poniedziałek, 29 października 2012

Miłość silniejsza od śmierci - "Pomiędzy"



  Nie jestem wielbicielką literatury typu paranormal romance, chociaż oczywiście od czasu do czasu zdarza mi się po coś takiego sięgnąć. „Pomiędzy” Tary Hudson przeczytałam już drugi raz. Jestem mile rozczarowana tą powieścią, która urzekła mnie od pierwszych stron. Jak się okazuje paranormal romance nie musi być nudny, a może to wyjątek potwierdzający regułę?
  Historia miłości, której nawet śmierć nie może pokonać. Tak w skrócie została opisana ta książka. Główna bohaterka, Amelia nie wie kim jest, wie tylko, że nie żyje. Błąka się bez celu, wiedząc, że nikt nie może jej pomóc, ani jej zobaczyć. Pewnego dnia ratuje tonącego chłopaka, gdy jego serce na chwilę przestaje bić, dostrzega ją. Rodzi się między nimi uczucie, ale czy duch i człowiek mogą być razem?
  „Pomiędzy” to idealna książka na jesienne, a zwłaszcza listopadowe wieczory. Wprowadza nas w atmosferę pełną tajemnic, skłania do zadumy. Autorka umiejętnie i stopniowo buduje niepowtarzalny nastrój, który pomaga nam odciąć się od rzeczywistości i prawdziwie przeżyć całą historię. Ciekawe opisy, nacechowane mrocznymi kolorami, wprowadzają w zagadkowy, magiczny świat. Całości dopełnia świetnie prowadzona narracja pierwszoosobowa. Na uwagę zasługuje okładka książki, która idealnie odzwierciedla jej treść i klimat. Mogłabym na nią patrzeć godzinami.
  Głównym tematem „Pomiędzy” jest oczywiście uczucie. Zakazane, prowadzące do nieszczęść, ale silne, mające potężną moc. Przeciwko Amelii i Joshui zdaje się być cały świat. Jej śmierć, jego rodzina, jednak prawdziwą miłość trudno przezwyciężyć. Jak będzie w tym wypadku? Tara Hudson tak opisała uczucie łączące bohaterów, że czuć je na każdej stronie. Z pozoru wydaje się nierealne, bowiem czy może zrodzić się między osobami, które prawie w ogóle się nie znają? Opinie na ten temat są podzielone, mnie samej ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Może właśnie „Pomiędzy” pomoże czytelnikom znaleźć odpowiedź…
  Powieść jest niezwykle wzruszająca, opowiada o dziewczynie, która pomimo swej śmierci, nadal pragnie zostać w świecie żywych. Chce kochać, oddychać, czuć. Opis jej tułaczki sprawia, że z oczu czytelnika płyną łzy. Śmierć bowiem na zawsze pozostanie tematem zagadkowym, trudnym i pełnym sprzecznych emocji. Amelia próbuje odkryć siebie, dowiedzieć się, kim jest, poznać swoją rodzinę. Jej spotkanie z matką również wywołuje pewien smutek i żal. To przykre, gdy umiera osoba w tak młodym wieku, mająca całe życie przed sobą.
  „Pomiędzy” jest pełna tajemnic. Bohaterowie starają się poznać szczegóły śmierci dziewczyny. Czy wesoła i zadowolona z życia nastolatka miała powód, by popełnić samobójstwo? A może za jej śmiercią stoi ktoś trzeci? Wiele zagadek kryje w sobie stary most High Bridge Road, w pobliżu którego zginęło już tak wiele osób. Zostaje jeszcze postać Eliego, zmarłego rockmana. Jakie ma plany wobec Amelii i jakie sekrety skrywa? Rodzina Joshuy także nie jest zwyczajną rodziną… Mogę wam zagwarantować, że w tej książce tajemnic naprawdę nie brakuje!
  „Pomiędzy” polecam nie tylko miłośnikom paranormal romance. Uważam, że powinien ją przeczytać każdy, kto potrafi dostrzec rzeczy niewidzialne, takie jak chociażby uczucia i nie boi się tematu śmierci. Oczarowała mnie ta książka, ma w sobie coś wyjątkowego, niepowtarzalnego. Pewnie wiele osób mogłoby zarzucić jej, że charaktery bohaterów są zbyt słabo ukazane, ale w tej historii ważniejszą rolę odgrywają ich tajemnice.

