wtorek, 30 kwietnia 2013

"Istoty Chaosu"



   „Ethan myślał, że zdążył się już przyzwyczaić do strasznych i niemożliwych rzeczy, które od czasu, kiedy poznał Lenę, działy się w Gatlin. Ale kiedy razem z Leną wrócili do domu, okazało się, że słowa “straszny” i “niemożliwy” nabrały nowego znaczenia. Szarańcza, niespotykane upały i gwałtowne burze zaczęły nawiedzać Gatlin… Wszytko wskazywało na to, że powodem tych nieszczęść jest Lena, która nie potrafi zapanować nad swoimi mocami. Czas płynął i tylko jedno było pewne… miasteczko przestanie istnieć, jeśli straszliwe moce kłębiące się nad nim nie zostaną ujarzmione, a to wymaga wielkiej ofiary”.
Istoty chaosu - Kami Garcia   Muszę przyznać, że „Istoty Chaosu” Kami Garci i Margaret Stohl trochę mnie rozczarowały. Poprzednie części po prostu uwielbiam, więc po tej spodziewałam się czegoś rewelacyjnego. Brakowało mi jakiegoś punktu kulminacyjnego, rozwinięcia akcji, wszystko było zbyt statyczne. Nie działo się nic konkretnego, jak chociażby w drugiej części cała wędrówka przez tunele. Tutaj owszem, zeszli do podziemi, ale tylko na chwilę. Nie wiem, czy autorkom zaczęło brakować pomysłów, czy może ta część miała taka być. Według mnie powinno się dziać, przecież panuje chaos, ludzie myślą, że to koniec świata, a to wszystko jakieś niewiarygodne. Oczywiście podobały mi się niektóre momenty, urok plantacji, gospodarstw. Klimat książki nadal ten sam, jest ona dobrze napisana, ale czegoś brakuje. Mimo wszystko przeczytałam ją bardzo szybko i nie mogę powiedzieć, że się nudziłam albo że żałuję czasu spędzonego na tej lekturze.
   „Istoty Chaosu” zaczynają się ciekawie. Niekontrolowane zjawiska, wręcz kataklizmy, podejrzenie końca świata. Nastrój grozy jest świetny, lubię takie klimaty, ale dlaczego autorki nie wykorzystały tego pomysłu?! Bohaterowie mają wiele kłopotów, chociażby Marian, która musi ponieść karę za zmienienie i zaburzenie porządku. Zmieniło się przecież wszystko. Linka uwielbiają wszystkie dziewczyny, Ridley chodzi do szkoły. To wszystko wprowadza wiele zamieszania, wywołuje często komiczne, a czasami również tragiczne wydarzenia. Ciekawy jest wątek miłości Rid i Linka, zastanawia mnie tylko to, że skoro oboje coś do siebie czują, to dlaczego tak się zachowują? Fani Johna Breeda także nie będą zawiedzeni. Ten tajemniczy bohater znowu się pojawi, tym razem zaskakująco, w nieco lepszej postaci. On również dowie się, czym jest prawdziwe uczucie.
   Książka znów mówi o poświęceniu, trudnych wyborach. Czy jesteśmy w stanie oddać życie za tych, których kochamy? Główni bohaterowie znów poznają gorycz rozstania, tym razem innego niż w poprzedniej części. Dowiedzą się też, jak ciężko jest żegnać się z najbliższymi, wiedząc, że już nigdy mogą ich nie zobaczyć. Oczywiście znowu pojawią się wizje, Lena pozna tajemnicę swojej matki, drugą stronę całej tej przykrej historii. Ta część „Kronik Obdarzonych” jest niezwykle wzruszająca i smutna. Jak zapowiedzieli wydawcy, tym razem happy endu nie będzie. Właściwie dzięki temu nie jest to cukierkowa powieść, gdzie wszystko układa się dobrze i dobrze kończy.
   Polecam ją wszystkim fanom „Kronik Obdarzonych”, jeśli ktoś jeszcze nie czytał, radzę zacząć od pierwszej części, inaczej nie ma to sensu. Myślę, że nie każdy z Was się rozczaruje, czytałam recenzje pełne zachwytów, każdy lubi co innego. Oczywiście nie mogę się doczekać czwartej i podobno ostatniej już książki z tej serii, a szkoda.

niedziela, 28 kwietnia 2013

"Ruiny Gorlanu"

 Barwna, epicka opowieść o odwadze i przyjaźni. Tymi słowami scharakteryzowano pierwszą księgę serii "Zwiadowcy", pt.: "Ruiny Gorlanu", autorstwa John'a Flanagana. Ta książka jest ważnym wydarzeniem w dziejach literatury fantasty. W krótkim czasie zdobyła rzeszę fanów i stała się światowym bestsellerem. Czy zasłużyła na to? Z pewnością.

