poniedziałek, 31 grudnia 2012

"Kosogłos"

  Od zakończenia jakiejkolwiek trylogii wymaga się wiele. Nie jest łatwo ją napisać, gdyż musi nie tylko dorównać poprzednim częściom, ale wręcz być lepsza od nich. Powinna pozostawić po sobie niezatarte wspomnienie, zakończyć wszystkie wątki tak, by nie rozczarować czytelników i nie spowodować niedosytu. Czy Suzanne Collins spełniła te warunki pisząc "Kosogłosa"? Myślę, że tak.
   "Katniss Everdeen wraz z matką i siostrą mieszka w Trzynastce - legendarnym podziemnym dystrykcie, który wbrew kłamliwej propagandzie Kapitolu przetrwał, a co więcej, szykuje się do rozprawy z dyktatorską władzą. Katniss mimo początkowej niechęci, wykończona psychicznie i fizycznie ciężkimi przeżyciami na arenie, zgadza się zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi."
  Podobnie jak w drugiej części, na czytelników czekają niespodziewane zwroty akcji, dynamizm i dużo emocji. W tej książce nie ma miejsca na nudę, potrafi zainteresować każdego, już od pierwszych stron. Do narracji w czasie teraźniejszym nietrudno się przyzwyczaić, przyspiesza ona akcję i nie pozwala oderwać się od lektury. Poszczególne wydarzenia są niezwykle zaskakujące i nieprzewidywalne. W tej historii może się zdarzyć naprawdę wszystko. Bohaterowie są niepewni swojego losu, śmierć czyha na każdym kroku.
  "Kosogłos" to powieść o nadzwyczajnej odwadze, determinacji i uporze. Mówi o tym, że walczyć o lepsze życie należy do samego końca. Bohaterowie zmagają się również z własnymi dylematami, często muszą dokonać trudnych wyborów, niekiedy ryzykować. W tej części głównym tematem jest przede wszystkim wojna, walka, bunt. Nie brakuje okrucieństwa, rozlewu krwi, mordu. Pojawiają się pytania, czy zemsta jest słusznym rozwiązaniem, czy można w odpłacie za cierpienie zadawać ból innym? Czytelnicy mają również okazję zastanowić się nad tym, czy poświęcenie dla innych oznacza rezygnację z własnego szczęścia i dobra oraz czy wojna jest w stanie usprawiedliwić wszystkie błędy i złe czyny.
  Autorka nie zapomina także o uczuciach. Katniss będzie musiała zdecydować z kim pragnie spędzić swoje życie. Wybierze Peetę czy Gale'a? Dowie się, że miłość nie oznacza tylko motylków w brzuchu, ale wymaga wiele cierpliwości, współczucia, troski o drugą osobę. Jeśli jest prawdziwa, potrafi przetrwać wszystko i nic jej nie pokona, ma zdecydowanie większą siłę niż nienawiść.
  Fanów całej trylogii chyba nie muszę zachęcać, żeby sięgnęli również po trzecią część. Jednak uważam, że każdy powinien przeczytać całą serię, oczywiście od początku. Jest to pouczająca, wzruszająca i bardzo ciekawa historia, która zostaje w pamięci na długo, skłania do refleksji i zastanowienia się nad życiem.

środa, 26 grudnia 2012

"Błękitnokrwiści"