„Większość zebranych zdawała się go znać. Być może znali go przez całe życie. Może tak jak ja, wyczuwali, jak bardzo jest ważny. Bo ja już to wiedziałam. Czułam to w głębi mojego, nagle rozbudzonego serca. Nie znałam jego wieku, nazwiska, nie miałam pojęcia, jak brzmiałby jego głos, gdyby wypowiedział moje imię. Wiedziałam jednak, że wszystko się zmieniło. Na zawsze.” – str.19.

sobota, 27 października 2012

Walka na śmierć i życie - "Igrzyska Śmierci"



  Czy wyobrażacie sobie igrzyska na śmierć i życie, z których wyjść cało może jedynie jedna osoba? Poznajcie Panem, państwo podzielone na dwanaście dystryktów. Co roku z każdego z nich dwoje nastolatków, dziewczyna i chłopak w wieku 12-18 lat, zostaje wylosowanych na Głodowe Igrzyska. To wszystko znajdziecie w książce „Igrzyska Śmierci” autorstwa Suzanne Collins. Spotkałam się z licznymi pochlebnymi opiniami tej powieści, wielu znajomych polecało mi ją. Postanowiłam sprawdzić, czy rzeczywiście jest taka dobra.
  Szesnastoletnia Katniss Everdeen mieszka z matką i dwunastoletnią siostrą Prim w Dwunastym Dystrykcie, jednym z najuboższych. Kiedy Prim zostaje wytypowana do wzięcia udziału w tegorocznych igrzyskach, Katniss postanawia ocalić ją od prawie pewnej śmierci i zająć jej miejsce podczas bezwzględnej walki o przetrwanie. Okazuje się, że wylosowano także Peetę, chłopaka, który kiedyś podarował jej chleb, gdy głód dopadł jej rodzinę.
  Jakiś czas temu usłyszałam, że z wielu amerykańskich bibliotek „Igrzyska Śmierci” zostały wycofane, a wręcz zakazane młodzieży. Jako powód podano, że znajduje się w nich zbyt wiele przemocy oraz, że głoszą wartości antyrodzinne. Co do tego drugiego, powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Główna bohaterka opiekuje się siostrą i matką, często ryzykuje życiem, by zapewnić im jedzenie, a w ostateczności, by uratować siostrę, idzie na igrzyska zamiast niej. Przecież to przykład wielkiej siostrzanej miłości, gotowej do poświęceń i wyrzeczeń. Jeśli zaś chodzi o przemoc, owszem występuje ona w książce, ale nie mogę stwierdzić, że powieść jest napisana zbyt drastycznym i okrutnym językiem. Znam wiele książek znacznie bardziej brutalnych niż ta. Zresztą „Igrzyska Śmierci” nie są dla dziesięciolatków, tylko nieco już dojrzalszych czytelników, którzy wiedzą, że zło istnieje, ale trzeba mu się przeciwstawić.
  „Igrzyska Śmierci” to walka o przetrwanie. Autorka dokładnie opisała wysiłki Katniss, która obiecała siostrze, że przeżyje. Książka mówi nam o tym, że nie można podporządkować się złu, tylko trzeba z nim walczyć. „Po prostu usiłuję znaleźć sposób na to, aby… pokazać Kapitolowi, że mu nie uległem. Chcę dowieść, że jestem kimś więcej, niż zaledwie pionkiem w ich igrzyskach (…). Chcę coś zrobić, tu i teraz, aby ich zawstydzić, aby dowieść, że to oni są winni. Muszę pokazać Kapitolowi, że cokolwiek zrobi, do czegokolwiek nas przymusi, w głębi duszy pozostaniemy niezwyciężeni.” – 222str. Książka mówi nam, że nigdy nie należy się poddawać, zawsze powinniśmy być ponad tym, co chce nas zniszczyć.
  Pomimo tego, iż Głodowe Igrzyska pełne są śmierci, okrucieństwa i chorób, nie są one w stanie być silniejsze od przyjaźni i miłości. Katniss zawiązuje sojusz z Rue i choć teoretycznie są wrogami, w rzeczywistości wspierają się i troszczą o siebie. Jest jeszcze Peeta, zakochany w dziewczynie, od kiedy sięga pamięcią. Ona dla dobra sprawy, wiedząc, że może być to szansa na ocalenie, zarówno jej, jak i jego, zgadza się udawać, że również go kocha. Jednak czy aby na pewno to tylko gra? Razem będą walczyć z głodem i chorobami, postarają się ocalić siebie nawzajem. To także piękny przykład troski o drugą osobę.
  „Igrzyska Śmierci” mówią również o tym, jakie zmiany w psychice człowieka powstają po traumatycznych przeżyciach. Takim osobom później bardzo ciężko jest odnaleźć szczęście, ułożyć sobie życie wolne od strachu i przemocy. Potrzeba ogromnej siły i hartu ducha, by przezwyciężyć i odłożyć na bok złe wspomnienia. To przykre, ale niestety prawdziwe.
  „Igrzyska Śmierci” polecam wszystkim, którzy potrafią odróżnić dobro od zła i są gotowi na książkę skłaniającą do przemyśleń i refleksji. Uważam, że zasłużyła na tak ogromną popularność, choć nie nazwałabym jej jedną z moich ulubionych książek, jest jakby niedopracowana. Czegoś mi w niej brakuje, co by mnie szczególnie ujęło i zapadło mi w pamięć. Może to kwestia gustu. Mimo wszystko podobała mi się i naprawdę warto po nią sięgnąć. Chciałabym zwrócić jeszcze uwagę na narrację pierwszoosobową w czasie teraźniejszym. Bardzo rzadko spotyka się takie powieści. Tymczasem ja nie mogę doczekać się drugiej części, a wam radzę jak najszybciej udać się do księgarni lub biblioteki.

