wtorek, 11 listopada 2014

"Miasto 44" film (Jan Komasa) + książka (Marcin Mastalerz)

Przez długi czas zastanawiałam się, czy napisać tę recenzję. Film widziałam już ponad trzy tygodnie temu i po prostu nie byłam w stanie o nim pisać, bo mnie tak mocno zranił... Jednak ostatnio przeczytałam książkę napisaną na podstawie scenariusza, przeżywałam to wszystko od nowa i w końcu zdecydowałam się zrecenzować. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób może się ze mną nie zgadzać, bo film wzbudził spore kontrowersje i jedni są zachwyceni, drudzy wręcz przeciwnie, ale zobaczcie co mam o nim do powiedzenia.

Stefan Zawadzki (Józef Pawłowski) po śmierci ojca opiekuje się swoją matką i młodszym bratem. Któregoś dnia traci pracę w fabryce Wedla, za co czuje się winna jego przyjaciółka z dzieciństwa, Kama (Anna Próchniak). Dziewczyna obiecuje, że pomoże mu znaleźć nową posadę. Zapoznaje go również ze swoimi znajomymi z konspiracji i Stefan pomimo obietnicy złożonej matce, wkrótce dołącza do nich. Kamila skrycie jest zakochana w chłopaku, jednak on zwraca uwagę na jej przyjaciółkę, Alicję "Biedronkę" (Zofia Wichłacz). 1 sierpnia wybucha powstanie...

Film jest naprawdę wstrząsający... Nie pozwala o sobie zapomnieć, zostawia trwały ślad w pamięci i sercu. Budzi niepokój, strach, przerażenie, rozpacz... Dużo scen jest bardzo drastycznych, ale najgorsza jest ta świadomość, że tak rzeczywiście było, że to nie wytwór wyobraźni reżysera. Nie rozumiem osób, które twierdzą, że ten film oswaja ludzi z przemocą. To jakieś absurdalne stwierdzenie! Przecież efekt miał być i jest zupełnie odwrotny. "Miasto 44" pokazuje okrucieństwo wojny, pokazuje śmierć młodych ludzi, pokazuje cierpienie. Czy to naprawdę kogoś oswaja z przemocą?! Film nie mówi, że przemoc jest dobra, normalna itd.! A że jest nagromadzenie takich scen? Jak inaczej miałby wyglądać film wojenny? Jeśli kogoś nie przerażają rany, krew, ból, nienawiść to z pewnością nie jest to wina tej produkcji...

Teraz kilka o słów o ścieżce dźwiękowej i efektach specjalnych, bo te kwestie chyba wzbudzają najwięcej kontrowersji. Według mnie muzyka została dobrana odpowiednio do filmu. Pojawia się wiele starych utworów, ale także i nowsze, jak chociażby "Dziwny jest ten świat". Wielu osobom ta piosenka zupełnie nie pasowała do całości, ale ja się z tym nie zgadzam, była bardzo trafna do danej sceny. Spójrzcie przecież na tekst... Aczkolwiek jestem w stanie zrozumieć tych, którzy twierdzą, że do tego filmu pasują tylko utwory z tamtych czasów. Ja jednak jestem zdania, iż piosenka nie musi powstać w danym czasie, aby świetnie o nim opowiadać, czy też do niego pasować. Z kolei efekty specjalne również mi nie przeszkadzały, Wręcz przeciwnie. Przecież to, że akcja dzieje się podczas II wojny światowej nie oznacza, że nie można zastosować w filmie nowoczesnych technik. Według mnie one świetnie mogą służyć wzmocnieniu siły przekazu takiego filmu. Dla mnie te sceny miały metaforyczne znaczenie, zresztą sam reżyser twierdzi, że właśnie tak należy je odbierać. Na przykład te przygniatające ściany sprawiają, że scena z kanałów jest jeszcze bardziej przerażająca, świetnie ukazują tę walkę o przetrwanie i jednoczesną bezsilność. Zgodzę się jedynie z tym, że scena pocałunku wśród kul nie wyszła dobrze. Ona też miała być metaforą, takim kontrastem, ale nie została właściwie zrealizowana i wypadła sztucznie, była taka wyrwana z kontekstu, między nią a poprzednią sceną powinno być bardziej płynne przejście.