  Fantasy bez magii. Czy to jest możliwe? Tak wiele osób nie wyobraża sobie powieści fantasty bez czarownic, wampirów, złych czarnoksiężników, zaklęć itp. John Flanagan udowodnił, że są to stereotypy. Dobra fantastyka nie musi opierać się na magii. "Ruiny Gorlanu" to czysta przygoda. I są 1000 razy lepsze od "Harry'ego Pottera", "Zmierzchu" i wielu innych. Książka zawiera w sobie tyle emocji, uczuć, determinacji. I właśnie w tym tkwi siła!
  Araluen, 643 rok Wspólnej Ery. Zły "hrabia" Morgarath znów planuje zemścić się na królestwie i królu Duncanie. Tymczasem dla 15-letniego, osieroconego Willa i jego przyjaciół nadchodzi czas wyboru. Muszą zdecydować, kim chcą zostać w przyszłości. Chłopak pragnie być rycerzem. Niestety, ze względu na swój niski wzrost i delikatną posturę, nie zostaje przyjęty do Szkoły Rycerskiej. Tajemniczy człowiek w maskującej pelerynie z kapturem, proponuje Willowi naukę. To Halt, członek Korpusu Zwiadowców, ludzi owianych legendą. Czy Will także do nich dołączy?
  Już sama okładka zachęca do czytania i idealnie oddaje klimat panujący w książce. Tajemnicze ruiny, zagadki, niebezpieczeństwa - to jej główne składniki. Powieść jest niezwykle wciągająca, czasem wzruszająca, momentami zabawna, ale też nieco przerażająca...
  "Ruiny Gorlanu" przedstawiają świat stylizowany na średniowieczu. Zachwycą wszystkich wielbicieli tej epoki. Czytelnicy mają okazję przeżyć rycerskie polowania, nauki, walki; zwiedzić okazałe zamczyska, a przede wszystkim oderwać się od telefonów, komputerów i innych wynalazków współczesności. Autor pisze tak, że przed naszymi oczami pojawia się wszystko, co zostało zawarte na kartach powieści. Opisy są właśnie takie, jakie być powinny - ciekawe, bez zbędnej długości i przynudzania.
  John Flanagan stworzył tak wielu wspaniałych i różnych od siebie bohaterów. Jest Alyss - wysoka i smukła dziewczyna, urodzona dyplomatka, którą Will darzy szczególną sympatią. Tajemniczy, z pozoru zamknięty w sobie Halt. Zarozumiały, nieprzyjazny "osiłek" Horace, który z czasem się zmienia. Jego przemiana została świetnie opisana - wydarzenia, czynniki, które ją spowodowały. Czasem nie mogę uwierzyć, że z początku czarny charakter stał się moim ulubionym bohaterem tej serii. Jeśli chcecie poznać innych, musicie sięgnąć po "Zwiadowców".
  "Ruiny Gorlanu" opowiadają o sile przyjaźni, która może przezwyciężyć wszystko. Mówią nam, że prawdziwi przyjaciele są gotowi do poświęceń. Ryzykują własne życie, by ocalić bliskich. Przyjaźń przychodzi czasem w najmniej oczekiwanym momencie, ale zawsze wtedy, gdy jej potrzebujemy. Dzięki tej książce zrozumiałam, że bywa tak, iż nawet nasi wrogowie mogą stać się naszymi powiernikami i najbliższymi osobami.
  Marzenia się spełniają, trzeba tylko chcieć. Choć nie zawsze dokładnie tak, jak byśmy sobie zapragnęli. Czasem to, co nas przeraża, może okazać się sensem naszego życia. Will miał okazję przekonać się o tym. Okazało się, że nie musi być rycerzem, aby walczyć w obronie ojczyzny. Wystarczy odwaga, poświęcenie, pasja i przyjaźń.
  "Ruiny Gorlanu" to prawdziwe arcydzieło. Spodobają się dziewczynom, chłopakom, nawet dorosłym. To mądra, zostająca w pamięci i sercu książka, która zasługuje na miano "przyjaciela człowieka".