środa, 24 października 2012

Dalsze losy Natki - "Pamiętnik Nastolatki 5"



  Już nie mogłam się doczekać, kiedy sięgnę po „Pamiętnik Nastolatki 5” autorstwa Beaty Andrzejczuk. Losy Natki śledzę od pierwszej części, dlatego muszę przyznać, że zżyłam się z całą serią, a główna bohaterka jest dla mnie jak przyjaciółka.
  Natalia jest już drugolicealistką, a jej życie obfituje zarówno w te radosne wydarzenia, jak i przykre. Dziewczyna tęskni za Maksymem, wiedząc, że odszedł z jej winy. Czy wróci? Czuje także, że jej przyjaciółka odwraca się od niej, a poza tym zbliża się upragniona dorosłość…
  „Pamiętnik Nastolatki 5” tak jak poprzednie części jest książką bliską czytelnikom, opowiadającą po prostu o życiu. Nie zawiera w sobie moralizowania, ale daje nam wiele tematów do rozważań, jeśli oczywiście chcemy je zauważyć. Często możemy odnaleźć w niej wydarzenia i rozterki podobne do tych z naszej codzienności. Dla mnie cała seria jest bardzo ważna i towarzyszy mi przez nastoletnie lata.
  Jednym z głównych wątków jest uczucie Natki i Maksyma. Czytelnicy dowiedzą się, czy kochając kogoś jesteśmy w stanie mu wybaczać. Przebaczanie nie jest przecież takie łatwe, szczególnie, gdy zrani nas ukochana osoba. Książka stawia nam także pytanie, czy młodzieńcza miłość ma szansę przetrwać i być tą na całe życie. Bohaterka ma jeszcze jeden problem – nie potrafi otwarcie mówić o swoich uczuciach. Kiedy już jej się to udaje, nie wiadomo, czy nie jest za późno. Nie powinniśmy czekać z mówieniem ważnych słów do dramatycznych, może już ostatnich chwil. Warto również zwrócić uwagę na kolejny temat – czy z troski o osobę, którą kochamy, możemy zabronić jej hobby, pasji. „Natka, to jest tak. Jeśli się kogoś kocha, nie można pozbawiać go prawa do robienia tego, co dla niego ważne, nawet jeśli się o tego kogoś boi.” – 235str.
  W „Pamiętniku Nastolatki 5” znajdziecie także przyjaźń, niekiedy trudną, wystawianą na próby. Co robić, gdy przyjaciel nagle się oddala, a na dodatek szydzi z nas? Jak zachować się, gdy postępuje źle? Na te pytania autorka stara się odpowiedzieć. „Podle się zachował. Neguję to, ale nie skreślę go jako człowieka, jako mojego przyjaciela. Przyjaźń nie polega na tym, że akceptujemy drugą osobę, bo ma same zalety i nigdy nie robi nic głupiego. Przyjaźń polega na tym, że oddzielamy bliską nam osobę od złych rzeczy, które zrobiła. Te złe rzeczy przekreślamy na czerwono grubą linią, a do tej osoby wyciągamy rękę.” – 111str.
  W powieści pojawia się także motyw zemsty. Czytelnicy przekonają się, czy ma ona sens i czy rzeczywiście przynosi ulgę i rozwiązanie problemów. Owszem, trzeba pomóc komuś zrozumieć, że źle się zachował i zranił innych, ale lepsza od zemsty jest po prostu nauczka. Ważne, by się nie zagalopować, bo ciągłe zemsty prowadzą do nienawiści.
  Uważam, że tę książkę powinna przeczytać każda nastolatka i wydaje mi się, że nawet tym, którzy nie lubią czytać, przypadnie ona do gustu. Cechą „Pamiętnika Nastolatki” jest naturalność, bohaterowie mają zarówno wady, jak i zalety, są po prostu ludzcy, dlatego łatwiej nam utożsamić się z nimi. Ciekawe i zaskakujące jest zakończenie, aby je poznać, musicie sięgnąć po tę powieść. Kto jeszcze nie zna tej serii, powinien jak najszybciej nadrobić zaległości!