  Od pewnego czasu wizerunek wampirów ulega zmianie we współczesnej literaturze i kinie. To już nie są te krwiożercze potwory z horrorów, mieszkające w trumnach i siejące postrach wśród ludzi, tylko „oswojone” istoty, tak bardzo popularne wśród młodzieży. Melissa de la Cruz w serii „Błękitnokrwiści” przedstawiła wampiry w jeszcze innym, zupełnie nowym świetle. Właśnie jestem po lekturze szóstej części pt.: „Zagubieni w czasie”.
  Schuyler i Jack połączeni nierozerwalną więzią zostają skazani na kolejne rozstanie. Ona pragnie spełnić ostatnią wolę swego dziadka i odszukać mityczne wrota, od których zależy cała przyszłość błękitnokrwistych. Zaś Jack planuje pogodzić się z Mimi, nie wie tylko, że jego siostra wyjechała z Nowego Jorku, by w towarzystwie Olivera ratować Kingsleya Martina. Dziewczyna za wszelką cenę planuje doprowadzić tę miłosną historię do happy endu.
  „Błękitnokrwiści” to bardzo oryginalna i dość nietypowa seria o wampirach jakich jeszcze nie znaliście. Autorka przedstawia ich jako nastolatków z najbogatszych rodzin w Nowym Jorku. To rozpieszczone, kochające imprezy, zarozumiałe i nie stroniące od intryg dzieciaki. Ukrywają przed światem swój sekret: są upadłymi aniołami próbującymi wrócić do łask. Nie zostali wampirami w wyniku ukąszenia, zawdzięczają to błękitnej krwi, która płynie w ich żyłach. Oczywiście żywią się ludzką krwią, ale nie wymaga to zabicia człowieka, tylko uczynienia z niego swojego familianta, co niestety powoduje, że taka osoba zakochuje się na zabój w danym błękitnokrwistym.
  W całej serii pojawia się bardzo wiele wątków. Śledzimy walkę błękitnokrwistych ze srebrnokrwistymi, mamy również zagadki kryminalne, tajemniczą śpiączkę Allegry, tajemnicze pochodzenie Schuyler. Niby dzieje się dużo, ale książka aż tak nie wciąga, momentami czytałam poszczególne części wręcz z niejakim znudzeniem, motywowała mnie jedynie ciekawość, jak dalej potoczą się losy wampirów z Manhattanu. Pomimo nudnych momentów, całość czyta się bardzo szybko, na co wpływa płynny styl autorki, ale i dobra czcionka.
  Na brak bohaterów również nie można narzekać. Mamy okazję poznać opisywaną historię z kilku punktów widzenia. Schuyler jest według mnie dosyć nijaka, tak samo jej uczucie do Jacka. Zawróciła w głowie swojemu przyjacielowi, Oliverowi, po to by oczywiście i tak być z tym wyśnionym, idealnym Jackiem. On, szaleńczo w niej zakochany, co nie znaczy, że nie może ulec urokowi Mimi, z którą chce przecież zerwać więź! Brak charakteru, zdecydowania, silnej woli, słabość do kobiet? O wiele ciekawszą postacią jest chociażby Bliss, której historia naprawdę wciąga, niestety kończy się w czwartym tomie. Na szczęście autorka właśnie pisze nową serię, właśnie o Bliss. Interesująca jest także Mimi, po której można się spodziewać naprawdę wszystkiego. To dziewczyna o dwóch obliczach, z pozoru egoistka i zdecydowanie czarny charakter, jednak czy pod tym nie kryje się choć odrobina dobrych uczuć?
  „Błękitnokrwiści” zawierają oczywiście wiele wątków romantycznych. Bohaterowie zmagają się z przeznaczeniem, przed którym nie są w stanie uciec. Ich uczucia wiele razy są wystawiane na próby, jednak największym problemem dla nich jest zanik miłości między wampirami połączonymi odwieczną więzią. Pojawia się także zakazane uczucie wampir-familiant, to kolejny związek, który nie ma szans przetrwać. Czy prawdziwa miłość się kiedyś kończy? Czy może trwać wieczność, nie tylko dlatego, że została już z góry zapisana? Odnajdziecie w tej serii dużo dylematów związanych z uczuciami, przyjaźnią, lojalnością, wiernością.
  Co nowego pojawia się w szóstej części? Przede wszystkim motyw przebaczenia. Mimi będzie musiała uporać się z nienawiścią i wybaczyć swojemu bratu, czy jest na to gotowa? Przed takim zadaniem stanie również Charles, który będzie próbował odzyskać miłość Allegry. Kolejne zadanie Mimi to uratowanie Kingsleya z Piekła, miejsca z którego powrót jest bardzo trudny. Na dziewczynę czekają trudne wybory, poświęcenia, ale i prawdziwe, ludzkie uczucia. Czy doceni dar jakim jest przyjaźń i miłość? Zmiany, które zachodzą w tej bohaterce są bardzo interesujące, pozwalają wierzyć w to, że każdy zasługuje na drugą szansę i może zacząć nowe, lepsze życie.
  Czy warto przeczytać „Błękitnokrwistych”? Jeśli ktoś lubi wampiry lub szuka czegoś oryginalnego – na pewno. Autorka miała dobry pomysł, jednak niezupełnie go wykorzystała. Seria jest dosyć niedopracowana, brakuje jej „tego czegoś”. Dlatego arcydziełem z pewnością nie można jej nazwać, ale znajdzie swoich fanów.

