Świat bez dorosłych - „Gone: Zniknęli. Faza piąta: Ciemność”
Na skutek awarii elektrowni jądrowej, miasteczko Perdido
Beach zostaje odcięte od świata. Wszystkie osoby powyżej 15 roku życia znikają.
Zaczyna się czas próby i walki o życie dla pozostałych dzieciaków i
nastolatków. Tak w skrócie można scharakteryzować serię „Gone: Zniknęli” Michaela Granta.
W tej recenzji zajmę się treścią całej serii, ale w szczególności dotyczy ona
piątej części, czyli „Gone: Zniknęli. Faza piąta: Ciemność”.
„Gone: Zniknęli” to oryginalna, dystopijna seria dla
młodzieży. Opowiada o świecie bez dorosłych, bez zasad, bez zakazów i nakazów.
Fajne życie? No właśnie niekoniecznie… Młodzi muszą sami poradzić sobie z
chaosem, który zapanował, a także walczyć z głodem, plagą, ciemnością. Autor
świetnie przedstawił ponurą wizję takiego społeczeństwa. Na domiar złego, nie
potrafią ze sobą współpracować. Okrutny Drake, Caine, Diana i ich spółka są
przeciwko Samowi, Astrid, Quinnie, Lanie, Edillio itp. Spór pomiędzy nimi i
niecne plany pierwszej grupy, zaostrzą wystarczająco już trudną sytuację.
Na młodych
mieszkańców ETAP-u czeka kolejne wyzwanie. Rozpoczyna się CIEMNOŚĆ… Tymczasem
Diana spodziewa się dziecka, nie wie jednak, że w jego ciele planuje odrodzić
się Gaiaphage. Jednocześnie, po drugiej stronie kopuły, ludność zaczyna
nabierać podejrzeń co do przyczyny i przebiegu całej tej tajemniczej i
niewyjaśnionej sytuacji. Rozwiązanie zagadki jest już blisko, jednak czy
dzieciaki zdążą uratować się zanim nastanie wieczna ciemność?

Seria Granta zawiera elementy horroru. Momentami bywa
naprawdę strasznie: robale zjadające ludzi od środka, kamienny człowiek, bicz
zamiast ręki. Ponadto okazuje się, że wielu nastolatków jest mutantami o
nadprzyrodzonych zdolnościach. Czasem bywa to pomocne, ale może doprowadzić do
zagłady. W każdej części na czytelników czeka wiele tajemnic. Najbardziej
intrygujący jest Pete, kilkuletni autystyk. Czy to możliwe, by to właśnie on
był sprawcą wszystkiego? Kim zaś, lub czym jest przerażające, bezlitosne,
ukryte w jaskini Gaiaphage?
„Gone: Zniknęli” to także opowieść o sile przyjaźni. Jedynie
wspólnymi siłami jesteśmy w stanie poradzić sobie z prawdziwymi
niebezpieczeństwami. W serii znajdziecie także wątki dotyczące miłości.
Czytelnicy mogą śledzić jak rodzi się uczucie między Astrid i Samem i jak wiele
przeciwności musi ono pokonać. Jednak dla mnie znacznie ciekawsza jest historia
Diany i Caine’a. Oboje są po „tej złej stronie”, czy może połączyć ich
prawdziwa miłość? Czy okrucieństwo, przebiegłość i zło dopuszczą do ich serc
jakiekolwiek uczucia? Według autora ważna jest także nadzieja, która daje siłę
i pomaga przetrwać wszystko.
Co nowego w części piątej? Przede wszystkim powraca Astrid,
jednak nie jest już tą samą dziewczyną, co kiedyś. Przestała wierzyć, dręczą ją
wyrzuty sumienia. Wydaje się, że także Diana się zmienia, ale czy Gaiaphage
pozwoli jej na to? Muszę przyznać, że ta część mnie rozczarowała. Wydaje mi
się, że autorowi powoli zaczyna brakować pomysłów. Czuć, że całość staje się
naciągana, pisana na siłę, po to, aby doprowadzić serię do końca, bez polotu. „Gone”
już nie śni mi się po nocach, przestało przerażać i wciągać. A szkoda, gdyż
była to naprawdę świetna seria... Pomimo tego, z niecierpliwością czekam na
szóstą, ostatnią już powieść z tej serii i mam nadzieję, że na koniec „Gone”
znów odżyje i zostawi w mojej pamięci dobry ślad.
Widziałam gdzieś książki z tej serii.
OdpowiedzUsuńCzytałam już jakieś recenzje na temat tej serii i mnie zaciekawiły. Poluję na tę książkę, wiem, że na pewno pierwsza część (dalsze może też) są u mnie w bibliotece, więc mam nadzieję, że trafię na nią na półce ;)
OdpowiedzUsuńO tych książkach do tej pory wiedziałam jedynie tyle, że istnieją, ale muszę przyznać, że mnie zaciekawiłaś."Gone" wydaje się być dość oryginalną serią : )
OdpowiedzUsuńBo to jest bardzo oryginalna seria :)
Usuń