poniedziałek, 15 października 2012

Przechwalony bestseller - "Królowa Zdrajców"



  Spotykając się z licznymi pochlebnymi opiniami, z ciekawością i nadzieją na interesującą lekturę, sięgnęłam po twórczość Trudi Canavan.  Niestety, czekało mnie rozczarowanie. „Uczennicę Maga” odłożyłam po przeczytaniu 200 stron, zaś „Gildię Magów” po 50 str. Nie byłam w stanie wytrwać do końca. Jednak do trzech razy sztuka, „Królową Zdrajców” przeczytałam całą, co nie znaczy, że podobała mi się…  Jest to trzecia część „Trylogii Zdrajcy”, kontynuacji „Trylogii Czarnego Maga”.
  Lorkin, po kilku miesiącach spędzonych wśród buntowników, powraca. Zostaje uwięziony w celu wyłudzenia od niego cennych informacji. Tymczasem otrzymuje zadanie od Królowej Zdrajców – ma wynegocjować przymierze między Zdrajcami, a swoim ludem. Ponadto zbliża się nieunikniona wojna i walka o zniesienie niewolnictwa.
  W książce występuje bardzo dużo postaci: magowie, Zdrajcy. Sachakanie, Kyralianie itp. Niestety, autorka nie skupiła się specjalnie na żadnym bohaterze. Jest kilka wątków miłosnych, intryg politycznych, wojna między ludami, ale akcja nie porywa. Powieść jest monotonna, przewidywalna, nic się w niej nie dzieje i zwyczajnie nie potrafi zainteresować czytelnika. Mam wrażenie, że pomysły Trudi Canavan wyczerpały się już na postaciach i miejscach.
  Zaletą tej książki jest przynajmniej to, że mówi nam o poświęceniu, trosce o bliskich, przyjaźni i wspólnym pokonywaniu przeciwności. Bohaterowie często stają przed trudnymi decyzjami: po czyjej stronie walczyć, wybrać ojczyznę czy ukochaną osobę? Pojawiają się także inne problemy moralne, m.in. czy można zabić kogoś, by skrócić jego cierpienie? Na czytelników czeka także temat niewolnictwa i wojny. Mogłoby być ciekawie, ale nie jest…
  Myślę, że „Królowa Zdrajców” to powieść dla miłośników magii, a przede wszystkim osób wytrwałych i nie spodziewających się dynamicznej akcji. Osobiście nie polecam tej książki, ale może komuś się spodoba.