niedziela, 23 grudnia 2012

Złodzieje bohaterami?



  Lubimy czytać książki fantasy o wielkich bohaterach, którzy dokonują niezwykłych czynów. Tym razem jednak czytelnicy mają okazję poznać dwóch łotrzyków, którzy nie stronią od kradzieży, podstępnych intryg i niecnych planów. Jednak wszystko dla „dobra sprawy”. Motyw znany, ale ciekawy, dlatego z chęcią zapoznałam się z książką „Królewska krew. Wieża elfów” autorstwa Michaela J. Sullivana.
  „Zamordowany został król. Władza przeszła w ręce spiskowców, którzy sądzili, że każdy element ich planu był doskonały. Poza jednym. Winą próbowali obarczyć Royce’a i Hadriana. Ci nie są jednak byle złodziejaszkami i nie pójdą dobrowolnie pod pręgierz. To okryty złą sławą duet Riyira, i nikt nie powstrzyma ich przed krwawą zemstą! Los królestwa spoczywa w rękach dwóch najemników.”
Królewska krew. Wieża elfów - Michael James Sullivan  Powieść Sullivana wciąga czytelnika już od pierwszych stron. Nie ma w niej jakiegoś długiego i nudnego wprowadzenia w wymyślony świat, ani zbędnego przedstawiania sytuacji. Od razu zostajemy wplątani w wir wydarzeń, a jest ich naprawdę wiele, tak jak bohaterów. Sullivan posługuje się prostym, ale pełnym dynamizmu i swobodnym stylem. Skupił się bardziej na fabule i akcji, niż emocjach, uczuciach i przesłaniu, co niektórzy mogą uważać za zdecydowany minus. Jednak jest to lekka i rozrywkowa książka, idealna na długie zimowe wieczory. Wymaga jednak dużej koncentracji, gdyż łatwo pogubić się w tak rozbudowanej fabule.
  Co jeszcze znajdziecie w tej książce? Przede wszystkim intrygi, w które zamieszany jest każdy z występujących w powieści postaci. Nic nie będzie oczywiste, przed wami liczne i niespodziewane zwroty akcji, morderstwa, kradzieże, walki o władzę. Jest miłość i nienawiść, dobro i zło, odwaga oraz tchórzostwo, ocalenie i śmierć. Myślę, że to gratka dla fanów książek stylizowanych na średniowieczu. Oczywiście są również elementy fantasy, czyli magia oraz smoki, krasnale, czarodzieje i elfy. Między tymi ostatnimi, a ludźmi panuje odwieczny konflikt.
  Chociaż „Królewska krew. Wieża elfów” jest powieścią, która ma na celu rozrywkę i nie jest moralizatorska, ani nadmiernie pouczająca, można odnaleźć w niej ważne dla człowieka wartości. Pozwala zastanowić się, czy przestępstwa dla dobra sprawy są słusznym rozwiązaniem problemów. Mówi także o tym, że nienawiść nie pomaga nawet na wojnie. Daje do zrozumienia, że bardzo łatwo jest osądzić niewinnych ludzi, gdy tymczasem zło kryje się zupełnie gdzie indziej… Uczy pojednania i troski o rodzinę, gdyż nie trudno ją stracić. Opowiada o dążeniu do prawdy i zwycięstwie dobra nad złem.
  Komu polecam powieść Sullivana? Wielbicielom literatury fantasy, przygodowej oraz nawiązującej do średniowiecza. Książka jest pełna humoru, przygód i pozwala oderwać się od rzeczywistości na długie godziny, gdyż ma ponad 700 stron. Nie powiem, że jest jedną z moich ulubionych, ale bardzo mi się podobała i z przyjemnością sięgnę po drugą część.

