wtorek, 8 sierpnia 2017

"Kwitnący krzew tamaryszku" Wanda Majer-Pietraszak

TYTUŁ: KWITNĄCY KRZEW TAMARYSZKU
AUTOR: WANDA MAJER-PIETRASZAK
WYDAWNICTWO: MUZA
ROK WYDANIA: 2015
LICZBA STRON: 560
MOJA OCENA: 5/10

Przyjaźń jest bardzo ważna w życiu każdego człowieka. Czasami mówi się nawet, że może być silniejsza i trwalsza niż miłość. Niestety, wcale nie tak łatwo znaleźć przyjaciół, którzy rzeczywiście będą z nami na dobre i złe, którzy będą darzyli nas uczuciem pozbawionym egoizmu, zazdrości itd. Takie szczęście spotkało jednak bohaterki powieści autorstwa Wandy Majer-Pietraszak, pt.: "Kwitnący krzew tamaryszku".

Myszka, Basia, Iwona i Jaśka przyjaźnią się od czasów szkolnych. Zbliża się właśnie zjazd absolwentów, a więc okazja do spotkania, powspominania, oderwania się od codzienności. Przez lata w życiu tych kobiet wiele się zmieniło. Pozostała jednak łącząca je przyjaźń. Basia, pielęgniarka, wyszła z alkoholizmu, ale po śmierci męża jej cała uwaga skupiona jest na roli "młodocianej babci". Jaśka, architekt, spełnia się zawodowo za granicą. Iwona, aktorka, nie potrafi znaleźć mężczyzny, który byłby kimś więcej niż przelotnym kochankiem. Myszka, malarka, musiała porzucić swoją pasję z powodu męża, który zresztą nagle oznajmia jej, że odchodzi. Kobieta postanawia przenieść się do małej miejscowości i tam ułożyć sobie życie. Czy ona oraz jej przyjaciółki odnajdą szczęście?

Niestety, mam mieszane uczucia co do tej książki. Oczekiwałam ciepłej, urokliwej opowieści o sile przyjaźni, podnoszeniu się po przykrych doświadczeniach, a tymczasem otrzymałam bardzo niedopracowaną jeszcze powieść. Przede wszystkim książkę momentami ciężko się czytało. Autorka za bardzo rozwlekała niektóre sytuacje, pojawiło się dużo niepotrzebnych scen i czasem zwyczajnie się nudziłam. Na szczęście później wreszcie coś ruszyło, zaczęło się dziać, akcja się rozwinęła i nie odczuwałam już znudzenia. Irytowały mnie jednak nadal zbyt długie opisy. Miałam wrażenie, że autorka nie potrafiła zachować w tej kwestii umiaru. Styl, jakim została napisana ta powieść, również nie zachwycił mnie jakoś szczególnie, brakowało mu lekkości. Trudno mi było także połapać się w tych nagłych przeskokach czasu, niekiedy o kilka albo i więcej lat, właściwie nawet nie wiadomo o ile.

Kolejnym problemem jest naiwność tej historii. Wiele zdarzeń było kompletnie nierealnych. Poza tym bohaterki zachowywały się czasem jak trzynastolatki, a przecież w momencie rozpoczęcia powieści miały przynajmniej te 35 lat. Ile dokładnie, tego niestety nie wiemy. Oczywiście nie twierdzę, że dojrzałe kobiety mają być poważne itp., ale nie są przecież tak infantylne i naiwne. Wracając do tych wydarzeń, to nierealne, że ktoś przy zdrowych zmysłach po chwili znajomości, krótkiej rozmowie wyznaje miłość, chce się żenić itd. Ta relacja między pewną dwójką bohaterów była kompletnie niewiarygodna. Poza tym bohaterki całkowicie ufają nieznanym osobom, adopcja odbywa się bardzo szybko, podpalenie domu to dla nich nic takiego. Czasami naprawdę byłam w szoku.

Co do bohaterów, polubiłam Iwonę, bo była dość trzeźwo myślącą osobą, konkretną, nieco zabawną. Basia może trochę nijaka, ale czasami potrafiła pokazać pazur. Jasia właściwie była tu postacią epizodyczną. Irytowała mnie za to Myszka, która właściwie jest główną bohaterką całej historii. Zaprasza zakochanego faceta na święta właściwie tylko po to, żeby się z nim przespać, a on biedny myśli, że ona chce z nim się związać. To oczywiście nie jedyne jej dziwne zachowanie. Nie potrafiłam zrozumieć i zaakceptować jej poczynań. Moją sympatię wzbudził za to pan Roman, Michał (choć zachowuje się absurdalnie) i... pies.

