, zaś ona odkrywa, że jest w ciąży.
Tymczasem król wikingów, który nie może mieć męskiego potomka, słuchając przepowiedni, wyrusza, aby porwać dziecko. Okazuje się jednak, że chłopców jest dwóch. To synowie śmiertelniczki i nordyckiego boga. Jeden z nich ma zostać dziedzicem, zaś drugiego czeka żywot pośród wilków...

Z pewnością nie można narzekać na brak akcji, bo ona po prostu porywa czytelnika. Cała fabuła jest naprawdę świetna, wzbudza zainteresowanie od samego początku. W "Synach boga" umieszczonych zostało kilka wątków, które splatają się ze sobą i oddziałują na siebie. Bohaterów oczywiście też znajdziecie bardzo dużo i co ważne, większość balansuje na granicy dobra i zła. Prawie każdy ma dwa oblicza i nie można określić, czy jest postacią pozytywną, czy negatywną. Przejęłam się ich losami, przywiązałam do nich i kibicowałam im. Dużą zaletą tej powieści jest język, autor posługuje się licznymi archaizmami, co nadaje całej historii niepowtarzalny klimat i pozwala czytelnikowi go poczuć. Podobało mi się również zakończenie, które szczerze mówiąc jest dosyć zaskakujące i wciąż pozostawia wiele tajemnic. Zresztą o wiele częściej ta książka mnie zaskakiwała, często nie spodziewałam się takiego obrotu akcji.

Oczywiście wątki mitologiczne to duży atut tej powieści. Właściwie cały czas przenika się w niej świat ludzi i świat bogów i często zaciera się granica pomiędzy nimi. Okazuje się, że bogowie mają wiele cech ludzkich, zaś śmiertelnicy są nimi zafascynowani i chcieliby mieć kontakt z rzeczywistością boską, próbują ingerować w nią. Możecie się spodziewać w tej książce czarów, magii, czarownic, ale autor wiedział ile takich elementów dodać, żeby nie było ich ani za mało, ani za dużo. Najważniejszą rolę odgrywa konflikt Odyna i Lokiego oraz wątek dotyczący wilkołaka. Wielkie brawa dla autora za to, że napisał naprawdę porządną powieść o wilkołaku, który w "Synach boga" jest naprawdę groźny. W niczym nie przypomina schematycznych postaci z romansów paranormalnych, które tylko mówią, że inni powinni się od nich trzymać z daleka, bo są niebezpieczni. Tutaj taki wilkołak naprawdę może zabić i to nawet osobę, którą kocha, szanuje itp. Lachlan świetnie opisał walkę człowieka z wilkiem, która toczyła się w jednej osobie. Dobro czy zło, miłość czy nienawiść, uczucia czy instynkty? Ten wątek jest bardzo przejmujący i dający do myślenia, bo taka walka toczy się często w każdym z nas.

Każdy, kogo fascynuje Skandynawia, powinien być usatysfakcjonowany. W powieści Lachlana znajdziecie działające na wyobraźnię opisy tych surowych, a jednocześnie tak pięknych krajobrazów. Można poczuć się tak, jak gdyby rzeczywiście się tam było. Poza tym bardzo interesująca jest średniowieczna Skandynawia. Autor nie zapomniał o słynnych wikingach, łupieżczych wyprawach, bitwach, władzy, a także wszelkich innych zwyczajach. Dzięki temu książka ta jest kompletna, czytelnik czuje, że niczego jej nie brakuje.

"Synowie boga" to opowieść o wielkim uczuciu, ale nie jest przesłodzona, bowiem miłość, która łączy bohaterów jest trudna i skomplikowana. W ich życiu dużą rolę odgrywa przeznaczenie, wiele rzeczy dzieje się wbrew ich woli, ale nic nie mogą na to poradzić, są tylko pionkami. Jednocześnie pewne sprawy zależą od nich, muszą dokonywać bardzo trudnych wyborów i liczyć się z konsekwencjami. To również historia o lojalności, która często zostaje wystawiona na próbę, przyjaźni, poświęceniu, braterstwie. Autor porusza również temat śmierci i okrucieństwa.