sobota, 27 kwietnia 2013

"Ty, ja i fejs" - W świecie Facebooka



   Czy zastanawialiście się kiedyś, co by się stało, gdybyście znali swoją przyszłość? Bohaterowie książki „Ty, ja i fejs” Jay’a Ashera oraz Carolyn Mackler mieli taką możliwość. Rok 1996. Emma dostaje od ojca komputer. Razem z przyjacielem Joshem, nieświadomie oraz przypadkowo znajduje link do pejsa. Mają okazję zobaczyć swoje wpisy, zdjęcia, status związku, które opublikują za piętnaście lat! Zaczynają eksperymentować, próbują zmieniać przyszłość. Z początku jest to ciekawe, ale czy warto znać przyszłość?
Ty, ja i fejs - Jay Asher, Carolyn Mackler   Czytałam już kilka powieści o podróżach w czasie, ale do przeszłości. „Ty, ja i fejs” było więc dla mnie czymś nowym. To naprawdę ciekawa książka i warto się z nią zapoznać, aczkolwiek wątpię, że jeszcze do niej powrócę. Styl jest prosty, młodzieżowy, narracja wartka, pierwszoosobowa. Mamy okazję poznać tę historię z punktu widzenia zarówno Emmy, jak i Josha. Nie znajdziecie tu zbędnych opisów, ani filozoficznych rozważań, to powieść typowo dla nastolatków. Jej zaletą jest także to, iż nie jest to pusta opowieść, ale mądra, z przesłaniem.
   „Ty, ja i fejs” mówi nam przede wszystkim o tym, iż każde nasze działanie w teraźniejszości, wpływa na przyszłość. Przeszłości zmienić nie można, ale przyszłość tak. Ona zależy od nas, los jest w naszych rękach. Nie warto eksperymentować. Emma chciała się przekonać, jak na jej przyszłość wpłynie każda rozmowa, wydarzenie. Josh żył tak, aby było to zgodne z jego wpisami na fejsie, a co z sercem? Nie ma sensu na siłę manipulować swoim życiem, postępować wbrew sobie. Książka nie krytykuje Facebooka, ale też nie pochwala. Ukazuje tylko absurdalność tego, że niektórzy całe swoje życie publikują w Internecie. „Dlaczego ktokolwiek wypisywałby takie rzeczy o sobie w Internecie? To jakieś szaleństwo”. „Dlaczego tu jest napisane, że ona ma trzystu dwudziestu znajomych? – pyta Josh. – Kto by miał tylu znajomych?”.
   To także książka o uczuciach, poszukiwaniu szczęścia. Josh i Emma przyjaźnią się od lat, on jednak poczuł do niej coś więcej, ona nie. Wiem, ten motyw występuje bardzo często, ale czyż nie jest życiowy? Zaś Emma miała już wielu chłopaków, były to jednak krótkie związki, gdyż dziewczyna i tak nie wierzy w miłość. Zachwyca ją tylko uroda uroczego Cody’ego i równie bardzo rozczarowuje się. Czasami po prostu odrzucamy swoje uczucia, bo wydaje się nam, że ich nie chcemy. Bohaterka ma jeszcze jeden problem, bowiem fejs mówi jej, że będzie nieszczęśliwa. Nastolatka próbuje więc zmieniać przyszłość, ale tu nie wystarczy wyeliminować rzekomego przyszłego męża, trzeba zmienić swoje zachowanie.
   Polecam powieść wszystkim, którzy mają dosyć pustych młodzieżówek, które niczego nie wnoszą. Ta książka jest naprawdę inna, wartościowa. Myślę, że nikt nie pożałuje czasu spędzonego na takiej lekturze.