Pomimo tych wszystkich niedociągnięć, można jednak odnaleźć w książce coś, co nam się spodoba. Przede wszystkim jest to bardzo urokliwa opowieść, taka swojska, przyjemna. Poza tym można aż pozazdrościć głównym bohaterkom tej przyjaźni, naprawdę każdy chciałby mieć takie bratnie dusze. Oprócz tego jest to książka o tym, że na szczęście nigdy nie jest za późno i warto do niego dążyć w każdym wieku i po każdych przejściach. Komu zatem może spodobać się "Kwitnący krzew tamaryszku"? Osobom, które poszukują wakacyjnej lektury i nie zamierzają spodziewać się po niej nie wiadomo czego. Mnie ta powieść nieco rozczarowała, ale w którymś momencie naprawdę zaczęły mnie interesować losy bohaterek i chciałam wiedzieć, co wydarzy się dalej. Wielbiciele powieści obyczajowych dla kobiet, gotowi przymknąć oko na pewne wady, możliwe, że będą zadowoleni z lektury.

22 komentarze:

  1. Można znaleźć w fabułę coś, co przyciąga uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Planowałam przeczytać tę powieść, ale mój zapał został trochę ostudzony.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za polskimi imionami w książkach, jakoś źle mi się to czyta...

    Pozdrawiam
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie muszę czytać recenzji. Przykro mi, ale widzę polskie imiona i od razu mówię "nie, dziekuję". ;/
    Pozdrawiam
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Według mnie to dobra lektura na lato, wspominam ją pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To ja sobie chyba daruje czytanie... Niestety..

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że książka nie do końca spełniła Twoje oczekiwania wobec niej, niewiarygodne relacje między bohaterami, to już studzi mój entuzjazm wobec przeżywania tej przygody czytelniczej. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój komentarz będzie chyba mało merytoryczny, ale co tam - dlaczego polskie powieści mają takie okropne, kiczowate okładki?! W księgarni jak najszybciej odeszłabym o tej pozycji, nawet do niej nie zaglądając. Trochę to przykre.
    Pozdrawiam :)
    www.rudeokulary.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka właściwie w ogóle nie pasuje do powieści, zwłaszcza wiek tej kobiety.

      Usuń
  9. Szkoda, że są takie minusy, ale nie wykluczam, że przeczytam, jak spotkam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje odczucia po lekturze tej książki są bardzo zbliżone do Twoich. Dobra powieść, ale bez większych zachwytów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam tą książkę, gdzieś na półce zapomniałam o niej, trzeba nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba jednak nie moje klimaty :(

    pozdrawiam,

    https://mareandbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Śliczna okładka, jednak do książki raczej nie zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam na półce, ale jeszcze nie poznałam ;/ Muszę koniecznie ją poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. To trzecia, albo czwarta książka o tym samym tytule, która znam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Z tego co przedstawiłaś, to książka jest warta poznania :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej:) Hmmmm nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale niestety nie zaciekawiła mnie ona. Jakoś nie kręcą mnie wątki przyjaźni pomiędzy kobietami, wiec pewnie jej nie przeczytam. Zresztą Twoja opinia też nie jest jakaś szczegolnie zachęcająca :D Jak to napisalas Niedopracowana powieść, przeskoki w czasie, niedociągnięcia i zbyt długie opisy... ohh jak ja nienawidze opisów. Dla mnie ksiazka moglaby sie skladac z samych dialogów :D haha :) z poczatku myslalam ze to bedzie ksiazka o przyjazn z psem przez te okładkę :D
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie lubię ogromnie takiej infantylności w książkach. "bohaterki całkowicie ufają nieznanym osobom, adopcja odbywa się bardzo szybko, podpalenie domu to dla nich nic takiego" - to zdecydowanie odstrasza mnie od sięgnięcia po tę pozycję. Dziękuję, za ostrzeżenie :) Pozdrawiam :*
    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
  19. Dużo słyszałam o tej książce i coraz bardziej nabieram ochoty na to, by ja przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło jeśli dodasz chociaż krótki komentarz :) Jeśli chcesz - zostaw adres swojego bloga, a na pewno go odwiedzę ;)

Czytelnicy