Mogę zupełnie szczerze polecić Wam tę powieść. Jeśli nigdy nie czytaliście czegoś podobnego - warto spróbować, zaś jeśli lubicie takie historie - powinniście być zadowoleni. Bardzo przejęłam się losem bohaterów, a powieść naprawdę mną wstrząsnęła. Została świetnie napisana, niczego jej nie brakuje. Okazuje się, że to początek trylogii, ale niestety o kolejnych częściach w Polsce jakoś nie słychać...

Wyzwania:


Kolejny raz wielkie dzięki dla WŁAMYWACZA :)

niedziela, 20 kwietnia 2014

"Sven Hannawald. Triumf. Upadek. Powrót do życia"

TYTUŁ: SVEN HANNAWALD. TRIUMF. UPADEK. POWRÓT DO ŻYCIA
AUTOR: SVEN HANNAWALD, ULRICH PRAMANN
WYDAWNICTWO: SINE QUA NON
DATA WYDANIA: 2014
LICZBA STRON: 303
MOJA OCENA: 10/10


Siedziałem na ławce w parku. Sielski obrazek - ćwierkające ptaki, nieśmiało rozkwitające kwiaty, drzewa wypuszczające pierwsze listki. Kwietniowe słońce, które posyłało na ziemię pierwsze ciepłe promyki. Ale mnie wszystko przesłaniała szarość. Nie widziałem kwiatów i drzew. Nie słyszałem ptaków. Nie cieszyło mnie słońce - nie czułem jego ciepła (s. 31-32).


Kiedy kolejny raz słyszymy lub czytamy o celebrytach, pewnie myślimy, że to wszystko jest niesprawiedliwe. Oni mają sławę, dużo pieniędzy, imprezują, bawią się, a nasze życie to masa problemów i zmartwień. Zaś, gdy oglądamy zmagania sportowców i piękne zwycięstwa, prawdopodobnie podziwiamy ich, jednak często nie zdajemy sobie sprawy z tego, iż każdy medal ma dwie strony. Sukces to jednocześnie poświęcenie, szereg wyrzeczeń, niekiedy ponadludzki wysiłek, a nawet cierpienie. Czasami okazuje się, że to za dużo jak na jednego człowieka...

O Svenie Hannawaldzie słyszał pewnie prawie każdy, nawet jeśli nie interesuje się skokami narciarskimi jakoś szczególnie. Ten niemiecki skoczek jako pierwszy i jedyny wygrał wszystkie konkursy Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 2001/2002. Srebrny medalista igrzysk olimpijskich oraz mistrzostw świata, zdobywca trzech Pucharów Świata w lotach narciarskich, dwa razy drugi w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Jego wspaniała kariera, która wciąż mogła się rozwijać, w pewnym momencie została przerwana. Zdiagnozowano u niego syndrom wypalenia. Walka z chorobą trwała kilka lat. Przyszła ona tak nagle, czy też atakowała powoli, a przyczyn można szukać już nawet wiele lat wstecz? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedzi w poruszającej autobiografii "Sven Hannawald. Triumf. Upadek. Powrót do życia".

Muszę przyznać, że książka ta jest bardzo dopracowana pod każdym względem. Widać, iż została przemyślana, a jednocześnie napisana od serca, szczerze. Nie ma w niej suchych faktów, są uczucia. Mile zaskoczyło mnie to, że Hannawald postanowił opowiedzieć swoją historię, bardzo skupiając się na dzieciństwie, które miało ogromny wpływ na późniejsze lata. Nie jest więc to książka tylko o jego karierze i chorobie. Ponadto została wzbogacona o liczne zdjęcia, wypowiedzi bliskich mu osób, wywiady, a także historię skoków narciarskich, zmian w stylu i przepisach.