piątek, 26 kwietnia 2013

"Piosenki dla Pauli"



   "Książka fenomen. Rzesze fanek". Czytając takie opinie, jak wymienione wcześniej, zazwyczaj wpisujemy powieść na listę „chcę przeczytać”. Pytanie tylko, na ile te komentarze zgadzają się z rzeczywistością. Rozumiem, że niektórzy mogą być zachwyceni „Piosenkami dla Pauli” Blue Jeansa, ale bez przesady, chyba ktoś tu się postarał o dobrą reklamę. Na miano światowego bestsellera zasługują powieści Flanagana, „Kroniki Obdarzonych” i wiele innych, ale „Piosenki dla Pauli”?
Piosenki dla Pauli - Blue Jeans   Siedemnastoletnia Paula od dwóch miesięcy czatuje ze starszym o ponad pięć lat Angelem. Nadchodzi czas na ich spotkanie w realu, jednak młody dziennikarz znacznie się spóźnia, pojawia się za to przystojny Alex, czytający tę samą książkę co Paula. Angel w końcu przychodzi na randkę, ale ma poważnego rywala, a co jeśli pojawi się trzeci wielbiciel? Czy Paula rozezna się w swoich uczuciach?
   Może najpierw zacznę od zalet książki, bo takowe są. To zabawna historia, idealna rozrywka, sposób aby oderwać się od codzienności i pośmiać. Powieść czyta się bardzo szybko, autor posługuje się stylem odpowiednim dla młodzieżówek tego typu. Czytelnik nie zanudzi się, gdyż ciągle coś się dzieje. To zakręcona opowieść, dużo bohaterów, wydarzeń. Blue Jeans z początku publikował ją w Internecie i rzeczywiście, czuć ten blogowy styl, charakteryzujący się dynamiką, lekkością, różniący się od powieści w formie książkowej. Poza tym wzbogacają ją piosenki, które stale towarzyszą bohaterom i dodają jej uroku.
   Niestety, „Piosenki dla Pauli” bardzo przypominają telenowele typu „Moda na sukces”, co jest już poważną wadą. Każdy z bohaterów jest zakochany w co najmniej dwóch osobach, ale co ciekawe, np. Paula twierdzi, że jeśli kochamy dwóch chłopaków, to tak naprawdę żadnego. Ciekawe jest to, iż dziewczyna dopiero co zaczyna chodzić z Angelem, a już ma wątpliwości i czuje, że interesuje ją Alex. Angel nic lepszy, flirtuje z młodą piosenkarką, Katią. Zakochanego w Pauli Maria, intryguje Diana. Czy wymieniać dalej? Myślę, że reszta niech pozostanie niespodzianką. Akcja książki trwa nieco ponad tydzień, a teoretycznie powinien to  być miesiąc, a nawet rok. Zaskakujące jest także to, iż już od pierwszego spotkania Paula i Angel chodzą ze sobą. Ich zachowania są dosyć sztuczne, nierealne. Chyba tylko Alex jest inny niż pozostali, gdyż on przynajmniej ma tylko jeden obiekt uczuć i pozostaje obojętny na zaloty Irene. Denerwowało mnie wielu bohaterów, choćby przyjaciółki Pauli, puste i płytkie nastolatki, inaczej o nich powiedzieć nie można. Wszyscy mają dość dziwne definicje uczuć i nie tylko. Autor przesadził także co do wieku bohaterów. I jeden, i drugi musiał być od niej o tyle starszy? Jeden taki wątek w zupełności by wystarczył.
   Przesłanie? Może takie, że warto walczyć o swoje pasje i marzenia. Alex bardzo poświęca się pisaniu, swojej książce, chce ją wypromować, zainteresować czytelników. Trudno ocenić tę powieść i powiedzieć, czy warto przeczytać. To zależy. Jeśli macie pod ręką ambitniejsze książki, nie traćcie czasu, ale jeśli chcecie się pośmiać, czemu nie? Możliwe, iż z ciekawości przeczytam kolejne części, lecz nie jest to powieść, do której się wraca. Tu nie chodzi o to, że nie lubię obyczajowych powieści, bo lubię. Dobre współczesne młodzieżówki to książki Brashares, Andrzejczuk. One coś wnoszą, „Piosenki dla Pauli” nie.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

"Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów - ostatnie lato"



   To już ostatnia część „Stowarzyszenia Wędrujących Dżinsów” Ann Brashares. Wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Z jednej strony szkoda, że to już koniec, gdyż można się bardzo przyzwyczaić do tej serii i polubić bohaterów. Jednak wydaje mi się, że każda kolejna część pisana byłaby już na siłę. Dobry pisarz musi wiedzieć, kiedy zakończyć serię powieści, czasem następuje to szybciej, czasem później.
   Tibby, Bridget, Carmen i Lena kolejne lato spędzają osobno, lato, które przynosi w ich życiu wiele zmian. Przede wszystkim każda z nich nieco się gubi, popełnia wiele błędów. Dżinsy też nie odgrywają już takiego znaczenia jak dawniej. Są bardziej pamiątką, a reguł stowarzyszenia już się nie przestrzega tak, jak kiedyś.
   Carmen uczestniczy w warsztatach teatralnych i jest pod urokiem utalentowanej koleżanki z college’u, Julii. Kiedy to ona dostaje jedną z głównych ról w spektaklu, a nie Julia, Carmen ma okazję przekonać się prawdziwi przyjaciele to tacy, którzy potrafią cieszyć się z naszych sukcesów i nie zazdroszczą nam ich. Książka mówi o tym, że należy uważać na fałszywych przyjaciół, którzy czasem świetnie się maskują. Każe nam także wierzyć w swoje możliwości i pokazuje jak wielkim wrogiem jest trema. Denerwowała mnie trochę naiwność Carmen, aczkolwiek jestem w stanie ją zrozumieć.
   Bridget udaje się na wykopaliska archeologiczne, do Turcji. Przeżywa zauroczenie trzydziestoletnim profesorem, przez co jej związek z Erikiem jest wystawiony na poważną próbę. Dziewczyna nie potrafi poradzić sobie z tym, że jej chłopak wyjechał, wydaje jej się, że celowo ją zostawił. Uważam, że nie usprawiedliwia to jej zachowania, popełnia ogromny błąd. Nie zważa także na to, że profesor ma żonę oraz dzieci, dopiero później zaczynają ją nękać wyrzuty sumienia i oczywiście czeka na nią rozczarowanie. Czasami warto się zastanowić, zanim zrobimy coś, czego będziemy długo żałować.
   Lena próbuje zapomnieć o Kostosie i z czasem myśli, że udało jej się to, dzięki Leo. Jednak w chwili, kiedy zaczyna angażować się w tę znajomość, Kostos znów pojawia się w jej życiu. Ta historia udowadnia, że nie jesteśmy w stanie oszukać samych siebie, własnego serca, można je tylko zagłuszyć, ale zaledwie na chwilę. Jeśli dwie osoby są sobie przeznaczone, to pomimo wielu przeciwności ich drogi prędzej czy później się zejdą. Dziewczyna ma jeszcze jeden problem: być lojalną wobec siostry, czy przyjaciółki od lat?
   Tibby także popełnia błędy, dokonuje pochopnych decyzji, a później żałuje. Porzuca Briana, ale z czasem przekonuje się, że nie wyobraża sobie życia bez niego. Ona także próbuje okłamać samą siebie i innych, ale prawdy nie da się zwalczyć na długo. Dziewczyna przekona się jak trudno jest przyznać się do pomyłki, przeprosić. Jednak o szczęście zawsze warto walczyć. Nie można się też zamykać w sobie, warto szukać wsparcia u innych. Tibby na początku tego nie potrafiła.
   „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów – ostatnie lato” to powieść o dorastaniu, przyjaźni, miłości, problemach. Zakończenie jest świetne, aczkolwiek jeśli chodzi o całokształt, odrobinę bardziej podobały mi się poprzednie części. W tej niektóre zachowania bohaterów denerwowały mnie, nie pasowały już do ich wieku. Często cztery przyjaciółki nie potrafiły docenić tego, co mają, to akurat rzeczywiście się zdarza. Mimo wszystko polecam tę książkę wielbicielom całej serii, warto dowiedzieć się, jak potoczyły się losy dziewczyn.