Nie rozumiem też tych osób, które twierdzą, że film jest przepełniony erotyzmem. Przecież tam jest właściwie tylko jedna taka scena, na dodatek krótka, więc naprawdę nie ma się czego czepiać. Ja jej nie mogę wybaczyć reżyserowi z zupełnie innego powodu. Ci, którzy oglądali, pewnie się domyślają. Zadziwiające jest to, że często te osoby nie krytykują filmów, które rzeczywiście są wulgarne i co druga scena w nich po prostu razi. Czy to aż takie dziwne, że ówcześni chłopacy powiedzieli czasami coś o kobietach? Naprawdę nie przesadzajmy...

Stefan niestety trochę mnie denerwował, ale z drugiej strony myślę, że nie chcielibyśmy oglądać kolejnego filmu o herosie, któremu wszystko zawsze się udaje, który nigdy nie ma wątpliwości, który jest po prostu idealny. Nie taki przecież był zamiar reżysera. "Miasto 44" opowiada o młodych ludziach, którzy tak jak my mają pasje, mają przyjaciół, zakochują się, lubią żartować itd., jednak przychodzi im zmierzyć się z okrucieństwem wojny i muszą przedwcześnie dorosnąć. Film pokazuje, że owszem, byli odważni, pragnęli wolności, chcieli walczyć za kraj, ale jednocześnie mieli wiele wątpliwości i też nie do końca zdawali sobie sprawę  tego, czym jest powstanie. Wielu myślało, że to potrwa tylko kilka dni... "Miasto 44" ukazuje różne postawy młodych ludzi. Jedni chcieli walczyć do końca, inni myśleli o poddaniu się, jeszcze inni po prostu bali się śmierci, marzyli o normalnym życiu. Jan Komasa stworzył film przepełniony skrajnymi emocjami, pełen kontrastów (chociażby scena, gdy kilka osób szło z trumną, a obok ksiądz udzielał ślubu). Dla tamtych osób czas miał zupełnie inne znaczenie,..

Z kolei książka jest świetnym uzupełnieniem filmu, wzbogaconym licznymi fotosami i warto przeczytać ją już po obejrzeniu "Miasta 44". Historia jest ta sama, przekaz też, ale wiele rzeczy zostało wyjaśnionych, rozwiniętych. Autor skupił się na rozterkach bohaterów, opisał ich myśli, uczucia, niepewność. Pokazał to, czego może nie zauważyliśmy. Film i książkę powinno się traktować jako całość, z którą zapoznać powinien się każdy. To nie tylko doskonała lekcja historii i patriotyzmu, ale po prostu wstrząsająca opowieść o naszych rówieśnikach.

20 komentarzy:

  1. Mam nadzieję obejrzeć film, ale do książki mnie jakoś nie ciągnie ;) I nie chłopacy tylko chłopcy, jeśli już :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Film oglądałam i po prostu nie mogłam wyjść po nim z podziwu! Bardzo mi się podobał! Szczególnie ta scena z deszczem krwi (genialne!, aż ciary przechodziły po plecach!)