środa, 10 października 2012

Świat bez dorosłych - „Gone: Zniknęli. Faza piąta: Ciemność”

  Na skutek awarii elektrowni jądrowej, miasteczko Perdido Beach zostaje odcięte od świata. Wszystkie osoby powyżej 15 roku życia znikają. Zaczyna się czas próby i walki o życie dla pozostałych dzieciaków i nastolatków. Tak w skrócie można scharakteryzować serię „Gone: Zniknęli” Michaela Granta. W tej recenzji zajmę się treścią całej serii, ale w szczególności dotyczy ona piątej części, czyli „Gone: Zniknęli. Faza piąta: Ciemność”.

  Na młodych mieszkańców ETAP-u czeka kolejne wyzwanie. Rozpoczyna się CIEMNOŚĆ… Tymczasem Diana spodziewa się dziecka, nie wie jednak, że w jego ciele planuje odrodzić się Gaiaphage. Jednocześnie, po drugiej stronie kopuły, ludność zaczyna nabierać podejrzeń co do przyczyny i przebiegu całej tej tajemniczej i niewyjaśnionej sytuacji. Rozwiązanie zagadki jest już blisko, jednak czy dzieciaki zdążą uratować się zanim nastanie wieczna ciemność?
  „Gone: Zniknęli” to oryginalna, dystopijna seria dla młodzieży. Opowiada o świecie bez dorosłych, bez zasad, bez zakazów i nakazów. Fajne życie? No właśnie niekoniecznie… Młodzi muszą sami poradzić sobie z chaosem, który zapanował, a także walczyć z głodem, plagą, ciemnością. Autor świetnie przedstawił ponurą wizję takiego społeczeństwa. Na domiar złego, nie potrafią ze sobą współpracować. Okrutny Drake, Caine, Diana i ich spółka są przeciwko Samowi, Astrid, Quinnie, Lanie, Edillio itp. Spór pomiędzy nimi i niecne plany pierwszej grupy, zaostrzą wystarczająco już trudną sytuację.
  Seria Granta zawiera elementy horroru. Momentami bywa naprawdę strasznie: robale zjadające ludzi od środka, kamienny człowiek, bicz zamiast ręki. Ponadto okazuje się, że wielu nastolatków jest mutantami o nadprzyrodzonych zdolnościach. Czasem bywa to pomocne, ale może doprowadzić do zagłady. W każdej części na czytelników czeka wiele tajemnic. Najbardziej intrygujący jest Pete, kilkuletni autystyk. Czy to możliwe, by to właśnie on był sprawcą wszystkiego? Kim zaś, lub czym jest przerażające, bezlitosne, ukryte w jaskini Gaiaphage?
  „Gone: Zniknęli” to także opowieść o sile przyjaźni. Jedynie wspólnymi siłami jesteśmy w stanie poradzić sobie z prawdziwymi niebezpieczeństwami. W serii znajdziecie także wątki dotyczące miłości. Czytelnicy mogą śledzić jak rodzi się uczucie między Astrid i Samem i jak wiele przeciwności musi ono pokonać. Jednak dla mnie znacznie ciekawsza jest historia Diany i Caine’a. Oboje są po „tej złej stronie”, czy może połączyć ich prawdziwa miłość? Czy okrucieństwo, przebiegłość i zło dopuszczą do ich serc jakiekolwiek uczucia? Według autora ważna jest także nadzieja, która daje siłę i pomaga przetrwać wszystko.
  Co nowego w części piątej? Przede wszystkim powraca Astrid, jednak nie jest już tą samą dziewczyną, co kiedyś. Przestała wierzyć, dręczą ją wyrzuty sumienia. Wydaje się, że także Diana się zmienia, ale czy Gaiaphage pozwoli jej na to? Muszę przyznać, że ta część mnie rozczarowała. Wydaje mi się, że autorowi powoli zaczyna brakować pomysłów. Czuć, że całość staje się naciągana, pisana na siłę, po to, aby doprowadzić serię do końca, bez polotu. „Gone” już nie śni mi się po nocach, przestało przerażać i wciągać. A szkoda, gdyż była to naprawdę świetna seria... Pomimo tego, z niecierpliwością czekam na szóstą, ostatnią już powieść z tej serii i mam nadzieję, że na koniec „Gone” znów odżyje i zostawi w mojej pamięci dobry ślad.

Czytelnicy