czwartek, 18 kwietnia 2013

"Blask"

   Czytałam już wiele paranormalnych powieści, jeśli chodzi o ten gatunek, jestem bardzo wybredna, gdyż nie przepadam za nim jakoś szczególnie. Jednak "Blask" Alexandry Adornetto chciałam przeczytać od dłuższego czasu, momentu, kiedy zobaczyłam okładkę. Wiem, nie powinno się oceniać książki po okładce, ale ta według mnie jest przepiękna. Gdy powieść wreszcie należała do mnie, bardzo się cieszyłam, a czytając ją, nie zawiodłam się.
   Na Ziemię przybywają trzy anioły: Gabriel (wojownik), Ivy (uzdrowicielka) oraz zaledwie siedemnastoletnia Bethany. Przybywają z misją do miasteczka Venus Cove, gdzie zło zyskuje coraz większą siłę. Niosą dobro, pokój. Ukrywają swoje prawdziwe pochodzenie, nie mogą też za bardzo przywiązywać się do ludzi. Jest to bardzo trudne, tym bardziej, że muszą żyć wśród nich, pracować, chodzić do szkoły. Xavier i Ivy zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Dziewczyna wie, że łamie zasadę za zasadą, ale nie potrafi pozbyć się tak silnego uczucia. Ma uchronić mieszkańców przed niebezpieczeństwem, lecz i jej los może być zagrożony.
   "Blask" niewątpliwie ma swój urok. To książka pełna ciepła, czaru, uczuć. Czyta się ją bardzo przyjemnie, można poczuć się świadkiem lub uczestnikiem opisanych wydarzeń. Ma w sobie coś ujmującego, czym zbiera rzesze zachwyconych czytelników. Autorka ma zaledwie 18 lat, a pisze zaskakująco dobrym stylem. Powieść różni się od pozostałych z tego gatunku. Zazwyczaj anioły przedstawione są w zupełnie innym świetle, jako groźne istoty. Wiele książek skupia się także na upadłych aniołach. Tym razem są takie, jakie być powinny i w tym tkwi urok "Blasku", ale nie tylko.
   Bethany jest nieco inna niż pozostali, bardziej ludzka. Interesuje ją ich życie, problemy, powoli utożsamia się z nimi. Zaczyna czuć, że jej miejsce znajduje się na Ziemi, nie w Niebie. Często chciało mi się śmiać, gdyż Beth z początku mała pecha, ciężko jej przystosować się do życia na Ziemi, co wywołuje wiele komicznych sytuacji. Tymczasem coraz bardziej przyzwyczaja się do ludzi, szkoły, próbuje żyć jak normalna nastolatka. Powieść mówi nam o tym, że nie można na siłę być kimś innym, Bethany była bardziej człowiekiem niż aniołem. Czuła się winna, miała wyrzuty sumienia, obawiała się kary. Jednak czy może być sądzona za to, że chce żyć wśród ludzi?
   Xavier to chłopak tajemniczy, zamknięty w sobie. Jego dziewczyna zginęła w pożarze, a on nie potrafi sobie z tym poradzić. Kiedy poznaje Beth, coś się zmienia, oboje są dla siebie coraz ważniejsi. Dziewczyna wie, że uczucie to jest zbyt silne i nie zniszczy go. Boi się jednak, że łamie zasady swojej misji, poza tym zdaje sobie sprawę z tego, że w każdej chwili może z powrotem zostać wezwana do Nieba, nie żegnając się wcześniej z Xavierem. To nie jedyny problem, bowiem w szkole pojawia się tajemniczy chłopak, który skrywa jakąś tajemnicę i za wszelką cenę poszukuje towarzystwa Bethany.
   Książka mówi o tym, że zawsze powinniśmy walczyć o to, kim jesteśmy. Nie możemy się poddawać, poza tym "co nas nie zabije, to nas wzmocni". Wszelkie doświadczenia życiowe, problemy, przeciwności, dodają nam sił i pomagają doceniać to, co mamy. "Blask" przestrzega przed manipulantami i fałszywymi przyjaciółmi, których czasem trudno rozpoznać, gdyż są bardzo sprytni. Zaś tym prawdziwym powinniśmy zawsze pomagać, nawet wtedy, gdy się od nas odwracają, co często wynika z zagubienia. Powieść mówi także o wybaczaniu, empatii, próbie zrozumienia sytuacji drugiej osoby.
   Nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam drugą część tej serii. To naprawdę urokliwa książka, wprawiająca w dobry nastrój, nie pozwalająca o sobie zapomnieć.