Bardzo zainteresowały mnie rozdziały dotyczące dzieciństwa i młodości. Sven już w wieku sześciu miesięcy trafił do żłobka i właściwie przez całe życie często był daleko od rodziców, gdyż po prostu nie miał innego wyjścia. Hannawald opowiada również o swoich początkach ze sportem: pierwsze narty, pierwsze skoki itd. Jego autobiografia jest bogata pod względem historycznym, bowiem mamy okazję dowiedzieć się co nieco o życiu i sporcie w NRD, której celem było stanie się potęgą sportową. Dzięki zwycięstwom chciano pokonać RFN oraz udowodnić wyższość systemu socjalistycznego. W tym celu sprawdzano możliwości dzieci, przeprowadzano testy sprawnościowe, badania, pomiary, a najlepsi trafiali do szkół sportowych, bardzo surowych. Tylko nieliczni wytrwali do końca. Każde osiągnięcie miało być na chwałę republiki. Przykre jest też np. to, że jego pasją były skoki narciarskie, a musiał uprawiać kombinację norweską. Możemy również przeczytać o możliwości ucieczki, która pojawiła się przed rodziną Svena, a także zjednoczeniu Niemiec i reakcjach ludzi, często wzruszających.

Kolejnym istotnym elementem tej autobiografii jest ukazanie tej drugiej strony sportu oraz kwestii technicznych. Każdy skok to niezwykle złożony proces, trzeba uzyskać odpowiednią prędkość, odbić się we właściwym momencie itd. Hannawald tłumaczy, jak to możliwe, że człowiek może przez chwilę latać. Zdradza także kilka tajemnic dotyczących kombinezonów i sprytnych manipulacji. Opowiada również o wielkim wysiłku, ciężkich, systematycznych treningach oraz diecie, która niekiedy wymyka się spod kontroli, a konsekwencje mogą być tragiczne. Czytelnik może dowiedzieć się także wiele o strachu, którego nie idzie uniknąć i ogromnej presji. Hormon stresu w niektórych momentach podwyższony jest czterokrotnie! Sport bywa okrutny - jesteś słabszy, coś się nie udaje, masz załamanie, to po prostu "wylatujesz". Nie pomagają także media...

Sven opisuje oczywiście również te piękne chwile, zwycięstwa, uczucia towarzyszące takim momentom. Niestety później dopadła go choroba... O niej także dokładnie opowiada, o długim leczeniu i powracaniu do normalnego życia, co było bardzo trudne. Te fragmenty są naprawdę przejmujące i wstrząsające. Był jednym z najlepszych skoczków, a spotkało go coś takiego. Jak łatwo można upaść po triumfie i jak ciężko podnieść się.

Jeśli chcecie dowiedzieć się tego wszystkiego i poznać historię Svena Hannawalda, koniecznie sięgnijcie po jego autobiografię. To książka nie tylko dla fanów tego sportowca i wielbicieli skoków narciarskich, ale dla każdego, kogo wzruszają opowieści o ludziach, ich marzeniach, ambicjach, kłopotach, upadkach. "Sven Hannawald. Triumf. Upadek. Powrót do życia" daje nadzieję i może pomóc tym, którzy borykają się z różnymi problemami, ale także pozwala zastanowić się nad własnym życiem, coś w nim zmienić. Zakończenie tej historii jest bardzo optymistyczne, pozwólcie by wasze też takie było.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non!

Wyzwania:
Klucznik

Życzę wszystkim pełnych nadziei i wiosennej radości Świąt Zmartwychwstania Pańskiego :) 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

"Lucian" Isabel Abedi

TYTUŁ: LUCIAN
AUTOR: ISABEL ABEDI
WYDAWNICTWO: NASZA KSIĘGARNIA
DATA WYDANIA: 2011
LICZBA STRON: 528
MOJA OCENA: 9/10

Isabel Abedi to autorka moich ulubionych książek z czasów, gdy miałam około 10-12 lat. Konkretnie mam na myśli serię o Loli, do której nadal powracam. Przeczytałam także "Krainę Duchów" i chociaż może nie jest to moja ulubiona powieść, była całkiem niezła i warto po nią sięgnąć. Abedi pisze jednak również dla nieco starszych czytelników, a kiedy zauważyłam w gazecie reklamę "Luciana", od razu wiedziałam, że muszę zapoznać się z tą książką. Zaintrygowała mnie okładka, opis, tytuł, a poza tym wierzyłam, że autorka rzeczywiście ma talent. Nie zawiodłam się, ale muszę przyznać, że "Lucian" jest dość specyficzną i wyjątkową lekturą...