wtorek, 4 grudnia 2012

"W pierścieniu ognia"



  Katniss i Peeta mają odbyć obowiązkowe Tournee Zwycięzców. Trwają też przygotowania do 75. Głodowych Igrzysk. Bezwzględny Kapitol tym razem wpadł na naprawdę okrutny pomysł. Z każdego Dystryktu dwoje wylosowanych Zwycięzców weźmie udział w Igrzyskach Ćwierćwiecza. Zwycięży najlepszy z najlepszych…
  Druga część „Igrzysk Śmierci”, pt.: „W pierścieniu ognia” autorstwa Suzanne Collins zainteresowała mnie jeszcze bardziej niż pierwsza. Akcja jest coraz ciekawsza, naprawdę dużo się dzieje! Moją uwagę szczególnie zwróciła wędrówka bohaterów przez trującą mgłę i tajemniczy wybuch. Ponadto ludzie zaczynają się buntować, w efekcie czego szykuje się powstanie. Dynamiczne opisy powodują, że czytelnik się nie nudzi, a całość czyta się jednym tchem.
W pierścieniu ognia - Suzanne Collins  W książce występuje wielu oryginalnych i różnorodnych bohaterów. Mają w sobie wewnętrzną siłę i upór. Są gotowi walczyć z przeciwnościami, z okrucieństwem, złymi zasadami. Nigdy się nie poddają. Katniss za wszelką cenę pragnie zapewnić sobie i bliskim godne życie. Wpada nawet na plan ucieczki, niestety nie jest to takie proste. Dziewczyna zastanawia się, jaką podjąć decyzję, dokąd uciec i kogo zabrać ze sobą. Pogłoski o istnieniu Trzynastego Dystryktu mogą dać bohaterom nadzieję na lepsze życie…
  Nienawiść i okrucieństwo nie są w stanie zniszczyć uczuć. Niektórzy uczestnicy Igrzysk pomagają sobie nawzajem, tworzą sojusze, które czasem przeradzają się w przyjaźń. Pomimo tego, iż wygrać może tylko jedna osoba, Katniss i jej sojusznicy wspierają osoby słabsze, starsze. Są gotowi do poświęceń dla drugiej osoby, nawet kosztem własnego życia. To piękny przykład pozytywnych uczuć, które są silniejsze od zła.
  „W pierścieniu ognia” to także opowieść o miłości. Katniss i Peeta nadal udają, że są parą (z tym, że on rzeczywiście ją kocha). Coraz bardziej pogrążają się w kłamstwach, których już nie da się odkręcić. Tymczasem dziewczyna nie jest pewna swoich uczuć. Bardzo ważny jest dla niej Gale, a znajomości z nim nie jest w stanie ukryć przed władzą. Jedynym wyjściem by zniszczyć plotki jest ślub z Peetą. Autorka próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy można postępować wbrew sobie, dla dobra sprawy. Poza tym czasami jesteśmy nieświadomi tego, co naprawdę czujemy i potrzebujemy czasu, aby to zrozumieć.
  Całą serię polecam zarówno młodzieży, jak i dorosłym. To wzruszająca książka mówiąca o walce ze złem i dążeniu do sprawiedliwości. Daje nadzieję i nie pozwala się poddawać.

niedziela, 25 listopada 2012

"Quo Vadis"