sobota, 13 kwietnia 2013

"Pechowy fart"

   Rzadko kiedy sięgam po książki takie jak "Pechowy fart" Andrzeja Klawittera. Tę przeczytałam w oczekiwaniu na kilka nowych powieści. Czasu poświęconego na nią nie żałuje, ale oczywiście nie wpiszę jej na listę ulubionych, czy takich, do których jeszcze powrócę. "Pechowy fart" to połączenie komizmu z dramatem, historia wbrew pozorom życiowa i pouczająca.
   Bogaty przedsiębiorca - Bielik, zostaje napadnięty przez młodych zbirów. W jego portfelu znajduje się kupon totolotka (zwycięski - 10 milionów), który przypadkowo zostaje znaleziony przez parę ubogich studentów. Rozpoczyna się śledztwo oraz wielka próba uczciwości. Jaki udział w całej sprawie ma Korina - tajemnicza kochanka Bielika?
Pechowy Fart - Andrzej Klawitter   Po książce spodziewałam się czegoś nieco lepszego i jeśli akurat macie pod ręką inne powieści, skupcie się na nich, chyba że ktoś lubi takie obyczajówki z wątkiem przypominającym kryminalny. Trzeba przyznać, że tajemnic i zagadek w "Pechowym farcie" nie brakuje. Akcja jest dynamiczna, momentami zaskakująca, zakończenie moim zdaniem świetne, a całą książkę czyta się bardzo szybko. Wiele się w niej dzieje, postaci nie ma tam zbyt dużo, ale każdy bohater odgrywa w niej istotną rolę, a jego charakter i zachowanie zostały dokładnie opisane, co można uznać za duży plus.
   "Pechowy fart" pokazuje, jak czasami jedno pechowe zdarzenie, zwykły przypadek może odmienić życie wielu osób. Udowadnia, że kiedy w grę wchodzą pieniądze, o uczciwość bardzo trudno. Jeśli jesteśmy nieuczciwi, kłamiemy, oszukujemy, inni będą się tak zachowywać wobec nas. Bohaterowie przekonają się, iż nawet najbliższych idealnie można poznać właśnie w takich sytuacjach. Czasami ktoś, komu ufamy i o kim myślimy, że wiemy wszystko, okazuje się zupełnie innym człowiekiem. To bardzo trudne przeciwstawić się manipulacji, złym wpływom. "Pieniądze szczęścia nie dają" - książka podkreśla to przysłowie i potwierdza je. Życie Uli i jej chłopaka było zupełnie inne zanim znaleźli kupon - spokojne, szczęśliwe, pełne miłości, troski o innych. Również Bielikowie z powodu pieniędzy mają wiele kłopotów. Powieść uświadamia nam także to, iż przeszłość zawsze ma jakiś wpływ na teraźniejszość. Wcześniejsze problemy, sprawy zostawiają po sobie jakąś pamiątkę - w naszym sercu, umyśle. Mówi także o tym, iż każde zachowania, nawet te najgorsze mają swoje przyczyny.
   Myślę, że "Pechowy fart" to dobry sposób na nudę i oderwanie się choć na chwilę od własnych spraw. To jednocześnie zabawna i smutna powieść, wiele może nauczyć.

niedziela, 7 kwietnia 2013

W tunelach zagadek i uczuć - "Istoty Ciemności"