Rebeka wychowywana jest przez matkę oraz jej partnerkę, zaś ojciec dziewczyny mieszka ze swoją rodziną w Ameryce. Pewnej nocy spoglądając przez okno, zauważa nieznajomego chłopaka, a on również zwraca na nią uwagę. Od tego momentu nastolatka bardzo często go spotyka. Okazuje się, że Lucian wie o niej prawie wszystko, a na dodatek ma niepokojące sny. Nie potrafi jednak powiedzieć nic na swój temat, bo po prostu nie ma pojęcia kim jest, skąd pochodzi itd. Wydaje się, że to zwykły szaleniec, jednak Rebeka nie może o nim zapomnieć. Coś przyciąga ich do siebie, nie są w stanie tego pokonać. Kim tak naprawdę jest Lucian i jaki związek z całą historią ma matka Rebeki?

Trzeba przyznać, że Isabel Abedi naprawdę dobrze pisze. Podoba mi się jej styl, niezwykle kunsztowny, który świadczy o tym, że to już doświadczona pisarka. Poza tym wszystko jest dopracowane i kompletne, a takie książki bardzo przyjemnie się czyta. Opisy świetnie budowały odpowiedni dla tej historii nastrój oraz wywoływały dużo emocji. Jednak to nietypowa powieść i może się nie spodobać każdemu, ponieważ akcja nie jest zbyt szybka, a wszystkich wydarzeń też nie ma zbyt wiele. Isabel Abedi skupiła się na czymś zupełnie innym: na klimacie, tajemnicy, emocjach, przeznaczeniu. Czasami zdarzają się takie powieści, w których niby mało się dzieje, ale zachwycają.

"Lucian" to paranormal romance, ale zdecydowanie wyróżnia się na tle innych takich powieści. Przede wszystkim nie jest to banalna historyjka i ma w sobie coś, czego pozostałe nie mają. Nie znajdziecie tutaj takiego schematycznego trójkąta miłosnego. Co prawda pojawia się dwóch chłopaków, ale ten drugi, Sebastian to po prostu "były" Rebeki, który nadal coś do niej czuje. Na szczęście dziewczyna jest osobą, która wie, czego chce i nie skacze z kwiatka na kwiatek. Ważne, że "Lucian" nie jest przesłodzoną, irytującą opowieścią o miłości, tylko taką, która przejmuje i wzrusza. Zakończenie też zupełnie nie przypomina tych dobrze nam już znanych happy endów, ale jest odpowiednie do całości, pozostawia czytelnika w zamyśleniu i powoduje, że książka nadal ma w sobie nutkę tajemnicy.

Powieść Isabel Abedi to historia o miłości, przyjaźni i rodzinie. Uświadamia nam, że nie powinniśmy podejmować decyzji dotyczących drugiej osoby, wbrew jej woli. Pozwala także zastanowić się, czym jest miłość, czy zawsze jest taka sama i właściwie jak to się dzieje, że dwie osoby nie mogą przestać o sobie myśleć i pragną swojego towarzystwa. Autorka skupiła się na wielu problemach młodzieży, dodała również wątek dotyczący przyjaciółki Rebeki.

Myślę, że warto przynajmniej spróbować przeczytać tę książkę, chociażby właśnie dlatego, że jest inna i ma wyjątkowy klimat. Isabel Abedi udowodniła, że paranormal romance nie musi być banalny oraz, że każdy, kto pisze, może skupić się na zupełnie czymś innym. Za jakiś czas na pewno jeszcze raz przeczytam "Luciana" i zapoznam się również z pozostałą twórczością Abedi.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

środa, 9 kwietnia 2014

"Krucjata" Philippa Gregory

TYTUŁ: KRUCJATA
SERIA: ZAKON CIEMNOŚCI #2
AUTOR: PHILIPPA GREGORY
WYDAWNICTWO: EGMONT
DATA WYDANIA: 2014
LICZBA STRON: 295
MOJA OCENA: 8/10

Pierwsza część "Zakonu Ciemności" wbrew wielu negatywnym opiniom, podobała mi się, więc niedługo potem sięgnęłam po "Krucjatę". Autorka znów rzuciła bohaterów w wir wydarzeń i nie pozwoliła czytelnikom się nudzić.