    OdpowiedzUsuń
  3. @Literatka M. - forma chłopacy jest również poprawna. Słowo chłopcy jakoś mi zresztą nie pasuje do osiemnastolatków. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. @ Mała Pisareczka - tak, ta scena również robiła wrażenie. Była przerażająca.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hm, naprawdę Kamam kochała się w Setafnie? Ja widziałam coś innego... To on był w niej zakochany, a ona do pewnego momentu - czyli do startu jego fascynacji Alicją - nie zauważała w nim niczego innego jak przyjaciela. Taki był mój odbiór, może błędny, nie wiem. :D
    W każdym razie, ja również postanowiłam koniec końców napisać recenzję filmu, więc wkrótce będziesz mogła porównać swoje zdanie, z moim. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie to ona w nim się kochała, a on widział w niej przyjaciółkę. Na początku mu się trochę podobała jedynie. Za to ona wyraźnie była w nim zakochana, o czym świadczy chociażby to, co mówiła do Biedronki podczas ewakuacji. Książka też to potwierdza w wielu momentach i właśnie pokazuje jaki stosunek do obu dziewcząt miał Stefan. Jestem ciekawa Twojej recenzji :)

      Usuń
  6. Na mnie film zrobił piorunujące wrażenie. Bardzo płakałam i nie mogłam długo się pozbierać po jego obejrzeniu. Książkę mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oswajać z przemocą? No na pewno nie.. Mnie jeszcze potem przez tydzień stawała przed oczyma scena, kiedy rozstrzelano matkę i brata Stefana. Nie oswoiło mnie to w żaden sposób z przemoca. :)
    Film przybliżył mi tamte czasy i naprawdę jak nie staram się płakać przy ludziach to uroniłam kilka łez...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam w planach najpierw przeczytać książkę, a później obejrzeć film. Mam nadzieję, że mi się spodobają ;)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie oglądałam, więc nie mogę się z Tobą nie zgodzić.

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie, że traktujesz oba dzieła jako całość. Po premierze filmu obejrzałam wiele recenzji, z czego większość nie zachęcała. ; )

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja się spotykam z różnymi recenzjami. Tak po połowie negatywnych i pozytywnych :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam, ani nie oglądałam tego. Wydaje mi się, że to taki typowy polski film historyczny z wątkiem miłosnym.Może książkę przeczytam, żeby przynajmniej się z tym zapoznać. U mnie rocznica założenia bloga:) Zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie obejrzę. Do twórczości Jana Komasy zraziłam się po "Sali samobójców", kiedy tworząc film podszedł stereotypowo do tematu depresji, przez co prawdopodobnie utrwalił te stereotypy jeszcze bardziej (że osoby w depresji, to osoby, którym się tylko w dupach poprzewracało - oczywiście to tak w dużym skrócie, jest wiele spraw, których się czepiałam). Skoro do jednego filmu podszedł tak... powiedzmy niewiarygodnie, jaką mam gwarancję, że w pozostałych też tak nie podszedł? Że przygotował się odpowiednio? Żadnej. I dlatego unikam jego filmów, dlatego nie zobaczę "Miasta 44". Ani prawdopodobnie żadnego innego filmu, jaki on nakręcił czy nakręci w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  14. zgadzam się co do muzyki w filmie.
    jednak przesadzili z efektami specjalnymi. :)
    przez to oglądało się naprawdę nieprzyjemnie.
    aczkolwiek film sam w sobie jest fantastyczny. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja nie czuję tego zachwytu nad filmem, którzy poczuła część widzów, ciekawy obraz powstania, ale było to za bardzo przerysowane, romans w tle kompletnie mi się nie spodobał, efekty specjalnie dobijały. Mi muzyka szczególnie nie przeszkadzała, a wymieniony tytuł Niemena uwielbiam. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Muszę w końcu pooglądać ;)

    Pozdrawiam cieplutko,
    Raven Stark
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Oglądałam zwiastun i czytałam kilka recenzji, ale pewnie znając życie nie obejrzę tego filmu :) Po prostu nie mam na to czasu :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Ta książka pasuje do moje wyzwania "Stare dobre, czasy". Nie chcesz jej dopisać? :)

    OdpowiedzUsuń
  19. cześć :) wciąż bierzesz udział w Kluczniku? jeżeli tak to poproszę o listopadowe zgłoszenia :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło jeśli dodasz chociaż krótki komentarz :) Jeśli chcesz - zostaw adres swojego bloga, a na pewno go odwiedzę ;)

Czytelnicy