   Często bywa tak, że kolejne części jakiejś serii okazują się słabsze niż pierwsza. Nie w przypadku „Istot Ciemności” autorstwa Kamii Garcii i Margaret Stohl. To bardzo udana kontynuacja, można powiedzieć, że jeszcze lepsza. Jestem wręcz zachwycona i oczarowana „Kronikami Obdarzonych”. Ich czytanie to czysta przyjemność, czytelnik zatraca się w nich i zapomina o całej rzeczywistości, która go otacza.
Istoty Ciemności - Kami Garcia   „Kiedyś wierzyłem, że nasze miasteczko – zagubione gdzieś w Karolinie Południowej i tkwiące na błotnistym dnie doliny rzeki Santee – jest totalnym końcem świata. Miejsce, w którym nic nigdy się nie dzieje i nic nigdy się nie zmieni”. Lena pokazała Ethanowi nowe oblicze Gatlin, świat ukryty pod ziemią. Niestety, po śmierci wuja, oddala się od Ethana, a w podziemnych tunelach kryją się kolejne tajemnice. Ciągną się w nieskończoność, są niebezpieczne i mroczne. Czy Ethan oraz jego przyjaciele wyjdą z nich cało?
   Po raz kolejny jestem pod wrażeniem całej fabuły oraz pomysłowości autorek. Świat wykreowany przez nie jest niesamowity, niepowtarzalny, magiczny. Wciąż coś się dzieje, pojawiają się nowe postacie, miejsca. W bohaterach zachodzi wiele zmian, przez co są bardzo ciekawi. Na chwilę obecną żadne inne przeczytane przeze mnie paranormal nie dorównują „Kronikom Obdarzonych”. Znajdziecie tu tak wiele postaci: inkuby, wścieki itd. Cały obraz podziemnego świata po prostu zachwyca, można zobaczyć go w wyobraźni.
   Lena znowu boryka się z problemami. Nie potrafi pogodzić się ze śmiercią wujka, który zastępował jej rodziców. Czuje się winna tego, co się stało. Trudno jej spotykać się z Ethanem, wiedząc, że Macon umarł, aby Ethan mógł żyć. Dziewczyna zamyka się w sobie, trudno porozumieć się z nią. Niektórych czytelników denerwowało jej zachowanie, ale uważam, że w sytuacji, w jakiej się znalazła, to normalne. Chłopak również ma wiele swoich problemów. Jego ojciec właśnie powrócił z leczenia psychiatrycznego i powoli powraca do siebie. Ethan stara się go zrozumieć i odnaleźć wspólny język. Kolejny cios spada na niego, kiedy poznaje pewien istotny szczegół z przeszłości swojej zmarłej matki. Potrzebuje czasu, aby „przetrawić” to, czego się dowiedział. Bardzo interesuje mnie wątek dotyczący Ridley. W tej części czytelnicy poznają drugie jej oblicze, bardziej ludzkie. Czyżby jednak miała uczucia?
   Jest to oczywiście także książka o miłości, która według klątwy jest skazana na niepowodzenie. Pomimo tego bohaterowie walczą o szczęście i o ukochaną osobę. Ethan powoli traci Lenę, nie wie jednak, że dziewczyna chce go ocalić, a wymaga to rezygnacji ze szczęścia. Jednak czy zostawienie ukochanego to dobra decyzja i jedyne wyjście z tej sytuacji? Wszystko komplikuje się, kiedy pojawia się Obdarzony, próbuje manipulować Leną, obiecuje jej utopijne miejsce, a co najważniejsze – ich związek nie miałby żadnych przeszkód. Zaś Ethan poznaje Olivię – atrakcyjną, młodą bibliotekarkę. Przekonuje się też, jak okrutne jest odrzucenie przez bliską osobę, chłód ze strony kogoś, kogo się kocha.
   „Istoty Ciemności” to powieść o przyjaźni, wielkiej odwadze i determinacji. Mówi o poszukiwaniu rozwiązań, nie zawsze prostych i oczywistych. Podkreśla jak ważna jest rodzina, przyjaciele. Opowiada również o poświęceniu, o rezygnacji z ważnych rzeczy, ludzi, dla czyjegoś dobra. Dodaje nadziei, każe uparcie dążyć do słusznych celów i przekonuje, że nie ma takiego problemu, którego nie dałoby się rozwiązać. Jest przestrogą przed fałszywymi przyjaciółmi, którzy obiecują wiele, a w rzeczywistości mają we wszystkim swój interes. Tę książkę powinni przeczytać nawet ci, którzy nie lubią paranormal, jednak radzę najpierw przeczytać pierwszą część, inaczej się pogubicie i nie będzie już tego efektu.

Czytelnicy