Luca, Freize, brat Piotr, Izolda i Iszrak nadal podróżują razem. Przypadkiem zauważają bardzo dużą grupę dzieci. Okazuje się, że to krucjata do Ziemi Świętej, którą prowadzi Johann Dobry, kilkunastoletni pasterz, niezwykle charyzmatyczny. Młodzieniec twierdzi, że niebawem nastąpi koniec świata, uważa również, iż to Bóg go prowadzi. Luca i jego przyjaciele są zaintrygowani tą sytuacją i nie wiedzą, czy można wierzyć Johannowi. W końcu postanawiają pójść razem z dziećmi do Jerozolimy...

Trzeba przyznać, że "Krucjata" podobnie jak jej poprzedniczka, jest bardzo ciekawą i intrygującą powieścią. Autorce nie brakuje dobrych pomysłów, przez co główni bohaterowie są po prostu skazani na liczne przygody, często niebezpieczne. Akcja pierwszej części rozgrywała się głównie w klasztorze, tym razem zaś opowieść skupia się na dziecięcej krucjacie. Lubię takie książki, w których bohaterowie podróżują po świecie, spotykają na swej drodze różnych ludzi, próbują rozwikłać jakieś tajemnice, a niekiedy zwyczajnie pakują się w kłopoty. Gregory skupia się właśnie na konkretnych wydarzeniach, nie opisuje przesadnie miejsc, osób itp.

Jeśli chodzi o bohaterów, to chyba najbardziej polubiłam Iszrak i Freiza. Oboje mają interesujący, wyrazisty charakter. Są zabawni, żywiołowi, często nie przejmują się wieloma rzeczami, w przeciwieństwie do reszty. Powoli przestaję jednak lubić Izoldę. W pierwszej części wydawała mi się inna, trochę podobna do Iszrak. Teraz zaś prawie nigdy się nie odzywa, zachowuje się jak przestraszona dziewczynka i w dodatku jest na dobrej drodze do utraty szansy na miłość. Co ciekawe, wkurza się na Iszrak, a sama izoluje się od Luci. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach to się zmieni.

W tej części poznacie prawdziwie niszczycielską moc żywiołu, przeżyjecie chwile grozy, ale co najważniejsze - będziecie mieli okazję zastanowić się, czym jest ufność. Kogo można obdarzyć zaufaniem i czy są jego jakieś granice? Czy krucjata dziecięca to aby na pewno dobry pomysł? Poza tym bohaterowie znów poznają smak uczuć, niektórzy tych negatywnych, jak np. zazdrości. Niektórzy zrozumieją pewne sprawy... Czeka ich także cierpienie, ból po utracie kogoś ważnego i wiele nieoczekiwanych, zaskakujących wydarzeń, także tych pozytywnych.

Jeśli komuś podobała się pierwsza część, to nie powinien zwlekać i jak najszybciej przeczytać "Krucjatę". Jeśli zaś "Odmieniec" Was rozczarował, także sięgnijcie po tę powieść, może jeszcze przekonacie się do całej serii i zmienicie o niej zdanie? Śmiem twierdzić, że ta część jest nieco inna od pierwszej, różni się trochę klimatem, akcją, odrobinę zmieniła się także tematyka. Wielbicielom przygód, średniowiecza, podróży jak najbardziej polecam.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

niedziela, 6 kwietnia 2014

"Rywalki" Kiera Cass + "The Prince"

TYTUŁ: RYWALKI
SERIA: SELEKCJA #1
AUTOR: KIERA CASS
WYDAWNICTWO: JAGUAR
DATA WYDANIA: 2014
LICZBA STRON: 336
MOJA OCENA: 10/10


Która z Was nie marzyła kiedyś o byciu księżniczką? W dzieciństwie wiele z nas zaczytywało się w baśniach. "Rywalki" Kiery Cass to powieść, która ma w sobie cechy baśni, ale jest dość przewrotna, bowiem główna bohaterka nie marzy o księciu, ani pałacu, wręcz przeciwnie. Co by było, gdyby Kopciuszek wcale nie był zainteresowany księciem? Przekonajcie się!