  Niedawno opublikowałam na blogu „Top 10: Książki, które warto ocalić od zapomnienia”. Jedna z czytelniczek w swoim komentarzu napisała, że ona chciałaby ocalić od zapomnienia „Quo Vadis” autorstwa Henryka Sienkiewicza. Zmotywowało mnie to do przeczytania tej książki. Stwierdzam, że zdecydowanie miała rację.
  Rzym za czasów rządów Nerona. Winicjusz, patrycjusz rzymski zakochuje się w Ligii, zakładniczce Rzymu. Próbuje za wszelką cenę zdobyć ukochaną, nawet porywając ją z domu rodzinnego, nie wie jednak, że dziewczyna jest chrześcijanką. Chrześcijan w Rzymie pojawia się coraz więcej i budzą oni coraz większy niepokój. Jednak niesłuszne osądy i nienawiść nie są w stanie zniszczyć ich wiary…
  „Quo Vadis” to prawdziwe arcydzieło. Czytając tę książkę mamy okazję przenieść się do starożytnego Rzymu i uczestniczyć w opisywanych wydarzeniach. Bohaterowie są bardzo realni, prawdziwi i wiarygodni. Jesteśmy w stanie dzielić z nimi ich uczucia, zrozumieć ich, podziwiać lub potępiać. Zadziwia mnie wielowątkowość tej powieści i rozbudowana fabuła.
  „Quo Vadis” to powieść historyczna, w ciekawy sposób ukazująca nam życie w Rzymie, obyczaje, kulturę i zwyczaje wówczas panujące oraz przedstawia wartości, którymi się kierowano. Warto zwrócić uwagę na postać cesarza Nerona. Autor opisał jego bezwzględność, egoizm, samouwielbienie, nienawiść do chrześcijan. Jednym z ważniejszych momentów jest pożar Rzymu, którego sprawca to właśnie Neron, szukający „natchnienia”. Opisy tej katastrofy pochłaniają czytelnika, wstrząsają i na długo zostają w pamięci. Sprawiają, że zdajemy sobie sprawę z ogromu tej tragedii.
  Przede wszystkim jest to opowieść o wielkiej wierze i nadziei. Chrześcijanie pomimo trudnych i ciężkich chwil, rozpaczy, nieszczęść, są nadal wierni Chrystusowi. Nie jest w stanie pokonać ich prześladowanie, choroby, nawet śmierć. Czytelnicy mogą śledzić proces nawrócenia Winicjusza, a przy okazji sami pogłębić swą wiarę. Powieść mówi o tym, że do końca powinniśmy wierzyć w cuda, dzielnie trwać przy wzniosłych ideałach, wartościach i nie poddawać się pomimo momentów zwątpienia. Wyjaśnia sens cierpienia, śmierci i daje nam siłę.
  Kolejnym tematem poruszanym w „Quo Vadis” jest uczucie. Jesteśmy świadkami tego, jak zafascynowanie Winicjusza Ligią przeradza się w prawdziwą, wielką miłość, skłonną do poświęceń, pozbawioną egoizmu, pełną troski o drugą osobę. Winicjusz uświadamia sobie, że kochamy kogoś, jeśli kochamy jego duszę. Powieść podkreśla również znaczenie przyjaźni. Petroniusz aby pomóc Winicjuszowi jest gotowy przeciwstawić się Neronowi, ryzykuje własnym życiem, by jego przyjaciel był szczęśliwy.
  Powieść Henryka Sienkiewicza po prostu trzeba przeczytać. Została napisana językiem przystępnym dla czytelników, nie zawiera momentów, które mogłyby znudzić czytelnika. Jest ona ponadczasowa, mówi o wartościach ważnych dla każdego człowieka, o których jednak często zapominamy.

niedziela, 11 listopada 2012

"Drużyna"



  Fani „Zwiadowców” nie musieli zbyt długo martwić się wieścią o zakończeniu całej serii. Po pierwsze, John Flanagan planuje jednak nadal ją kontynuować, a po drugie, właśnie ukazują się poszczególne części „Drużyny”, nowej trylogii tego autora. Właśnie jestem po lekturze pierwszej i drugiej części , czyli „Wyrzutków” i „Najeźdźców”. Czy moja tęsknota za „Zwiadowcami” choć na chwilę została uśpiona?
  Marzenie każdego chłopaka ze Skandii to zostać wojownikiem. Najpierw jednak dzieleni są na grupy, w celu przebycia odpowiedniego szkolenia, po którym zostanie wyłoniona najlepsza grupa . Hal Mikkelson, którego matka jest Araluenką i byłą niewolnicą, a ojciec poległ w walce, to niewysoki i szczupły szesnastolatek. Zostaje skirlem Czapli, drużyny składającej się z chłopaków, których nikt nie chciał do swojej ekipy. Czy udowodnią Erakowi, że są prawdziwymi wojownikami? Jak poradzą sobie z licznymi trudnościami, na otwartym morzu oraz w walce z piratami? Przed nimi wiele wyzwań i niebezpiecznych misji.
  Akcja „Drużyny” rozgrywa się w tym samym świecie, co „Zwiadowców”, jednak autor nie skupił się na Araluenie, ale na Skandii (odpowiednik Skandynawii). Umiejętnie wprowadza czytelników w surowy klimat i ciekawe krajobrazy tego kraju, tak iż można poczuć, że naprawdę jest się w tych stronach. Widać, że Flanagan ma lekkie pióro, potrafi zainteresować oraz rozbawić. Co najważniejsze – nadal nie brakuje mu pomysłów, a tego przecież oczekujemy od znanych i lubianych pisarzy. Kreuje również interesujących bohaterów. Każdy z nich jest inny, ma swoje zalety, ale też wady, które nie są w książce pominięte. Owszem, Hal jest trochę podobny do Willa, a Stig do Horace’a, ale osobiście wybaczam te podobieństwo, choć możliwe, że niektórych może to nieco zirytować. Jednak to ciekawe – zobaczyć ulubionych bohaterów w innej wersji.
  Obie części „Drużyny” mówią nam o tym, jak ważna jest prawdziwa przyjaźń, upór, determinacja, odwaga. Jeśli wszyscy chłopacy z drużyny nie nauczą się współpracować, nie wygrają. Bohaterowie są zdolni do wielu poświęceń na rzecz swoich kumpli, a także pomocy im. Podkreślona także została zasada fair-play, tak ważna w rywalizacji. Bardzo wzruszył mnie moment, gdy Czaple zrezygnowały ze zwycięstwa w danej konkurencji, aby pomóc tonącym Wilkom, a nie każdego było stać na taki czyn… Oczywiście pojawiło się o wiele więcej podobnych sytuacji. Autor uświadamia nam, że nie liczy się tylko siła mięśni, ale także dobre serce i inteligencja.
  „Drużyna” może nas nauczyć tego, iż każdy człowiek jest wartościowy, nawet jeśli różni się od pozostałych. Zwraca uwagę na to, że każdy z nas popełnia błędy, ale powinien wyciągać z nich wnioski. Przede wszystkim zaś  należy dać mu drugą szansę i pomóc wrócić na tę właściwą drogę. Przecież tak łatwo można się zagubić i nie radząc sobie z problemami, zniszczyć całe swoje życie… W takiej sytuacji był Thorn, wielki wojownik, który stracił rękę i nie potrafiąc pogodzić się z kalectwem szukał ukojenia w alkoholu.
  Na uwagę zasługuje także postać Lydii, która udowadnia, że dziewczyna również potrafi być waleczna i dzielna. Nie zgadza się na małżeństwo z przymusu, razem z Czaplami walczy przeciwko piratom. Przed nie lada wyzwaniem stanie również Erak, który będzie musiał nauczyć się wybaczać, zresztą nie tylko on. Trudną sztuką okaże się także przepraszanie. „Tylko wielkiego człowieka stać na przeprosiny.” – „Wyrzutki” s.317.
  Z „Drużyną” powinni się zapoznać nie tylko wielbiciele „Zwiadowców”. To seria pełna przygód, śmiechu i wzruszeń, która zaprasza do zupełnie innego świata, jednocześnie tak bliskiego rzeczywistemu. Czy jest lepsza od poprzedniczki? Dla mnie „Zwiadowcy” na zawsze pozostaną moją ukochaną serią fantasty, ale „Drużynę” polubiłam bardzo i już nie mogę doczekać się kolejnej części!

Czytelnicy