Królestwo Illei, dawne Stany Zjednoczone. Społeczeństwo podzielone na kasty. America Singer należy do Piątek, czyli kasty artystów. Niestety, jej rodzinie często brakuje pieniędzy, mogą sobie tylko wyobrazić, czym jest dostatnie życie. Pewnego dnia zostaje ogłoszony konkurs, tzw. Eliminacje, które mają wyłonić żonę dla księcia. Z każdej z 35 prowincji ma zostać wybrane po jednej kandydatce, które będą walczyły o koronę. Rodzice Ami widzą w tym szansę na lepsze życie, gdyż otrzymaliby wsparcie finansowe. Dla dziewczyny zaś oznacza to rozstanie z Aspenem, sekretnym ukochanym. Pomimo wielu problemów i przeszkód marzyli o ślubie. Niestety Eliminacje jeszcze bardziej komplikują ich trudną sytuację. Ostatecznie Ami zgodnie z życzeniem rodziny zgłasza się do konkursu, ale zupełnie nie spodziewa się, że mogłaby znaleźć się w gronie 35 dziewcząt...

Powieść Kiery Cass po prostu kompletnie mnie oczarowała. Może niektórym ta historia wydaje się banalna, ale to tylko pozory. Ma ona w sobie tyle uroku, delikatnego humoru, jest bardzo subtelna, a jednocześnie z pazurem. Nie mogę przestać o niej myśleć, naprawdę. W tej historii liczy się każde spojrzenie, słowo, gest, wszystko ma swoje znaczenie i składa się na tak porywającą opowieść. Cały czas czułam tę pałacową atmosferę, wydawało mi się, że tam jestem. Poza tym autorka pozwala czytelnikom utożsamić się z bohaterami, zrozumieć ich, poczuć to, co oni.

Bardzo spodobał mi się pomysł autorki, bo chociaż podobne historie już się pojawiały, ta i tak jest wyjątkowa. Kiera Cass ciekawie opisała swoją wizję przyszłych losów świata. Doskonale ukazała także kontrast między poszczególnymi kastami oraz różne przyczyny marzeń o byciu księżniczką. Nie zapomniała też o wątku politycznym. Jeśli zaś chodzi o miłość - niektórzy powiedzą, że to kolejny trójkąt miłosny. Niby tak, ale tutaj wszystko z czegoś wynika i cała sytuacja jest bardziej złożona niż w większości np. romansów paranormalnych.

Polubiłam bohaterów, a szczególnie Ami, która jest niezwykle wyrazistą postacią. W niczym nie przypomina schematycznych, przestraszonych, nijakich panienek, śniących o choć jednym spojrzeniu księcia. America to bardzo zadziorna, szczera, niekiedy pyskata osoba, a jednocześnie tęskni za bliskimi i czasami także gubi się w tym, co czuje. Ciekawą postacią jest też Maxon, z pozoru nudny, zmuszony mówić i robić co mu każą. Jednak to wrażliwy chłopak, ofiara swojego pochodzenia i tytułu. Muszę przyznać, że zaintrygował mnie. Zaś jeśli chodzi o Aspena, to mam mieszane uczucia. Moje zdanie o nim co chwilę się zmieniało, ale przynajmniej dzięki temu nie było mowy o nudzie.

"Rywalki" są opowieścią o skomplikowanych uczuciach i trudnych relacjach, np. rodzinnych. To historia młodych ludzi, którzy czasami nawet nieświadomie, ale cierpią przez to, kim są. Niektórzy zostali zmuszeni do odgrywania takiej, a nie innej roli. Jednak w takim środowisku również potrafi zrodzić się przyjaźń, miłość. Czy takie uczucia będą ważniejsze od zasad Eliminacji? Książę musi przecież przez pewien czas umawiać się z wieloma dziewczynami i w końcu podjąć decyzję. Od jednego konkursu zależy jego przyszłość i szczęście.

Koniecznie przeczytajcie "Rywalki" i dajcie się porwać tej niesamowitej opowieści. Osobiście już nie mogę się doczekać drugiej części i cały czas myślę o tym, co się może wydarzyć.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

UWAGA! Polecam Wam także przeczytanie opowiadania "The Prince" w wersji ebook, które opisuje kilka dni z życia Maxona przed Eliminacjami. Czytelnicy mają okazję poznać początek całej historii z punktu widzenia księcia. Autorka skupiła się na jego emocjach, rozterkach, uczuciach. Opowiadanie to pomaga nam jeszcze lepiej zrozumieć tego bohatera. Ma ono około 60 stron, a jeśli ktoś nie zna dobrze angielskiego, to powinien również znaleźć tłumaczenie polskich czytelników.

OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA - KWIECIEŃ

Rozpoczynamy czwarty miesiąc wyzwania Ocalić od zapomnienia.
W komentarzach przesyłajcie: tytuł, autora oraz link do recenzji przeczytanej książki.

Dołączyć można w każdej chwili!

Zapisy oraz regulamin tutaj: http://kraina-ksiazek-stelli.blogspot.com/p/wyzwania-2014-r.html



Już wkrótce podsumowanie marcowej odsłony. Przypominam o wysłaniu linków, jeśli ktoś jeszcze zapomniał!

wtorek, 1 kwietnia 2014

Podsumowanie marca + plany czytelnicze na kwiecień

W marcu przeczytałam jeszcze raz tyle książek ile planowałam, z czego jestem bardzo zadowolona, tym bardziej, że wiele z tych powieści naprawdę mi się podobało.

Przeczytane książki: 12 (Władczyni Imperium, Nieskończoność, Uratuj mnie, Poza czasem, Królestwo łabędzi, Odmieniec, Urodzona o Północy, Alchemia miłości, Pat ze Srebrnego Gaju, Ojciec Goriot, Życie na wieczność, Filary Ziemi)
Liczba opublikowanych recenzji: 10
Liczba postów: 13
Liczba komentarzy (nie liczę tych do wyzwań ani moich): 124
Liczba wyświetleń: 1 233
Liczba przeczytanych stron: 4620

Książki przeczytane do wyzwań:
52 książki 2014: 11
Ocalić od zapomnienia: 3
Book Lovers: 11
Czytam fantastykę: 6
Serie na starcie: 7
Czytam opasłe tomiska: 9
Grunt to okładka: 9
Klucznik: 11

Tymczasem mój plan minimum na kwiecień:
Okładka książki RywalkiOkładka książki LucianOkładka książki Ranczo
Okładka książki Demony miłościOkładka książki Gra o tronOkładka książki Hyperversum 2. Sokół i lew

1. Rywalki - Kiera Cass - już od początku zwróciłam uwagę na tę książkę i na szczęście udało mi się ją wygrać.
2. Lucian - Isabel Abedi - gdy byłam młodsza to uwielbiałam serię tej autorki o Loli, mam nadzieję, że powieść dla młodzieży jest równie udana. Po długich poszukiwaniach zdobyłam ją z wymiany!
3. Ranczo - Robert Brutter, Jerzy Niemczuk - jeśli będzie tak zabawna jak serial to na pewno mi się spodoba.
4. Demony miłości - Eve Edwards - pierwsza część przypadła mi do gustu, więc już zarezerwowałam w bibliotece kolejną.
5. Gra o tron - George R. R. Martin - to książka podobno obowiązkowa dla wielbicieli fantastyki oraz powieści z mnóstwem intryg, polityki itp.
6. Hyperversum 2 - Cecilia Randall - długo czekałam na tę powieść i nareszcie 16 kwietnia premiera! Już zamówiłam w empiku i odliczam dni.

Czytelnicy